IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Styczeń, Posiadłość Marou

Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Almarien
Admin
avatar

Liczba postów : 122
Join date : 25/01/2017
Age : 27

PisanieTemat: Styczeń, Posiadłość Marou   Nie Sie 19, 2018 10:50 pm



8.01, sobota, wieczór. Rezydencja rodziny Marou.
Oficjalne przyjęcie z okazji urodzin dziedzica rodu, Aarona.


wygląd rezydencji:
 

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 64
Join date : 27/01/2017

PisanieTemat: Re: Styczeń, Posiadłość Marou   Sro Sie 29, 2018 9:22 pm


Ameryka nie była dla mnie domem już od szesnastu lat. Słowo dom nie istniało w moim słowniku od kiedy jedyna osoba, która sprawiała, że je rozumiałem, została brutalnie zamordowana przez osobę, przez którą nawet określenie rodzina przestało istnieć. Więzy krwi nie miały znaczenia, jeśli emocjonalnie nikogo nie można było nazwać swoją rodziną. Urodziny powinny być obchodzone w gronie najbliższych, a nie osób, które się za nich podają. Powiedzieć można było wszystko, ale to czyny były najważniejsze.
     Na teren rezydencji rodu Marou wjeżdżało coraz więcej aut z gośćmi. Ryk silników wypełniał ciszę, która zazwyczaj zalegała na tak ogromnym terenie rezydencji. Do przyjęcia zostało kilka minut, które zdecydowałem się spędzić w pokoju swojej matki. Rzadko tutaj przychodziłem, bo to wywoływało nieprzyjemne wspomnienia. Patrząc na jej łóżko widziałem wieczory, w których przychodziłem ją obudzić. Uwielbiała, kiedy promienie zachodzącego słońca oświetlały pokój. Przypominałem sobie też, jak ukrywałem się w jej szafie, żeby uciec od lekcji, które wymuszał na mnie ojciec  i jak podczas nieobecności Vincenta spędzałem z nią czas na dywanie, wcześniej przesuwając wszystkie meble, aby było na nim więcej miejsca. To było bolesne, bo to były tylko wspomnienia, przypominające o tym, jak dobrze było, zanim nasz ojciec wszystko zjebał. To było tylko puste, pozbawione uczuć i koloru od lat.
     - Aaron, nie powinno cię tutaj być – Vincent przerwał ciszę, nie wchodząc nawet do środka pomieszczenia. Stał w progu, jak zawsze, przyglądając mi się nieprzychylnym spojrzeniem. Nie lubił, kiedy ktokolwiek otwierał pokój i chociaż aby temu zapobiec mógłby zamykać drzwi na klucz, już się nauczył, że to mnie nie powstrzymywało, a ciągłe ich wymienianie pochłaniało czas i pieniądze. Jeśli coś przydatnego od niego odziedziczyłem to upór.
     - Mogę tutaj przychodzić tak samo jak ty. Była moją matką – zmrużyłem oczy, nie bawiąc się w zwracanie się do niego z szacunkiem, jakiego ode mnie oczekiwał. Tego też nigdy nie dostanie i doskonale o tym wiedział.
     - Goście się powoli zbierają. Nie każ im czekać – odwrócił się na pięcie i oddalił w stronę sali balowej. Westchnąłem pod nosem i poprawiając krawat na szyi, skierowałem się do wyjścia. Przystanąłem na chwilę przy ich portrecie, ale spojrzałem na niego tylko kątem oka. Nigdy się nie dowiedziałem, gdzie podziały się te uczucia. Patrząc na portret widziało się, jak silna miłość ich łączyła, ale to, co on przedstawiał, a to, co ja pamiętałem z dzieciństwa było jak ogień i woda. Zupełnie, jakby malarz przesadził i nagiął rzeczywistość tak, aby wyglądała o wiele lepiej, chociaż na papierze. Zamykając drzwi, kiedy opuszczałem pomieszczenie, powtarzałem sobie w głowie tę cholerną formułkę, którą opracowałem, aby wszystkich przywitać z szacunkiem. Formalności zawsze były, moim zdaniem, idiotyczne. Zamiast udawać kogoś kim się nie jest, powinno się podczas poznawania nowych osób zachowywać po swojemu. Ci, którzy mieli mnie na co dzień, i tak wiedzieli, że to było sztuczne, a każdą inną osobę to nie obchodziło, bo robiła wszystko na pokaz.
     Mijając korytarze nie po raz pierwszy zerkałem w stronę obrazów, które ozdabiały ściany. Co kilka metrów można było również zobaczyć lampy i żyrandole robione wiele lat przez wybranych przez naszych przodków cyzelerów. Niektóre z malowideł były portretami wampirów, które tworzyły bądź nadal tworzą ród Marou. Jedynym, który nie wisiał pośród wszystkich, które mogli oglądać goście, był portret naszej matki, Ariadne. Ojciec go zdjął, kiedy zdradziła swojego męża, próbując zabrać mu synów i od tamtej pory na jej miejscu jest tylko pusta ściana z podpisem na dole. Miała przestrzegać każdego, kto mu podlegał przed próbami ucieczki i zdrady. Wszyscy doskonale wiedzieli, jak skończyła nasza matka.
     Docierając do wejścia, przy którym zbierali się goście nie mogłem oprzeć się pokusie poszukiwania Cynthii pośród nich. Była tam, a nasze spojrzenia się spotkały, ale szybko urwała kontakt kierując wzrok w zupełnie innym kierunku. Nie wiedziałem, czy jej obecność była czymś, czego naprawdę chciałem, czy może tylko utrapieniem. Wciąż nie miałem pojęcia, dlaczego tak po prostu odeszła i dlaczego dowiedziałem się o tym dopiero z rozpiski uczniów. To był dla mnie niezamknięty rozdział i obawiałem się, że taki już pozostanie. Czy byłem dla niej nieodpowiedni? Wstydziła się tego, że dała się w to wplątać? Czy może znudziła się i zdecydowała na znalezienie szczęścia gdzieś indziej? Mogłaby chociaż to wyjaśnić, ale najwidoczniej nie byłem tego wart. Z resztą czemu ja się temu dziwiłem? Zaczęło się od tego, że chciałem się nią zabawić, kiedy była pijana i jej to wypominać, a skończyło nieplanowanym związkiem i zranieniem Ayi… Ona pewnie czuła się wtedy jeszcze gorzej niż ja w momencie zniknięcia Cynthii. O ile faktycznie jej na mnie zależało, bo jej zachowanie całkowicie temu zaprzeczało.
     Mimowolnie skierowałem wzrok w stronę białowłosej, ale odwróciłem go, kiedy drzwi się zamknęły za ostatnimi ważniejszymi gośćmi. Pewnie przed nimi stanąłem i wziąłem oddech, jakby to miało mi pomóc. Nie zmieniło się jednak nic, ponieważ nawet nie zależało mi na odpowiedniej prezentacji. Robiłem to tylko po to, żeby Varya odnalazła matkę, nic więcej.
     - Witam w posiadłości rodziny Marou – nie czułem komfortu zachowując się tak sztywno i na pokaz. Gardziłem takiego rodzaju oszustwami. – Bardzo dziękuję, że zjawili się państwo tak licznie i zapraszam na krótkie wprowadzenie w wystrój wnętrza oraz historię, ukrytą pośród tutejszych ścian – uśmiechnąłem się, stając do nich profilem i symbolicznie płynąc ręką  powietrzu, równolegle do podłogi, wskazując głębię rezydencji. – Jak państwo widzą na tej ścianie porozwieszane są portrety każdego członka naszej rodziny, a ich życiorysy nadal są nam doskonale znane. Zacznę oprowadzanie od najstarszego skrzydła, którego budowa została rozpoczęta przez Achaiosa. Jego projekt nadal był w trakcie realizacji, kiedy nasz przodek zginął na jednej z wojen. Jego potomkowie kontynuowali dobudowę wedle własnych projektów, aż powstała cała rezydencja. Stare skrzydła jednak były pozostawiane nienaruszane, aby zachować pamięć o przodkach. Znajdują się w nich pomieszczenia, z których prawie w ogóle się nie korzysta, żeby nie naruszyć murów oraz biblioteka.Najważniejsza część rezydencji jest pośrodku i najbardziej współczesna. – Skierowałem się w odpowiednią stronę, wcześniej pokazując, gdzie są prezentowane wcześniej miejsca. – Jest tutaj sala balowa, pokój z fortepianem, kuchnia i korytarz prowadzący do skrzydła z sypialniami wszystkich członków rodziny. Tam proszę nie wchodzić, ponieważ jest to strefa prywatna i nie chcemy, aby ją naruszano. W tamtym kierunku są sypialnie gościnne, wszystkie z łazienkami. Są dla państwa przygotowane, abyście nie musieli przedwcześnie opuszczać przyjęcia. – Nie podobało mi się to, że tyle wampirów będzie się tutaj kręciło. – Do piwnicy również proszę nie wchodzić, jest przeznaczona dla mieszkańców. – Zatrzymałem wszystkich przy Sali balowej, na której przy jednej ze ścian był rozstawiony szwedzki stół, na drugiej wynajęta orkiestra, natomiast reszta była przeznaczona dla tańczących. Chociaż Vincent nie tolerował ludzkiego jedzenia, pozwolił na przygotowanie takiego ze względu na różnorodność gustów gości. Chciał wypaść jak najlepiej, chociaż i tak wszyscy wiedzieli jaki był. – Zapraszam państwa do pokoju na ostatnie przygotowania i za kilka minut widzimy się w Sali balowej. Służba wskaże każdemu jego pokój. – Nieznacznie się ukłoniłem i przepuściłem wszystkich.

     Po kilku minutach w pełni gotowi gości weszli do sali balowej. Trzeba przyznać, że grupa wampirów wchodzących w pięknych, eleganckich strojach wyglądała niesamowicie. Kobiety miały na sobie suknie, które podkreślały ich atuty oraz charaktery. Co prawda każdy mężczyzna miał garnitur albo frak jednak i oni dodali do stroju elementy, które ich charakteryzowały. Jako gospodarze cierpliwie czekaliśmy, aż wszyscy goście znaleźli się w Sali i dopiero wtedy zaczęliśmy. W tłumie gości już przewijali się kelnerzy oraz kelnerki z tackami pełnymi kieliszków najlepszego szampana jakiego znał, przynajmniej według niego. W milczeniu przyglądał się, jak kolejne osoby brały w dłonie trunek i również czekały, aż wszyscy dostaną. Ciekawe czy brał pod uwagę, że niektórzy z mojej szkoły wciąż byli niepełnoletni.
     - Proszę o uwagę! – Kiedy wszyscy trzymali w dłoniach kieliszki, Vincent zastukał łyżeczką w swój i zwrócił uwagę gości. Stał na podwyższeniu, które specjalnie przygotował na urodziny. Chciał, żeby każdy go widział, ale również dlatego, że uwielbiał czuć wyższość nad innymi. – Witam wszystkich na przyjęciu urodzinowym Aarona. Bardzo dziękuję za tak liczne przyjście. Aaron, jak każdy zapewne wie, 5 stycznia skończył 21 lat. Stał się pełnoletni i ju niedługo będzie w stanie przejąć moje obowiązki, dlatego chciałbym powiedzieć kilka słów na początek. Usłyszałem kiedyś słowa, że „Matki kochają swe dzieci, ojcowie czynią je silnymi” – z trudem powstrzymałem się przed wywróceniem teatralnie oczami. Mogłem śmiało powiedzieć, że nasz ojciec aż zbyt dosłownie rozumiał to powiedzenie i za mocno się zaangażował w realizowanie go. Jego wychowanie było dla nas obozem przetrwania, a nie dzieciństwem. - Kiedy Aaron się urodził, spojrzałem na niego i pomyślałem: w końcu jest to wojownik, ktoś kogo nauczę jak walczyć… - Dziecko, Vincent… To nie był wojownik tylko niemowlak. Nie maszyna do przyswojenia twoich nieludzkich treści, ale chłopiec, mający uczucia. Przemówienie mojego ojca coraz bardziej mnie drażniło, ale stałem w milczeniu, dusząc w sobie komentarze. Im szybciej skończy, tym szybciej się zacznie i tym szybciej się wszyscy rozejdą. – W przeciągu mojego długiego życia przekonałem się, że osoby, z którymi dzielimy krew na zawsze są z nami złączone. I mimo, że rodziny się nie wybiera ta więź może być naszą największą siłą, bądź właśnie jej możemy najbardziej żałować. – Miałem ochotę wyjść przed szereg i zapytać go, czy w ogóle rozumiał pojęcie rodzina, którego użył, bo miałem poważnie wątpliwości. Udało mi się to opanować, ale i tak prychnąłem, co nie uszło uwadze kilku osób, znajdujących się najbliższej mnie. Chyba nie byli z tego zadowoleni. –teraz, aby państwa nie zanudzić, zapraszam do tańca i żyję udanej zabawy – ukłonił się, po czym wplątał się w tłum gości, aby wyminąć ich i odszukać swoją partnerkę. Ja też zdecydowałem się to zrobić. W pierwszej chwili pomyślałem o Cynthii, ale już zdążyła dobrać się w parę. W dodatku na jej palcu serdecznym błysnął mi srebrny pierścionek, zapewne zaręczynowy, a mężczyzna, z którym miała tańczyć nachylał się nad jej uchem zbyt intymnie jak na przypadkowego młodzieńca. Nie chciałem więc rozgrzebywać starych ran, ani z nią rozmawiać. Nie interesowało mnie to i chociaż miałem wątpliwości, nie miałem zamiaru ich słuchać. Nie było to przyjemne uczucie, i żeby nie zostać przyłapany, odwróciłem wzrok, szukając innych kobiet. Yuki i Junko również miały partnerów, pozostałem dziewczyny, które znałem również, ale właśnie wtedy dostrzegłem nową twarz. Wyglądała znajomo, ale na pewno nigdy jej nie poznałem, chociaż stała w pobliżu rodziny Pentagram. Czytałem, że posiadała siostry, może to była jedna z nich. Zacząłem więc kierować się w jej stronę. Ojciec oczekiwał, że poproszę do tańca najpierw pierworodne córki czysto krwistych, ale ja chyba nie chciałem mu tego dawać. Miałem jeszcze całą noc, żeby zatańczyć z pierworodnymi, nie musiałem się spieszyć.
     - Czy mógłbym zaprosić panią do tańca? – Podszedłem do kobiety, położyłem lewą dłoń na plecach, a prawą wyciągnąłem w jej stronę i lekko się przed nią ukłoniłem. Cały czas wzrok miałem skupiony na jej oczach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Almarien
Admin
avatar

Liczba postów : 122
Join date : 25/01/2017
Age : 27

PisanieTemat: Re: Styczeń, Posiadłość Marou   Wto Wrz 04, 2018 10:02 pm



Przelot do Ameryki w większości udało mi się przespać, ale i tak była to wycieczka długa i dość męcząca, nawet kiedy się podróżowało prywatnym i bardzo komfortowym samolotem. Zmiana stref czasowych i stale zmieniająca sie aktywność słońca raz po raz wytrącała mnie z letargu, więc prawdziwego wypoczynku przed ważną uroczystością udało mi się zaznać dopiero na dwie godziny przed lądowaniem. Chyba nie trzeb mówić, że nie napawało mnie to radością...

Ubrana w proste zestawienie jasnych spodni w kant i szyfonowej bluzki, okutana zimowym płaszczem, zeszłam z pokładu samolotu na płytę lotniska, gestem dając znać obsłudze, by załadowała mój bagaż do auta. Nie było tego wiele - jedna, nieduża, beżowa walizka i pokrowiec skrywający mój strój na dzisiejszy wieczór, który znalazł się obok mnie na tylnym siedzeniu mercedesa... Gdy wszystko było gotowe, ruszyliśmy w kolejny etap podróży, tym razem krótszy i kończący się w miejscu docelowym, czyli w posiadłości rodziny Marou.

Po dotarciu na miejsce służba zaniosła moje rzeczy do przydzielonego mi pokoju, ja natomiast udałam się do głównego hallu, gdzie zebrali się pozostali goście. Był to całkiem spory tłumek, ale ja szybko odnalazłam wśród niego swoją rodzinę. Na powitnie ucałowałam matkę w policzek, przytuliłam się od ojca. Yuki i Cynthii nie było w pobliżu.
To z rodzicami spędziłam czas poświęcony na zapoznanie się posiadłością, po cichu komentując i wymieniając z tatą drobne uwagi.
- Byłeś tu już kiedyś? - zapytałam, ciekawa, jako że sama nigdy wcześniej nie miałam tej przyjemności. Wzdychając, ledwie zauważalnie przytaknął.
- Wiele lat temu - odparł, co tylko tę ciekawość pobudziło, ale nie doczekałam się rozwinięcia. Potem i jego pocałowałam w policzek, obiecując, że odnajdę ich na sali i udałam się do swojego pokoju.
~*~

Przystając przy jednym stole nacisnęłam przycisk blokady telefonu i wsunęłam go do kieszeni, sprytnie ukrytej w fałdach mojej granatowej, gwieździstej sukni, po czym odetchnęłam głęboko, odrzucając do tyłu włosy zaczesane w gładki, wysoki kucyk.
- Formalności za nami, można chwilę odpocząć - powiedziałam do swojego partnera, czyniąc to jednak bez większego entuzjazmu. Spodziewałam się, że choć dopiero co zeszłam z parkietu, zaraz znajdzie się ktoś, kto będzie chciał mnie tam z powrotem zaciągnąć, a w tej chwili nie bardzo miałam na to ochotę. Byłam lekko rozkojarzona, trochę niespokojna... bardzo wyraźnie czułam ciężar telefonu w kieszeni i z trudem opierałam się, by znów po niego nie sięgnąć. By sobie pomóc, podeszłam do stołu, rozglądając się i zapoznając z wyborem oferowanych potraw.
- Mmm, krewetki - mruknęłam, w tym samym czasie kątem oka wyłapując ruch, a gdy podniosłam głowę, zobaczyłam anonimową twarz mężczyzny, zapewne pochodzącego z któregoś ze szlachetnych rodów. Gdy zaproponował taniec, odmówiłam grzecznie, obiecując zrewanżować się w najbliższym czasie. Gdy odszedł, sięgnęłam po talerzyk i chwyciłam skorupiaka, uprzednio maczając go w odpowiednim sosie. Odgryzłam kawałek, starając się nie wybiegać myślami poza przyjęcie... ale kiedy zjadłam całą, nie powstrzymałam już potrzeby sięgnięcia do kieszeni.

"Nie mów nikomu. Zwłaszcza Ayi." Odblokowałam telefon i przesunęłam palcem po ekranie, przeglądając ostatnie wiadomości wymieniane z Shane'em. Wykonałam w myślach szybkie rachunki, próbując odnaleźć właściwą strefę czasową, ale szybko się pogubiłam. Poza tym łowcy funkcjonowali przecież w innych godzinach...
Kolejny chętny do tańca, któremu także odmówiłam. Z palcem zawieszonym nad powierzchnią szkła wpatrywałam się w zbiór pikseli.
- Chyba musimy wrócić na parkiet - powiedziałam, ale wzrok miałam utkwiony w wyświetlaczu. Szybko wystukałam ciąg znaków. Kliknęłam "wyślij".
- Inaczej nie dadzą mi spokoju - dodałam, podnosząc spojrzenie i odnajdując Leo stojącego kawałek dalej. Uśmiechnęłam się lekko. Zablokowałam telefon i wsunęłam go między fałdy sukni.
Przyjęcie właśnie się zaczęło. Zapowiada się... ciekawy wieczór... A tobie jak mija dzień?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Momoko
Admin
avatar

Liczba postów : 54
Join date : 28/01/2017

PisanieTemat: Re: Styczeń, Posiadłość Marou   Czw Wrz 06, 2018 12:03 am


         — Xanthia, błagam Cię! — zaryczał mężczyzna, siłując się ze specjalnymi kajdankami, które oprócz tego, że wstrzymywały moc, przykuwały również ciało do podłoża tak, aby ofiara nie była w stanie podnieść się z pozycji siedzącej. — Nie miałem wyboru! Postawili mi ultimatum, albo ona albo Ty! Musiałem to zrobić, ona nie byłaby w stanie się obronić, zabiliby ją! ZABILIBY JĄ!— kontynuował, cudem wstrzymując płacz. Twarz jednak wykrzywiał mu strach, a rozszerzone w panice oczy wbił w moje własne, jak gdyby szukał w nich jakiegoś zrozumienia czy usprawiedliwienia dla swoich czynów.  
         — Powtarzasz się. — odrzekłam z wyraźnym zdegustowaniem, odwracając się od niego i skupiając spojrzenie na stojącej w rogu apartamentu kobiecie, która cicho pochlipując, niemalże przylgnęła całą sobą do ściany, w nadziei, że być może zleje się z tłem i stanie się dla mnie niezauważalna.
         — Nie, nie, błagam, zostaw ją, zostaw… — usłyszałam za plecami błagania mężczyzny, które teraz były jak miód na moje uszy, jakkolwiek, niestety, nie zamierzałam ich posłuchać. Moje ciężkie, sznurowane buty stawiały niespieszne kroki po posadzce, która teraz była naznaczona rozbitym szkłem, odłamkami drewna i krwią. Kiedy znalazłam się przed kobietą, bez słowa złapałam ją za kark i pociągnęłam ze sobą, przez pokój, delektując się jej głośnym szlochem, przez który nie była w stanie uformować żadnych, mających sensu słów.
         — Klękaj. — zażądałam, popychając kobietę na podłogę, zaledwie dwa metry od unieruchomionego mężczyzny. Sama sięgnęłam po przewrócone krzesło, stawiając je na ziemi i usadawiając się na nim, zaraz za łkającą blondynką. Moja dłoń spoczęła na jej włosach, które to gwałtownie szarpnęłam, tym samym powodując, że głowa kobiety wygięła się w bok, a jej szyja została doskonale wyeksponowana. Gdy tylko mój wzrok spoczął na nierównomiernie pulsującej tętnicy, moje kły niemalże same się wysunęły, a na usta wypełzł trudny do powstrzymania uśmieszek.  Tuż przed wgryzieniem się, spojrzałam na wykrzykującego coś mężczyznę, który zaczął się tak szarpać, że zaczęłam się obawiać, że zaraz wyłamie sobie ręce… chociaż przy tym rodzaju kajdanek taka desperacja na niewiele by się zdała.
         — Przestań, proszę, przestań! — zawył żałośnie, patrząc jak wraz z wypijaną przeze mnie krwią, jego kochanka przestaje być zdolna utrzymać się na kolanach. Wnet, ku jego zaskoczeniu, oderwałam się, wierzchem dłoni rozcierając spływające mi po wardze krople.
         — Ech, w porządku. — przytaknęłam, spoglądając na niego spod półprzymkniętych powiek, widząc niewinnie skrzącą się w jego oczach nutkę nadziei. — Masz rację, lepiej przestać niż zmuszać się do czegoś, czego się nie chce. — mruknęłam. — A jej krew… zupełnie mi nie smakuje. Jest jakaś taka bez wyrazu. Chyba muszę załatwić to inaczej… — Louis natychmiast pobladł, a jego oczy na nowo rozwarły się w przerażeniu. Moje ręce prześlizgnęły się z włosów i ramienia na twarz kobiety. Pogładziwszy delikatnie opuszkami palców jej policzki, wnet zacisnęłam swoje dłonie szczelnie na jej ustach i nosie, patrząc jak ostatkami sił próbuje walczyć o oddech, jak wbija paznokcie w moje nieustępliwe ręce i jak cała czerwienieje…
         Kiedy ostatnie podrygi dobiegły końca, zabrałam ręce, a wtedy blondynka bezwiednie wysunęła mi się z ramion i z dźwięcznym hukiem upadła na ziemię. Podniosłam się z siedzenia, przestępując przez nieruchome ciało i zatrzymując się przed mężczyzną, który widząc to, co uczyniłam zaledwie parę sekund temu całkowicie zamilkł, patrząc się niewidzącym wzrokiem gdzieś przed siebie.
         — Przykre, że ktoś, kto był zupełnie niewinny musiał zapłacić za Twoją zdradę, Louis. Przykre również jest to, że dziś mógł być dzień jak co dzień, gdyby nie to, że wtedy wbiłeś mi nóż w plecy i zostawiłeś na śmierć. — spojrzałam na niego z góry, jednocześnie czując jak palce prawej dłoni, zaczynają się wydłużać, zmieniając swój pierwotny kształt.
         — Przepra– — moje szpony spotkały się z jego gardłem, a następnym dźwiękiem, jaki usłyszałam był huk głowy, która zatrzymała się tuż pod moimi stopami.
         Wcisnęłam zielony przycisk na niewielkim urządzeniu, zaraz rzucając je na podłogę i odwracając się w stronę wybitego okna. Po przejściu paru kroków zatrzymałam się na parapecie, wkrótce wzbijając się w powietrze na swych skrzydłach, które zabrały mnie daleko od miejsca, które wnet pochłonęły płomienie.

          Obudziłam się, ciężko dysząc, rozbieganym wzrokiem próbując na szybko ustalić gdzie jestem. Siedzenia, niski dach, małe okna… ach tak, samolot. Moje spięte mięśnie momentalnie się rozluźniły, a ja na nowo zatonęłam w siedzeniu, z którego przed chwilą niemalże się zerwałam. Wydarzenia sprzed kilku miesięcy nierzadko ścigały mnie w snach, chociaż przez ostatni miesiąc zdarzyło się to tylko ze trzy razy, więc było coraz lepiej… Dosłownie w tej samej chwili usłyszałam głos pilota przez interkom, który powiadomił, iż za kilka minut nastąpi lądowanie. Westchnęłam głęboko, chowając twarz w dłoniach i zaciskając oczy.
         — Uspokój się, to nic takiego, wkrótce to ustanie… całkowicie. — upomniałam się, próbując jakoś doprowadzić się do porządku, nim wystąpię z samolotu i udam się na przyjęcie.

         Kiedy znalazłam się już w przydzielonym mi pokoju w rezydencji Marou, przytargana ze mną służka pomogła mi ogarnąć przywdzianie się w białą, ciągnącą się do ziemi sukienkę, pomalowała oczy, usta, a następnie zrobiła mi fryzurę, którą od razu zburzyłam, ubierając na stopy szpilki, w których wywaliłam się po paru krokach. Ze starannie zrobionego koka powypadało kilka pasm, a ja wstając i mamrocząc pod nosem francuskie przekleństwa, jednocześnie odpędzałam od siebie służkę, która próbowała poprawić swoje dzieło.
         — Wystarczy, jest dobrze! — warknęłam, mając już po dziurki w nosie siedzenia przed lustrem jak posąg i znoszenia tego miziania po twarzy i ciągnięcia za włosy.
         — Ależ panienko– — jedno krótkie, ostrzegawcze spojrzenie z mojej strony wystarczyło, aby dała za wygraną, i z ukłonem usunęła mi się z drogi.
Wyszłam na korytarz, tym razem, ostrożnie tuptając, będąc w stanie utrzymać się w pionie, a nawet zejść po schodach.

         W sali balowej spotkałam się z rodzicami, którzy przybyli z pół godziny wcześniej niż ja. Zapewne przyleciałabym z ojcem, gdyby nie to, że na kilka dni przed uroczystością postanowił odwiedzić matkę w Australii i resztę swoich dzieci. Przez te wszystkie interesy coraz rzadziej mieli czas na takie spotkania… Stanęłam obok nich, obserwując Vincenta Marou, który powitał wszystkich gości i rozpoczął swoją przemowę na cześć pierworodnego syna. Po wszystkich wstępach każdy mógł wreszcie zająć się sobą, co niezwłocznie zamierzałam uczynić, chcąc jak najszybciej oddalić się od potencjalnego zagrożenia zwanego parkietem. Nie było w moim interesie wybić sobie zęby przed setką gości, czy chociażby dać popis tego jak bardzo nie potrafiłam tańczyć. Zawsze zwiewałam ze wszystkich lekcji i teraz mam za swoje…
         Kiedy już miałam odwracać się na tej przeklętej szpilce, ujrzałam przed sobą postawnego mężczyznę, który okazał się być Aaronem Marou, we własnej osobie. Ha, bardziej zjebać nie mogłam. To było tak abstrakcyjne, że ledwie powstrzymałam cisnący mi się na usta uśmiech zażenowania.
         — Uwierz, nie chcesz– — zaczęłam, lecz wtem kątem oka ujrzałam swojego ojca, który posłał mi sugestywne spojrzenie. — To znaczy… z przyjemnością. — wysiliłam się na uśmiech, przyjmując oferowaną mi dłoń i patrząc pod nogi, pozwoliłam się poprowadzić na parkiet. Omiotłam wzrokiem najbliżej tańczącą parę i spróbowałam odgapić powolne, sensualne ruchy nóg kobiety, lecz przestałam się starać kiedy po raz czwarty wbiłam się szpilką w stopę Aarona.
         — Mówiłam. — westchnęłam cicho, spoglądając na niego niemalże ze współczuciem. Pierwszy taniec i taka porażka? Gorzej trafić nie mógł, naprawdę. W dodatku byłam szczerze zdziwiona czemu to akurat mnie poprosił jako pierwszą. Czyżby tradycja nie nakazywała wpierw tańca z pierworodnymi przedstawicielkami rodów? Aczkolwiek… nie zamierzałam go o to pytać. Do głowy bowiem wpadł mi całkiem interesujący pomysł, a jako, że bardzo chętnie odciągnęłabym swoje myśli od tej porażki, jaką była nasza parodia tańca, zdecydowałam się go zrealizować.
         — Znasz tego Aarona? — spytałam. — Co prawda sama nigdy nie miałam okazji go spotkać, ale słyszałam, że jest totalnym furiatem, który najchętniej latałby bez spodni, żeby móc szybciej włożyć. — mruknęłam, przyglądając się z zaciekawieniem szatynowi. Niejeden na moim miejscu zapewne nie powstrzymałby śmiechu, ale nie ja, zachowanie powagi przychodziło mi z przerażającą łatwością.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Almarien
Admin
avatar

Liczba postów : 122
Join date : 25/01/2017
Age : 27

PisanieTemat: Re: Styczeń, Posiadłość Marou   Sob Wrz 08, 2018 11:27 pm



- Ameryka, tak właściwie - odparłem wypuszczając z ust dym papierosowy w kilku foremnych kółkach. Pstryknięciem palca w filtr strąciłem nadmiar popiołu gdzieś za balustradę tarasu i spojrzałem na swojego rozmówcę, uśmiechając się powalająco.
- Tyle tylko, że Nowy Jork. Nie konkretnie stąd - wyjaśniłem, szerokim gestem pokazując, że chodzi mi o posiadłość rodziny Aarona. Niejeden mógłby pomyśleć, że powrót do kraju to jak powrót do domu, ale tak nie było i zależało mi, żeby dać to do zrozumienia. Co więcej, nawet gdyby, to nie z urzędującą tu rodziną byłem związany krwią. Przystojny mężczyzna, na oko w średnim wieku, jakby czytał mi w myślach.
- Z gałęzi której rodziny się pan wywodzi, panie Donovan?
Spojrzałem na niego bez emocji, być może nawet z nutką znudzenia.
- Z żadnej - odparłem zgodnie z prawdą i, aby dać mu pewność, że to co powiedziałem, jest prawdą, dodałem - nie jestem szlachetnym.
Dziwiło mnie, że tego nie wiedział. Jak do tej pory większość wampirów, które spotykałem, z miejsca wiedziała, że jestem przemienionym. Z drugiej jednak strony mógł zwyczajnie rżnąć głupa... niemniej na dźwięk moich słów jego oczy urosły odrobinę, jakby w zdziwieniu, na co ja zwęziłem swoje, patrząc na niego.
- No cóż... - zaczął, gasząc papierosa w dużej, zdobionej popielnicy, a jego głos podskoczył o oktawę, jakby ktoś wsadził mu kij w dupę. - Życzę miłego wieczoru, panie Donovan. Do zobaczenia.
Nietrzeba było być geniuszem, by rozpoznać, że miał się za lepszego ode mnie. Niespecjalnie dobrze się z tym krył.
- Do zobaczenia - odparłem z najbardziej sztucznym uśmiechem, na jaki mnie było stać.
- Chujek - mruknąłem jeszcze, gdy się oddalił, choć doskonale wiedziałem, że nadal był w stanie mnie usłyszeć. Reakcje dwóch wampirów stojących w przeciwnym końcu tarasu tylko to potwierdziły - oboje natychmiast na mnie spojrzeli. Tymczasem ja po raz ostatni zaciągnąłem się papierosem i zgasiłem go, wypuszczając dym. Potem wróciłem do sali balowej. W granatowym, mieniącym się czernią smokingu zdecydowanie wyróżniałem się na tle reszty mężczyzn - właśnie to przywiało do mnie tamtego gnoja - ale w końcu taki był cel. Swoją drogą...
Odnalazłem jego ryj od razu. Namierzyłem kobietę, z którą przyszedł... i natychmiast ruszyłem w jej stronę.
- Czy ofiaruje mi pani ten taniec? - zapytałem, kłaniając się lekko i podając jej rękę z powalającym uśmiechem. Chwilę potem poczułem dotyk jej dłoni. Zerknąłem na faceta po raz ostatni i porwałem jego żonę na parkiet. Chociaż... żona, kochanka, a może córka. Kto ich tam wiedział?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Almarien
Admin
avatar

Liczba postów : 122
Join date : 25/01/2017
Age : 27

PisanieTemat: Re: Styczeń, Posiadłość Marou   Nie Wrz 09, 2018 12:38 am



Z niewidzącym spojrzeniem wlepionym w jakiś punkt przed sobą siedziałam na miękkiej, białej ławie ustawionej w nogach łożka. W tej chwili, pośród ścian tego eleganckiego, obcego pokoju najgłośniejszym dźwiękiem było tykanie starego, biało-złotego zegara ustawionego na stoliku pod ścianą, między wazonami pełnymi ciętych kwiatów. Przez stare ściany przebijały się dźwięki z dołu, jakaś muzyka, przytłumione głosy, ale ja, nadal jeszcze trochę oderwana od rzeczywistości, ledwie je słyszałam. Ten bezruch, otępienie, stagnacja... to wszystko trwało jeszcze przez chwilę. A potem w mojej głowie pojawiła się prosta komenda - już czas - po której podniosłam wzrok w kierunku drzwi. Odetchnęłam głęboko, chcąc dodać sobie otuchy. Nie wiedziałam, czy byłam gotowa na dzisiejszy wieczór, ale trzeba było przez to przebrnąć. Tym razem samotnie, jak jeszcze nigdy dotąd.
Powoli wstałam i podeszłam do wielkiego lustra w pięknej, rzeźbionej ramie, przejrzałam się po raz ostatni i opuściłam przeznaczony dla mnie pokój.
Długa, bordowa suknia z głębokim dekoltem opinała moje ciało jak druga skóra, szeleszcząc cichutko przy każdym kroku. Naturalne, lśniące fale włosów lekko tylko uniesione z jednej strony przy pomocy srebrnej spinki, opadały swobodnie do połowy pleców, sprężynując po każdym pokonanym stopniu wysokich schodów mimo gracji i delikatności moich ruchów. Jakby żyły własnym życiem...
Po wejściu na salę balową przywitał mnie widok tłumu, pośród którego odruchowo zaczęłam szukać twarzy rodziców, dopiero po chwili karcąc samą siebie i przypominając, że przecież ich tu nie ma. Choć byłam pewna swoich decyzji najwidoczniej nadal jeszcze targały mną cienie sprzecznych emocji... Chcąc się ich pozbyć podeszłam do jednego z kelnerów i zabrałam z tacy jeden kieliszek różowego szampana. Potem wtopiłam się w kolorowy, acz nieco posępny tłum, w poszukiwaniu innych, znajomych twarzy.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Laurana

avatar

Liczba postów : 84
Join date : 28/01/2017

PisanieTemat: Re: Styczeń, Posiadłość Marou   Nie Wrz 09, 2018 5:19 pm


Nieznacznie rozchyliłem znajdujące się w mej sypialni zasłony by móc obserwować jak znajdujący się przed rezydencją podjazd z każdą kolejną sekundą zapełniał się coraz to większą ilością wysokiej klasy pojazdami. W szczególności uwagę swą skupiłem na wyłaniających się z samochodów twarzach w myślach odtwarzając listę zaproszonych na dzisiejszą uroczystość gości. Nie z każdym dane było mi się zapoznać w przeszłości lecz w przeddzień imprezy przestudiowałem skrupulatnie spis osób, które zapewniły o swej obecności podczas tego wieczornego wydarzenia. Pośród mniej znaczących nazwisk, osobników które powiadomione zostały wyłącznie z kurtuazji pojawiło się kilka interesujących mnie personalnie postaci. Odsunąłem się od okna gdy w pomieszczeniu rozległo się delikatnie pukanie do drzwi. Wzrok mój instynktownie powędrował w kierunku wejścia sypialni, w którym to pojawiła się postać wysokiej kobiety ubranej w złoto-białą suknię.
- Dobry wieczór Pandoro. – przywitałem wampirzycę lekkim skinieniem głowy. – Wyglądasz olśniewająco. – skomplementowałem wybraną przez czystokrwistą kreację. Długie, sięgające niemal pasa włosy zostały finezyjnie upięte eksponując w ten sposób długą, łabędzią szyję.
- Dziękuję drogi kuzynie. – odrzekła ciemnowłosa uśmiechając się subtelnie po czym nieśpiesznie uczyniła kilka kroków w moją stronę zmniejszając tym samym dzielącą nas odległość. Będąc już blisko uniosła się nieznacznie by złożyć na moim policzku przelotny pocałunek. – Twój Ojciec prosił bym sprawdziła czy jesteś już gotów na dzisiejszy jakże wyjątkowy wieczór ale najwyraźniej nie potrzebnie się zamartwiał. – ciemnowłosa położyła rękę na moim ramieniu wygładzając materiał czarnego garnituru, a następnie przeniosła dłoń na atramentowy krawat odrobinę poprawiając jego wiązanie.  – Sybilla nie może doczekać się momentu, w którym Cię ujrzy. Osobiście pomagała naszej matce w doborze Twojego stroju. Było to dla niej szczególne emocjonujące. – rzekła błądząc wzrokiem po całej sylwetce.
- Zachowam w pamięci by należycie okazać swą wdzięczność… W ferworze czasochłonnych przygotowań niemalże całkowicie zapomniałem o stosownej prezentacji swojej osoby. – odpowiedziałem patrząc wprost w ciemnoorzechowe tęczówki młodej kobiety. Pandora odsunęła się ode mnie, a następnie podeszła do stojącego w głębi sypialnii dębowego biurka, na którym leżało niewielkie, podłużne puzderko w odcieniu czekolady. Przejechała palcami po twardej powierzchni po czym zwróciła ku mnie swoje spojrzenie.
-  Nie zapomniałeś jednak o prezencie dla Aarona… Zdradzisz mi jaki podarek dla niego przygotowałeś? – zapytała ujmując pudełko w obie dłonie. Nieznacznie ściągnąłem brwi. Aura znajdująca się wokół wampirzycy zafalowała lekko obrazując wzrastającą w jej ciele dociekliwość oraz zniecierpliwienie.
- Wybacz… Preferowałbym aby brat mój pierwszą był osobą, która ujrzy przygotowany przeze mnie upominek. – Odparłem szorstko sugerując, iż powinna jak najszybciej odłożyć prezent. Wielokrotnie zastanawiałem się czy znajdująca się wewnątrz pamiątka uzyska aprobatę Aarona. Nie posiadałem bowiem żadnego doświadczenia w doborze podarków i według mego osobistego osądu obyczaj ten wywoływał jedynie konsternację zarówno u darczyńcy jak i osoby obdarowywanej.
- Oczywiście… Masz rację. – odpowiedziała podając mi pudełko, które ukryłem w wewnętrznej kieszeni marynarki. – To niezwykle ważny dzień dla Twojego brata… Skupiona będzie na nim uwaga wszystkich gości, a w szczególności wielu pięknych kobiet. – Pandora na krótką chwilę przerwała swą wypowiedź, a ja podświadomie wyczułem, iż zbliża się moment w którym ujawni prawdziwą intencję z jaką do mnie przyszła.
- Powiedz mi kuzynie… Czy plotki odnośnie licznych podbojów Aarona są wysoko przesadzone czy naprawdę spoufalił się z większością przebywających na terenie waszej szkoły przedstawicielek płci pięknej? – Mimo, że ton głosu wampirzycy pozostał neutralny odnalazłem w otaczającej jej postać aurze ciemnozielone wstęgi symbolizujące zazdrość.
- Szukając odpowiedzi na dręczące Cię wątpliwości do niewłaściwej zwróciłaś się osoby… Seksualne aspekty życia mego brata nie pozostają w kręgu mych zainteresowań. – odpowiedziałem.
- Nie zbywaj mnie tego rodzaju ogólnikami Alec… - fuknęła gwałtownie odwracając głowę. – Słyszałeś o Cynthii Kuran? Jakie poniosła konsekwencje? Nie? Otóż po tym jak ośmieliła się zbliżyć do Aarona Kaname Kuran by ją ukarać zgodził się na oświadczyny jednego z jej absztyfikantów. Mówi Ci coś nazwisko Ivarsen? Finn Ivarsen? Niezwykle szkoda mi tej dziewczyny, bo ponoć na nic zdały się jej głośne protesty. – powiedziała z trudem powstrzymując uśmiech jaki pojawił się na jej twarzy.  
- Nie udawaj… - szepnąłem cicho.
- Nie sądzisz, że przy boku Twego brata powinna znaleźć się kobieta z klasą i nieposzlakowaną opinią? Ktoś kto będzie wspierać go w podejmowanych decyzjach i doskonale rozumiał obowiązki jakie ma do wypełnienia? – spomiędzy wypowiedzianych przez Pandorę słów odkryłem ukrytą w nich prawdziwą wiadomość jaką miała w zamiarze mi przekazać.
-  Czyżby mój brat nie wyraził jasno swego braku zainteresowania Twoją osobą? – zapytałem
- To bardziej skomplikowane niżbyś sądził… - odparła wyraźnie już wzburzona.
- Zgoła odmienną mam w tej kwestii opinię… - W tym momencie przeniosłem wzrok swój na znajdujący się w pomieszczeniu pozłacany zegar. – Przyjęcie niebawem się rozpocznie, a nietaktem dla osób stanowiących grono gospodarzy było by pojawić się na nim z opóźnieniem.  – stwierdziłem kończąc tą konwersację. Podałem kuzynce swoje ramie po czym opuściliśmy sypialnię kierując się tym samym w stronę sali balowej. Będąc w miejscu gdzie miała odbyć się dzisiejsza uroczystość wpierw podeszliśmy do ciotki Valerii przebywającej w towarzystwie swojej młodszej córki: Sybilli. Wspólnie wysłuchaliśmy przemówienia mego Ojca oraz wznieśliśmy toast za szczęście i pomyślność jubilata, następnie centralna część sali wypełniła się parami poruszającymi w rytm granej przez orkiestrę muzyki. W chwili gdy moje kuzynki wraz z ich matką zaczęły plotkować na temat obecnych na urodzinach gościach wykorzystałem okazję by nieznacznie zmienić otoczenie. Zatrzymałem się przy jednym z filarów znajdujących się nieopodal wrót wejściowych gdzie postanowiłem zaczekać na odpowiedni moment, w którym to będę mógł niepostrzeżenie opuścić to pomieszczenie.
[/i][/i]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 64
Join date : 27/01/2017

PisanieTemat: Re: Styczeń, Posiadłość Marou   Pon Wrz 10, 2018 4:13 pm


    Wsunąłem dłoń swojej partnerki pod ramię i poprowadziłem ją na parkiet, kiwając głową w stronę gości, którzy mnie witali, kiedy ich mijałem. Spojrzenie miałem utkwione w miejscu, do którego zmierzałem. Przekręciłem kobietę lekko w swoją stronę i położyłem dłoń na jej talii, skupiając wzrok na oczach o niespotykanym kolorze.
     - Masz piękne oczy – odezwałem się jeszcze zanim muzyka wypełniła pomieszczenie. Ściany w sali balowej były specjalnie zrobione z takiego materiału i w takim kształcie, aby dźwięki odbijały się od nich w jak najczystszej i jak najpiękniejszej postaci, dlatego nie można tu było znaleźć głośników. Klimat jaki tutaj panował miał jak najdokładniej odzwierciedlać minione epoki. Wielu z naszych przodków było tradycjonalistami. – Wiesz, że w Chinach tylko cesarz i jego doradcy mieli prawo nosić szaty w kolorze fioletowym, ponieważ dla nich symbolizował mądrość i władzę? – Spytałem podążając z tłumem w tempie muzyki Drugiego Walca Schostakovicha. Nie umknęło mojej uwadze, że kobieta najwidoczniej nie czuła się komfortowo w tańcu, a jej nieporadne ruchy zwracały uwagę. Istniało duże prawdopodobieństwo, że była jedną z sióstr Keiry, a czysto krwiści miewają lekcje z odpowiedniej prezencji, w tym i tańca, dlatego też dziwiło mnie, że miała z tym problemy. Buntowniczka i wagarowiczka? – Czasami komfort gwarantuje zamknięcie oczu, spróbuj – zaproponowałem, obracając ją wokół własnej osi. – Wsłuchaj się w muzykę. Kilka głębokich oddechów też nie zaszkodzi. – Puściłem jej oczko. – I najważniejsze, pozwól się poprowadzić. Od razu będzie ci łatwiej. Jeśli partner umie dobrze tańczyć, partnerka sama odnajduje w sobie ten talent. – Wiedziałem, że zrozumiała, ale mimo tego gwałtowniej ją przekręciłem, aby zauważyła, że poddanie się tańcu wystarczy, aby brak umiejętności został ukryty. Nie podążyłem jednak prostym krokiem po jednym obrocie, a poprowadziłem ją jeszcze o połowę tak, aby stanęła do mnie tyłem. W lewą dłoń złapałem jej lewą, a swoją prawą wsunąłem delikatnie na jej brzuch, aby utrzymała równowagę przy kolejnych ruchach. Spojrzałem na jej profil, wiedząc że wzrok będzie miała zwrócony na splecione dłonie i uśmiechnąłem się, czując że powoli się rozluźnia. Po kilku krokach ponownie ją obróciłem tym razem puszczając i pozwalając jej na oddalenie się. – To był również ulubiony kolor Kleopatry, bo uważała go za bardzo kobiecy. Trzeba przyznać jej rację, nie uważasz? – Zapytałem, wracając do podstawowej figury, zanim pozwoliłem jej dojść do słowa. Mógłbym parsknąć śmiechem, ale podejrzewałem, że ona doskonale wiedziała z kim tańczyła. – Czyżbyś była nim zaintrygowana? Osoba niezainteresowana nie sprawdza prawdziwości zasłyszanych plotek. – Byłem zaciekawiony jej odpowiedzią. Dokładnie obserwowałem jej twarz, aby zauważyć, w jaki sposób zareaguje. Odwróci zaczerwieniona wzrok czy nie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 64
Join date : 27/01/2017

PisanieTemat: Re: Styczeń, Posiadłość Marou   Pon Wrz 10, 2018 5:23 pm


   Tak rzadko miałam okazję rozmawiać z Aaronem, więc jego zaproszenie było dla mnie naprawdę miłym zaskoczeniem. Ani przez chwilę się nie wahałam, a ponadto dawno nie uczestniczyłam w takim przyjęciu i nie chciałam go przegapić. Klimat na nich był tak niesamowity i tak piękny, że starałam się brać udział w jak największej liczbie. Zanim zostałam aktorką to było o wiele trudniejsze niż po moich pierwszych angażach w produkcje filmowe. Długo więc wybierałam strój, fryzurę oraz dodatki, aby prezentować się jak najlepiej. Podejrzewałam, że ich dom był naprawdę zdumiewający, więc nie chciałam pokazać się tam od swojej, ciut kowbojskiej strony. Na takich wydarzeniach nikt nie mógł widzieć we mnie dziewczyny z amerykańskiej wsi.
     - Ooooooowwwww… Jestem taka podekscytowana… - Moim ciałem wstrząsały przyjemne dreszcze z każdym kilometrem zbliżającym mnie do posiadłości Marou. Nie byłam ani jednym z pierwszych, ani jednym z ostatnich gości, co już było dobrym krokiem. Wysiadając z auta, zostawiłam w nim swój kapelusz i chwyciłam pokrowiec z suknią. Po krótkim wprowadzeniu, udałam się do gościnnego pokoju, aby tam dokonać ostatnich przygotowań. Co chwila zerkałam na zegarek, aby mieć pewność, że się nie spóźnię. Miałam wystarczająco dużo czasu, aby jeszcze przed ubraniem się, wziąć szybki prysznic.
     Na koronkową bieliznę założyłam jedyną suknię, która zwróciła moją uwagę w sklepie. Była długa do ziemi i dzieliła się na dwie części. Od pasa w górę jej kolor przypominał bardzo jasny złoty. Pas owinięty był złotym paskiem, spod którego luźno w dół spływał biały, delikatny materiał. Od uda lewej nogi było rozcięcie, pozwalające się swobodniej poruszać. Włosy splotłam w coś, co przypominało eleganckiego kucyka, który nie trzymał się na gumce, ale na spinkach wpiętych pod pasma włosów w taki sposób, aby nie było ich widać. Z kolei biżuterię i buty starałam się jak najbardziej dopasować kolorem do sukni. Z makijażem pomogła mi znajoma charakteryzatorka, dzięki czemu wyglądałam zupełnie tak, jakbym wcale nie pochodziła z Teksasu.
     - I o to chodzi, Ash – puściłam samej sobie oczko, po czym skierowałam się na przyjęcie. Nieszczególnie zwróciłam uwagę na przywitanie głowy rodu, bo nie byłam w stanie oderwać wzroku od tego wnętrza. Było tak piękne, że aż zapierało dech w piersiach. Gdyby nie bardziej współczesne stroje można by pomyśleć, że cofnęliśmy się w czasie. Dekoracyjne, ogromne żyrandole, obrazy zdobiące korytarze, muzyka… To wszystko przypominało magię epoki wiktoriańskiej na dworze królewskim. Uwielbiałam takie klimaty, ale brakowało mi jednej rzeczy do całkowitego oddania się tej magii. W tym celu odeszłam kawałek od wszystkich gości i rozejrzałam się po zebranych, szukając znajomych twarzy. Odszukałam jedną, ale zanim zdążyłam tam podejść, Max już porwał do tańca jakąś kobietę. Cholera… Spóźniłam się. Kto jeszcze był wolny? Alec… Ale nie byłam pewna, czy on byłby zadowolony, gdyby to kobieta poprosiła go do tańca. Zwłaszcza, że był członkiem rodziny gospodarzy. Dla gości to by wyglądało co najmniej niestosownie, a chyba nie chciałam mieć w nim swojego wroga. Reszty nie mogłam dostrzec, więc musiałam sobie odpuścić pierwszy taniec. Może z drugim mi się uda. Skierowałam się więc w stronę jednego z kelnerów, by wziąć kolejną lampkę szampana.


    Zapraszanie na kilka dni przed planowanym przyjęciem nie dawało wiele czasu na znalezienie idealnej kreacji, jednak dołożyłam wszelkich starań, aby się w taką zaopatrzyć. W innej sytuacji zapewne bym się nie pojawiła, ale byłam wyjątkowo zainteresowana tym, jak Nymeria będzie wyglądała, i nie tylko ona. Wszyscy na pewno mieli zamiar prezentować się zachwycająco, a piękne osoby ubrane w piękne stroje były niesamowitym widokiem. Poza tym kto nie lubił dostawać znakomitych trunków zupełnie za darmo? No prawie, chociaż prezent urodzinowy nie musiał być boskiego pochodzenia. Aaron miał wszystko i niewiele potrzebował. Z resztą to była idealna okazja, żeby i na mnie patrzyli, a to chyba uwielbiałam jeszcze bardziej.
     Nie zwróciłam szczególnej uwagi ani na wygląd posiadłości, ani wnętrza, ani na to, co mówił Aaron. Zamiast tego obserwowałam, kto znajdował się wśród gości. Przedłużanie rozpoczęcia było mi nie na rękę, bo naprawdę chciałam w końcu wyjść w swojej kreacji. Dlatego byłam jedną z pierwszych osób, które oddaliły się do pokoi gościnnych, aby rozpocząć przygotowania. Zajęło mi to co najmniej pół godziny, ale kiedy spojrzałam w lustro na swój wygląd, szeroki uśmiech wykwitł na mojej twarzy. Wybrałam idealną suknię. Nie odsłaniała za wiele, ale i tak wyglądałam w niej seksownie, bo idelnie przylegała do mojego ciała. Biżuterę dobrałam w srebrnym kolorze i tylko buty się w pewien sposób wyróżniały. Czysto srebrnych nie mogłam znaleźć, więc wzięłam takie z odpowiednimi elementami. Włosy tylko lekko zakręciłam na końcówkach i uniosłam u nasady, a potem weszłam pewnym krokiem na salę balową, gdzie większość już przebywała. Znalazłam sobie miejsce, z którego mogłam widzieć jak najwięcej osób i rozglądałam się oceniając ich wygląd. Niektórzy przesadzili z elegancją, inni z bogactwem w strojach, a jeszcze inni zbyt skromnie się ubrali. Chociaż mężczyźni zawsze nosili garnitury albo fraki, na takich przyjęciach oczekiwało się samych Louis Vuitton czy jeszcze bardziej rozpoznawalnych firm, a niektórzy mieli całkowicie bez loga. Czy to nie było okazem braku szacunku względem gospodarzy?
     Mruknęłam zaintrygowana, ale szybko mój wzrok skupił się na Nymerii. Nawet nie starałam się ukryć, że obserwowałam każdy jej krok, kiedy wchodziła do sali, a potem kiedy przeciskała się przez gości. Suknię miała po prostu obłędną i nie gorzej w niej wyglądała. Oczy aż mi się zaświeciły, widząc jak podkreśliła swoje kształty.
     - Nie oszczędzałaś… - Skomentowałam do samej siebie, uśmiechając się i wciąż w nią wpatrując.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Almarien
Admin
avatar

Liczba postów : 122
Join date : 25/01/2017
Age : 27

PisanieTemat: Re: Styczeń, Posiadłość Marou   Pon Wrz 10, 2018 9:24 pm



Tańcząc ucinałem sobie grzecznościową pogawędkę z moją partnerką - nie były to co prawda banały o pogodzie, ale blisko, bo o strojach, projektantach i dekoracjach. Zaczęło się oczywiście od komplementu na temat "jej ośniewającego wyglądu", a potem jakoś poleciało tym torem, łącznie z odpowiednią odpowiedzią z jej strony. Nie to, żebym oczekiwał pochwał, ale widziałem w jej oku iskierkę zainteresowania czymś więcej, niż tylko tańcem. Nie mogę też powiedzieć, żeby nie sprawiło mi to satysfakcji, zwłaszcza, że jej snobistyczny partner obserwował nas z daleka. Ona chyba nie podzielała jego opinii na mój temat i nie sądziłem, by miało się to zmienić, gdy już dowie się o moim wątpliwym pochodzeniu. Bo wydawało się oczywiste, że zostanie po tym poinformowana, gdy tylko się ode mnie oddali...
Gdy melodia dobiegała końca przyciągnąłem ją do siebie bliżej i pochyliłem tak, że moje usta znalazły się przy jej uchu.
- To była ogromna przyjemność - szepnąłem. - Liczę, że uda nam się to jeszcze powtórzyć.
Uśmiech, który zobaczyłem na jej twarzy, gdy znów się odsunąłem powiedział mi jasno, że również tego chciała. Zaraz potem rozbrzmiały ostatnie nuty utworu. Wypuściłem ją z objęć, pochyliłem się, by ucałować dłoń, a potem obserwowałem, jak oddala się w stronę swojego dupka. Gdy już nacieszyłem oczy odwróciłem się i ruszyłem w stronę kelnera, któremu płynnie zabrałem z tacy dwa kieliszki różowego szampana. Potem nogi poniosły mnie w stronę blondyki, którą bez kowbojskiego kapelusza widziałem jak dotąd chyba po raz pierwszy. Podszedłem do niej od tyłu.
- Bolało, jak spadłaś z nieba, aniołku? - rzuciłem najbardziej wyświechtanym tekstem, na jaki mnie było stać, ale uśmiech na mojej twarzy chyba jasno pokazywał, że absolutnie nie brałem tego na poważnie. Przynamniej taką miałem nadzieję.
- Świetnie wyglądasz - dodałem.
Zauważyłem ją, gdy tylko weszła. Skinąłem lekko głową, gdy nasze spojrzenia się spotkały, ale w tamtej chwili niewiele więcej mogłem zrobić, nawet jeśli wiedziałem, że szukała znajomych twarzy. Teraz zatrzymałem się przed nią i zaoferowałem jeden z trzymanych przeze mnie kieliszków.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 64
Join date : 27/01/2017

PisanieTemat: Re: Styczeń, Posiadłość Marou   Pon Wrz 10, 2018 10:43 pm


  Korzystając z tego, że nie miałam co innego do roboty, skupiłam się na obserwowaniu tańczących par. Starałam się wyłapać, czy były tutaj jakieś znane osobistości, o których nikt nie wiedział, że były wampirami. Nie podejrzewałam, żeby którykolwiek z gości był zwykłym człowiekiem, bo w otoczeniu tylu z nas długo by nie wytrwał. Przyglądałam się również sukniom, które przywdziały na siebie kobiety, zachwycając krojem niektórych z nich. Musiały wyjść spod dłoni naprawdę utalentowanych krawcowych. Niewielu mężczyzn byłoby w stanie uszyć tak drobne i delikatne elementy, jakie były widoczne na niektórych materiałach. Biżuteria też była zachwycająca, w niektórych przypadkach zapewne ręcznie wytwarzana.
     - Ludzie potrafią robić niesamowite rzeczy – odezwałam się do samej siebie. – Chwała za wyostrzone zmysły – dodałam, rozumiejąc że gdyby nie umiejętności, którymi charakteryzowała się rasa, do której należałam, nie dostrzegłabym tak wielu szczegółów w kreacjach gości. – Przepraszam panią… - Zatrzymałam jakąś kobietę, która właśnie mnie mijała. Jej naszyjnik zwrócił moją uwagę. – Przepraszam, że panią zatrzymuję, ale posiada pani przepiękną biżuterię. Czy zdradziłaby mi pani gdzie mogę nabyć dzieła tego jubilera? – Zapytałam z ciepłym uśmiechem. Kobieta nie miała przed tym szczególnych oporów, dlatego wdałyśmy się w krótką rozmowę, podczas której zapamiętałam miano jubilera, u którego zamówiła tę biżuterię. Grzecznie jej podziękowałam i wróciłam do stołu, szukając czegoś, czym mogłabym zająć swoje usta. Byłam tak zajęta przebieraniem w przysmakach, że nie wyczułam zbliżającej się do mnie osoby, dopóki nie znalazła się naprawdę blisko. Musiałam wtedy powstrzymać parsknięcie śmiechem, żeby nie stracić potencjalnego partnera do tańca. Ashley, zachowaj powagę. Odwracając się w jego stronę poczułam ulgę, bo napotkałam spojrzenie Maxa. Nie mówił poważnie więc nie chciałam być mu dłużną.
     - Zastanawiałam się właśnie dlaczego tutaj jest tak gorąco, a to ty - odpowiedziałam z zaczepnym uśmiechem. - To pewnie dlatego kelnerzy tak narzekają... Rozpuszczasz im cały lód - ciągnęłam, biorąc od niego kieliszek, który wystawiał w moim kierunku. - Dziękuję - kiwnęłam nieznacznie głową. - Mężczyźni zdecydowanie częściej powinni chodzić w garniturach. Aż miło się na was patrzy i ciężko oderwać wzrok. Myślałeś kiedyś, żeby na co dzień się tak ubierać?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Almarien
Admin
avatar

Liczba postów : 122
Join date : 25/01/2017
Age : 27

PisanieTemat: Re: Styczeń, Posiadłość Marou   Wto Wrz 11, 2018 8:43 pm



Skinąłem lekko głową, oddając jej kieliszek, a potem uśmiechnąłem się jeszcze szerzej, gdy odwdzięczyła się równie lamerskim tekstem. Pociągnąłem łyk szampana, który swoją drogą był naprawdę wyśmienity, a potem...
- Zazwyczaj preferuję większą dawkę swobody, szczególnie, że na powodzenie nawet wtedy narzekać nie mogę, ale nie da się zaprzeczyć, że dobrze skrojony garnitur dodaje seksapilu nawet największemu łachmaniarzowi.
Mój wzrok powędrował do innych znajomych twarzy, których coraz więcej pojawiało się pośród tłumu, po czym zatrzymałem go na kilku z tych nieznanych.
- Szkoda tylko, że nie leczy z bycia dupkiem. Niektórym tutaj by się to przydało - dodałem nieco ciszej, uważając, by tym razem moje słowa dotarły tylko do jej uszu. Nie było to bardzo trudne, bo muzyka zapewniała więcej dyskrecji, a w najbliższym otoczeniu nie było prawie nikogo.
- No i ta zależność nie dotyczy przecież tylko mężczyzn. Na co dzień dobrze się przecież prezentujesz, niezależnie od ubioru, ale ta koronka wygrywa dzień - powiedziałem, wskazując na górę jej sukni, by potem znów przenieść wzrok na tłum. - Czasem po prostu trzeba się wylaszczyć.
Znów zbliżyłem kieliszek do ust, pozwalając by musujący płyn rozlał się na języku. Cholera! Naprawdę mi smakował. Musiałem dowiedzieć się co to za marka...

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 64
Join date : 27/01/2017

PisanieTemat: Re: Styczeń, Posiadłość Marou   Sro Wrz 12, 2018 9:11 pm


     Spojrzałam na mężczyznę, analizując jego słowa. Nie miałam szans z nim do tej pory rozmawiać i nieszczególnie zwracałam uwagę na jego poczynania, dlatego zdziwiło mnie, że mówił w taki sposób. Nigdy nie zauważyłam, że jego zainteresowanie było skierowane również w stronę innych mężczyzn. A może tylko? Zaczęłam się zastanawiać nad tym, czy kiedyś widziałam, aby zacieśniał więzi z jakąś dziewczyną, ale nie mogłam wierzyć swoim własnym obserwacjom, bo przecież sama nie wchodziłam z nimi w bliższe relacje. Musiałam więcej czasu poświęcić na poznanie innych uczniów z akademii, bo wyglądało na to, że niczego o nich nie wiedziałam. Będąc członkiem tej społeczności powinno być zupełnie inaczej.
     - Mówisz? – Spytałam zaczepnie, spoglądając na swoją sukienkę. – A nie jest mi lepiej w kapeluszu i kowbojkach? – Dodałam, upijając kilka kolejnych łyków szampana. Kątem oka zerkałam na Maxa, próbując znaleźć odpowiedzi na własne pytania. Przecież czytanie z innych nie powinno być zbyt trudne. – Wiesz, ja rozumiem, że zapieram dech w piersiach, ale żeby aż odlecieć? – Odstawiłam pusty kieliszek na stół i odczekałam, aż mężczyzna skończy swój. Wyglądał, jakby nie chciał, aby ktoś mu przeszkadzał przy tej przyjemności. – Czy uważasz, że kobieta, która pierwsza prosi mężczyznę do tańca zachowuje się nieodpowiednio? – Tym razem stanęłam na wprost niego tak, aby móc przyglądać się jego twarzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Almarien
Admin
avatar

Liczba postów : 122
Join date : 25/01/2017
Age : 27

PisanieTemat: Re: Styczeń, Posiadłość Marou   Sro Wrz 12, 2018 10:17 pm



- Nie wiem, czy lepiej, na pewno inaczej. Wyjątkowo. A że w w wersji ekstra wyjściowej występujesz rzadko, to też robi większe wrażenie niż codzienna stylówa - odparłem na jej pytanie, choć nie byłem pewien, czy nie było to przypadkiem pytanie retoryczne. Potem uśmiechnąłem się jeszcze zza krawędzi kieliszka gdy rzuciła flirciarskim komentarzem.
Na pytanie, które zadała potem odpowiedź miałem od razu, zanim jednak otworzyłem usta kilka myśli zdążyło przemknąć mi przez głowę. Na początek prychnąłem cicho, wywracając oczami.
- Nie mam pojęcia dlaczego ktokolwiek ma co do tego jeszcze jakieś wątpliwości, bo osobiście uważam, że taki tok myślenia to totalny idiotyzm i nie rozumiem dlaczego kobieta miałaby nie poprosić kogoś do tańca jeśli tego właśnie chce... ale rozumiem skąd wątpliwości i tak, przyznaję, że w pewnych kręgach i pewnych okolicznościach mogłoby to zostać uznane za niewłaściwe zachowanie - zrobiłem krótką, ale dość wymowną pauzę, bo dzisiaj i tutaj to była właśnie taka niefortunna sytuacja. - Jeśli jednak chodzi o mnie, to nie uważam, żeby było to w jakikolwiek sposób nieodpowiednie. I mógłbym nawet podać kilka przykładów, w których byłoby to właściwe w czasie dzisiejszej imprezy.
Upiłem koejny łyk szampana. Omiotłem ją wzrokiem od szałowych szpilek aż po czubek zakręconego kucyka.
- A co? Masz jakieś plany, że tak pytasz?
Nie miałem co prawda pewności, że chodziło jej akurat o mnie, ale w zasadzie mogłem się tego spodziewać, skoro sam aż do tej pory nie zaprosiłem jej do tańca. Taki był plan, czekałem jednak z jego wykonaniem... w sumie nie wiem na co. Chyba tak, po prostu. Nie przeszkadzałoby mi jednak, gdyby to ona wcieliła go w życie.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 64
Join date : 27/01/2017

PisanieTemat: Re: Styczeń, Posiadłość Marou   Pią Wrz 14, 2018 2:46 pm


    - Dziękuję – uśmiechnęłam się, przyjmując komplement. Jeśli w taki sposób komentował większość osób, z którymi miał styczność, wcale się nie dziwiłam, że nie narzekał na brak powodzenia. Umiejętność prawienia komplementów opanował do perfekcji. – Jeśli mam otrzymywać takie komplementy to może powinnam częściej się tak ubierać… - odpowiedziałam, ale szybko mój humor się zmienił. Kiedy usłyszałam jego odpowiedź miałam ochotę uciec. Gorączkowo i panicznie rozejrzałam się dookoła czy nikt nie słyszał mojego pytania. Obawiałam się, że ktoś oprócz Max usłyszał to, co powiedziałam. Mężczyzna miał rację. Na takim przyjęciu nie powinnam była zachowywać się w podobny sposób, ale cholernie chciałam zatańczyć, a nikt nie był zainteresowany zaproszeniem mnie do tego. Gdybym była człowiekiem na mojej twarzy pojawiłyby się rumieńce, a jako wampir jedynym dowodem mojego zawstydzenia i zażenowania było podrapanie się po karku ze spuszczoną głową.
     - No chciałam cię zaprosić do tańca, ale teraz to się wydaje okropnym pomysłem… Znaczy, nie to, że nie chcę z tobą zatańczyć, bo chcę, tylko dobrze zauważyłeś, że na tym przyjęciu, jako kobieta, nie powinnam prosić mężczyzny do tańca, a to zrobiłam i teraz mi wstyd i mam nadzieję, że nikt oprócz ciebie tego nie słyszał, bo chyba się spalę ze wstydu… - Nie podnosiłam wzroku na mężczyznę. Miałam wrażenie, że wszyscy się na mnie gapią i doskonale wiedzą, jak bardzo się w tym momencie zbłaźniłam.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Almarien
Admin
avatar

Liczba postów : 122
Join date : 25/01/2017
Age : 27

PisanieTemat: Re: Styczeń, Posiadłość Marou   Pią Wrz 14, 2018 9:57 pm



Słuchałem jej nerwowego słowotoku z zaciekawieniem, nie wyrażając przy tym jednak żadnych szczególnych emocji. Przez chwilę na nią patrzyłem, potem na powrót kierując zainteresowanie w stronę zawartości mojego kieliszka, pozornie obojętny wobec jej zdenerwowania... Miałem ochotę westchnąć, bo wydawało się, jakby ta nerwowość z lekka stłumiła część przekazu zawartego w moich słowach i jakby dziewczyna tylko w pewnym stopniu zrozumiała wszystkie przesłanki. Nie zrobiłem tego jednak. Nadal zachowując pozór obojętności dopiłem to, co miałem i odstawiłem pusty kieliszek na brzeg najbliższego stołu. Potem po prostu złapałem ją za rękę i pociągnąłem w stronę parkietu.
- Wiesz - zacząłem, przystając i obracając się przodem do niej. Przyciągnąłem ją bliżej, lekko, ale pewnie oplotłem rękę wokół wąskiej talii, splotłem nasze dłonie. - Proszenie o taniec kogoś znajomego z pewnością byłoby jedną z okoliczności łagodzących, o których wspominałem.
Prowadziłem nas w szybkim, dostojnym rytmie walca. Zamiast trzymać głowę wysoko i sztywno, jak było w zwyczaju, wpatrywałem się w nią.
- Co innego gdybym był którymś z tych sztywniaków, których wcześniej na oczy nie widziałaś. Ale jeśli kogoś znasz i wiesz, że raczej nie miałby nic przeciwko, to nie ma strachu.
Nie miałem pojęcia dlaczego była tak zestresowana. Do tej pory widziałem w niej raczej dużo pewności siebie, a teraz wydawało się, jakby nie wiedziała co zrobić, ani jak się zachować.
- Poza tym powiedziałem już, że osobiście nie mam nic przeciwko.
Obróciłem nią w rytm muzyki, pozwalając by chwilę potem znów wpadła w moje ramiona.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 64
Join date : 27/01/2017

PisanieTemat: Re: Styczeń, Posiadłość Marou   Sob Wrz 15, 2018 10:13 pm


   Panika zawsze tłumiła moją pewność siebie. Potrafiła przyćmić wypracowane zachowania. Teraz dosyć mocno mną wstrząsnęła, więc dopiero się uspokoiłam, kiedy Max zajął moje myśli czymś zupełnie innym. Zawsze, kiedy na planach filmowych miałam partnera bądź partnerkę do sceny, ta scena wychodziła mi o wiele lepiej. Swobodniej się czułam w czyimś towarzystwie, niż samej, dlatego pociągnięcie mnie na parkiet uspokoiło rozbiegane myśli. W mgnieniu oka poczułam się tak, jakby ktoś zrzucił ze mnie jakiś ciężar i wróciła mi swoboda ruchów.
     - Przepraszam, trochę spanikowałam… - odpowiedziałam, pewnie zaciskając palce na jego dłoni. Melodia do walca popłynęła z głośników, a razem z nią my. Taniec był tym, co zaprzątało moją głowę od początku przyjęcia i byłam naprawdę wdzięczna Maxowi za to, że nie uciekł, kiedy wpadłam w panikę. Gdyby spojrzenie mężczyzny nie było we mnie utkwione, trzymałabym głowę tak jak należało, ale osobiście wolałam utrzymywać kontakt wzrokowy. Dawał mi poczucie swobody. – Nie mieliśmy za wiele okazji do rozmowy, więc ciężko mi było określić, czy miałbyś coś przeciwko, czy nie – chociaż wszystkie wampiry potrafiły tak podstawowe tańce, umiejętności Maxa mnie zaskoczyły. Poruszał się tak płynnie i tak swobodnie, jakby nie tańczył jedynie na przyjęciach, ale na co dzień. – Jesteś tancerzem? – Spytałam, mrużąc z zaciekawieniem oczy. Miałam okazję tańczyć z profesjonalistami i z osobami, tańczącymi jedynie okazjonalnie. Sama nie miałam wybitnych umiejętności w tym zakresie, ale potrafiłam rozpoznać różnicę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Almarien
Admin
avatar

Liczba postów : 122
Join date : 25/01/2017
Age : 27

PisanieTemat: Re: Styczeń, Posiadłość Marou   Nie Wrz 16, 2018 10:55 am


- Dlatego powiedziałem 'raczej' - dyskretnie wpadłem jej w słowo, gdy przyszedł czas na kolejny obrót. Dziewczyna chyba w końcu powoli odzyskiwała swobodę. Dotykając ją czułem wręcz, jak się rozluźnia, jak znika napięcie ukryte gdzieś w górnych partiach pleców. Przynajmniej to, wywołane stresem, bo ramę trzymała nadal bardzo przyzwoicie.
Widząc, że sytuacja się poprawia, zdecydowałem się odpuścić chwilowo. Odwróciłem wzrok, uniosłem głowę nieco wyżej, jak należało, ale gdy zapytała o to, czy tańczę profesjonalnie i tak przytaknąłem.
- Owszem - odparłem, prowadząc nas za innymi parami. - Co mnie wydało?
Nie patrzyłem na nią, ale na moich ustach pojawił się cień uśmiechu.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 64
Join date : 27/01/2017

PisanieTemat: Re: Styczeń, Posiadłość Marou   Pon Wrz 17, 2018 4:37 pm


  Nie mogłam lepiej trafić. Zależało mi na tańcu, skoro to było przyjęcie, ale na pewno nie chodziło mi o pierwszą lepszą osobę. Ciężko by mi było tańczyć z kimś, kto nie wiedział co robił. Wolałam mieć partnera pewnego w swoich ruchach, który potrafił świetnie prowadzić. Sądziłam, że Max umiał walca, ponieważ był wampirem na istotnym przyjęciu. Byłam mile zaskoczona, że to wiązało się również z jego doświadczeniem i jednocześnie zawodem.
     - Twoje ruchy – podążyłam jego śladem przybierając odpowiednią postawę. – Na planach filmowych miałam wielu partnerów, z których nie każdy miał wcześniej styczność z tańcem. Można wyczuć różnicę w prowadzeniu. Ty robisz to o wiele lepiej i o wiele pewniej – uniosłam wyżej kąciki swoich warg. – Taniec to twoja pasja czy tylko zawód?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Almarien
Admin
avatar

Liczba postów : 122
Join date : 25/01/2017
Age : 27

PisanieTemat: Re: Styczeń, Posiadłość Marou   Czw Wrz 20, 2018 6:57 pm



Uśmiechnąłem się pod nosem słysząc jej odpowiedź, nadal jednak nie patrząc w jej stronę. Przytrzymałem jej dłoń, gdy wykonywała obrót.
- Oba - odparłem, znowu biorąc ją w ramiona. - Najpierw była pasja, potem z pasji zrobił się zawód. Dużo tańczyłem. W zasadzie odkąd pamiętam.
Sunęliśmy po parkiecie w rytm muzyki, dostojnie, ale miękko i z nienaturalną wręcz gracją - dla ludzkiego obserwatora wyglądalibyśmy pewnie teraz jak zjawy, dziwne mary, wspomnienia, jednak pośród wampirów nie wyróżnialiśmy się szczególnie, nawet mimo moich umiejętności.
- Całe moje życie toczy się wokół tańca. Albo raczej toczyło, do niedawna. Odkąd stałem się wampirem musiałem odrobinę przystopować z karierą.
Raz, dwa, trzy, raz, dwa...
- Ale nie, żebym żałował. Mam sporo - zerknąłem na nią - ciekawych wspomnień.
Utwór dobiegł końca, jej suknia zafalowała po raz ostatni. Ukłoniłem się przednią.
- Dziękuję - powiedziałem. - To była czysta przyjemność.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Laurana

avatar

Liczba postów : 84
Join date : 28/01/2017

PisanieTemat: Re: Styczeń, Posiadłość Marou   Pią Wrz 28, 2018 9:37 pm



Czy przeznaczenie można oszukać? Zmienić wedle własnej woli los jaki został wyznaczony w dniu naszych narodzin… A może? A może da się przed nim uciec? Albo ukryć się gdzieś i mieć nadzieję, że wszechświat w końcu zapomni o Twoim istnieniu.
- Nie… To niemożliwe… - powiedziałam na głos stojąc samotnie przed dużym, pozłacanym lustrem wpatrując się we własne odbicie. Otarłam szybko wierzchem dłoni łzy, które pojawiły się w kąciku moich oczu po czym sięgnęłam po leżące na szafce nocnej srebrne kolczyki stanowiące tak naprawdę jedyną materialną pamiątkę jaka została mi po mojej matce. W momencie gdy je założyłam byłam już gotowa… Ale czy na pewno? Czy piękna, idealnie podkreślająca moje kształty długa suknia, zebrane na lewy bok czarne pukle włosów oraz podkreślający spojrzenie ciemny tusz mogły sprawić, że naprawdę byłam gotowa na to co ma wydarzyć się podczas dzisiejszego wieczoru? Nie… Czułam jak z każdą kolejną sekundą spędzoną w tym miejscu spada moja pewność siebie… Jak słabną wszystkie moje postanowienia, a w zamian pojawiają się strach, zwątpienie oraz natarczywe myśli, że swoim postępowaniem sprawiam, iż poświęcenie tak wielu osób by utrzymać moje marne istnienie poszło na marne. Jednocześnie wiedziałam, że nie ma innej drogi… Nie ma innego rozwiązania… Jeżeli nie potrafię zmienić swojego przeznaczenia to przynajmniej umrę w sposób jaki sama wybrałam. Odwróciłam się od zwierciadła, a następnie ruszyłam w kierunku wyjścia z pokoju. Będąc na korytarzu podążyłam w stronę skąd docierały do mnie dźwięki wydawane przez skrzypce i fortepian, subtelna muzyka, która zapewne już wielu porwała do tańca. Mimo szargających mną niepewności przekroczyłam próg sali balowej z wysoko podniesioną głową. Mój wzrok leniwie przesuwał się po twarzach zaproszonych na urodziny osobistościach, aż w końcu dotarł do NIEGO. W tym momencie czas jakby się zatrzymał… Wpatrywałam się wyłącznie w JEGO postać… W sposób w jaki trzymał w objęciach brązowowłosą wampirzycę i z jaką gracją przesuwał się z nią po marmurowym parkiecie w rytm granej przez orkiestrę muzyki. Mój oddech momentalnie przyśpieszył i podobnie było z biciem mojego serca. Z niewiarygodnym  wręcz wysiłkiem zmusiłam się by odwrócić głowę by powstrzymać odruch, w którym to sięgam dłonią do przyczepionego do uda sztyletu i rzucam się na własnego Ojca by go zabić. A raczej zostaję zabita próbując to zrobić…
- Wódkę… W szklance… - – powiedziałam do przechodzącego kelnera, a następnie mój wzrok padł na jedną z uczennic Akademii Crossa. Uśmiechnęłam się krzywo do stojącej nieopodal Nymerii…
- Strasznie się stresuję… Tak naprawdę to dla mnie pierwsza tego rodzaju impreza. Zupełnie nie wiem jak powinnam się zachowywać ale jestem przekonana o tym, że pod barem ukrywają coś co posiada w sobie więcej alkoholu niż ten szampan. Masz ochotę to ze mną spraedzić? – zapytałam siląc się na zabawny ton wypowiedzi.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Almarien
Admin
avatar

Liczba postów : 122
Join date : 25/01/2017
Age : 27

PisanieTemat: Re: Styczeń, Posiadłość Marou   Pią Wrz 28, 2018 10:32 pm



Osamotniona czułam potrzebę towarzystwa, ale w trakcie poszukiwań jakoś straciłam werwę. Nie... nie miałam sił by bawić się w konwenanse, podtrzymywać konwersacje i idiotycznie szczerzyć kły, a świadomość, że właśnie dziś muszę postarać się bardziej niż zwykle nie poprawiała sytuacji. Mentalnie w ogóle byłam w złym miejscu - z jednej strony pragnąc samotności, z drugiej łaknąc kontaktu z kimś... bliskim, zaufanym.
Nieustannie prześladowały mnie też wspomnienia minionych dni - urywki, które jednak nie dawały mi spokoju i napawały nieprzyjemnymi uczuciami. Pióro w mojej dłoni, podpis złożony na dole strony zapisanej ciasnym, drobnym drukiem, potem kolejny i kolejny... zaskoczona, przerażona twarz matki. Puste spojrzenie ojca.
Jedne obrazy sprawiały, że żołądek zaciskał mi się z nerwów. Inne budziły gorący gniew podszyty jednak nutą smutku.
Zamaszysty zawijas przy literze M. Spojrzenie rzucone ukradkiem w stronę stojącej przy oknie postaci.

Pokręciłam głową, odrzucając od siebie to wszystko. Bezwiednie głaszcząc chłodne szkło trzymanego w dłoniach kieliszka rozejrzałam się, ledwie odzyskawszy świadomość tego, gdzie jestem i co się dzieje i dojrzałam Varyę spoglądającą w moją stronę. Dziewczyna uśmiechnęła się do mnie niepewnie, odpowiedziałam zatem tym samym, podchodząc nieco bliżej. Słowa, które padły zamiast powitania uświadomiły mi, że prawdopodobnie nie ja jedna czułam się dzisiaj jakbym szła na ścięcie. Nie byłam tylko pewna, czy dodaje mi to otuchy, czy może jednak jeszcze bardziej dobija. Spojrzałam na rzeczony kieliszek szampana. Nie, żeby mi nie odpowiadał, ale...
Przytknęłam go do ust i przechyliłam mocno, osuszając zupełnie w jednym łyku. Przytaknęłam.
- Jeśli faktycznie coś mają, to nie powiem nie - odparłam, odstawiając puste szkło na pobliską tacę. Potem spojrzałam na Varyę i raz jeszcze się uśmiechnęła. Równie blado, ale trochę bardziej szczerze.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 64
Join date : 27/01/2017

PisanieTemat: Re: Styczeń, Posiadłość Marou   Pon Paź 01, 2018 5:04 pm


     Słuchając Maxa zrobiło mi się go żal. Widać było, że zależało mu na tańcu. Moją uwagę zwróciło określenie, że stał się wampirem. Musiał więc urodzić się człowiekiem, a ludziom ciężko było zapanować nad nowymi umiejętnościami, jeśli ich nie znali. Mogli nieświadomie zapomnieć o nowym ciele i ujawnić się, a ludzie nie tolerowali czegoś, czego nie rozumieli. Dlatego wielu z nas się ukrywało. Uspokoiło mnie, jednak to, że nie wyglądało, jakby bardzo cierpiał z tego powodu. A teraz swoimi ruchami po prostu zniewalał.
     - Dla mnie również, dziękuję – także się ukłoniłam, żałując że taniec dobiegł końca. – Jestem pod wielkim wrażeniem twoich umiejętności. Może chciałbyś mi udzielić kilku lekcji? – zapytałam, ale zanim otrzymałam od niego odpowiedź, poczułam czyjś ciężar na swojej głowie.
     - Czy to jest twój pikachu, Ash? – nie musiałam widzieć, żeby wiedzieć kto się pojawił. Na mojej twarzy pojawił się bardzo szeroki uśmiech.
     - Nie, Lessie… To mój kolega ze szkoły, Max. - odpowiedziałam uradowana.
     - To mogę ja zarzucić na niego swojego pokeballa? – Leslie jako jedyny z nas miał czarne włosy, bo się farbował. Chciał zachować swoje kolory, a blond mu bardzo nie pasował do czarnych ubrań.
     - Nawet się z nami nie przywitałaś, ładnie to tak? – Dixon stanął u mojego boku. Trzeci mężczyzna na pewno również się zbliżał.
     - No nieeee… - wyjęczał Owen, udając rozpacz. – A już myślałem, że dzisiejszego wieczora to ja ci skradnę pierwszy taniec. Mam nadzieję, że chociaż był równie niesamowity, co ten ze mną.
     - Oj Owen, przecież wiesz, że ciebie nikt nie zastąpi – zepchnęłam ręce Lesliego z głowy i odwróciłam się, żeby ich wszystkich uściskać. – Max, poznaj moich braci. To jest Leslie, Dixon, a to Owen – przedstawiając wskazywałam ich kolejno. Każdy z nich był ode mnie wyższy.
     - Starszych braci! – zaakcentował Owen.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Almarien
Admin
avatar

Liczba postów : 122
Join date : 25/01/2017
Age : 27

PisanieTemat: Re: Styczeń, Posiadłość Marou   Pon Paź 01, 2018 8:47 pm



Choć taniec dobiegł końca zdecydowanie nie zamierzałem jeszcze rezygnować z towarzystwa jedynej normalnej osoby, z którą udało mi się tego wieczora pogadać. Szczególnie, że w pobliżu nie było widać nikogo innego, kto mógłby Ashley zastąpić, tudzież powiększyć nasze kółeczko wzajemnej adoracji... Przynajmniej tak mi się wydawało.
Mężczyzn sunących w naszym kierunku zauważyłem wcześniej, niż dziewczyna, a choć nie szli ramię przy ramieniu, to bez wątpienia tworzyli grupę i był oto widać. Podobnie z resztą jak pewien stopień podobieństwa do Ashley, przez co mogłem się domyślić, że są w jakiś sposób spokrewnieni.
Obserwując ich wszystkich z zaciekawieniem, przysłuchiwałem się zdawkowej wymianie uwag.
- Doceniam nawiązania popkulturowe, ale od pokeballa zdecydowanie bardziej wolałbym, żebyś postawił mi drinka - rzuciłem do czarnowłosego tuż po jego pytaniu i uniosłem w półuśmiechu kącik ust, po czym taktownie przeniosłem uwagę na resztę wesołej zgrai.
- Maxwell - przedstawiłem się, każdemu po kolei podając dłoń. Nie omieszkałem oczywiście zlustrować dwóch pozostałych... Owen wydawał się najbardziej... dystyngowany, jeśli można tak powiedzieć, natomiast u Dixona tuż nad kołnierzykiem koszuli dostrzegłem ledwie widoczny, acz barwny fragmencik tatuażu. To obudziło moją ciekawość. Miałem ochotę zobaczyć w całości to arcydzieło i zastanawiałem się, czy reszta rodzeństwa również upodobała sobie taki sposób ozdabiania ciała.
- Starszych braci - mruknąłem, powtarzając słowa Owena. Znów uniosłem kącik ust. - Jeśli to próba zastraszenia, to zapewniam, że możesz spać spokojnie. Jeszcze nie położyłem łap na waszej siostrze. A jeśli nie, to miło poznać.
Kątem oka zerknąłem na Ashley, uśmiechnąłem się nieco szerzej i bardziej zawadiacko, po czym kolejno przeniosłem wzrok na każdego z jej braci.
- To jak się bawicie, panowie?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 64
Join date : 27/01/2017

PisanieTemat: Re: Styczeń, Posiadłość Marou   Pon Paź 01, 2018 9:27 pm


    - Ostatecznie mogę ci postawić jednego… – Leslie uśmiechnął się zaczepnie. – Może powinienem się przenieść do twojej szkoły? – Czarnowłosy spojrzał na mnie, a ja stanowczo pokręciłam głową zapewne trochę rozwalając swoją fryzurę. Kilka kosmyków wypadło mi z upięcia. Nieistotne.
     - Jesteś za stary – powiedziałam pewnie. Wystarczyło, że miałam ich w domu. Specjalnie wyniosłam się tak daleko do szkoły, żeby od nich odpocząć. Czasami można mieć dość swojego rodzeństwa!
     - Ał! – Mężczyzna zgiął się, łapiąc za serce i krzywiąc, jakby go coś mocnego uderzyło w to miejsce. – To zabolało. Nawet własna siostra chce ode mnie uciec. – Dixon w tym czasie podszedł do Maxwella.
     - Powinieneś na niego uważać – kiwnął głową, aby potwierdzić to, co powiedział. – W dzieciństwie co tydzień poznawał miłość swojego życia.
     - A potem wracał ze złamanym sercem, ale zawsze wracał, jak Lessie – dokończyłam za brata.
     - Hej, ja tu próbuję zrobić dobre wrażenie!
     - Jest z nas najszybszy właśnie dlatego, że uganiał się za kochankami – włączył się Owen.
     - I ty też? No wiecie co? Rodzeństwo to jednak przekleństwo!
     -Zaraz… - Owen zmrużył oczy, spoglądając na Maxa. Ja też zwróciłam na niego pytający wzrok. – Jeszcze? Mówisz, że masz zamiar? Chcesz położyć łapy na mojej małej siostrzyczce? – złapał mnie za ramię i przyciągnął do siebie. - Wykluczone!
     - Owen! – odepchnęłam go od siebie. – Wybacz za nich. Są niesubordynowani.
     - Jak się bawimy, pytasz? – Leslie jako pierwszy wyrwał się do odpowiedzi, stawiając nas do pionu. Znaliśmy to spojrzenie i chociaż zazwyczaj ściągało na nas dobrą zabawę, w tej sytuacji nie powinno się pojawić. Tym razem mogło zwiastować problemy, których nie potrzebowaliśmy.
     - Nie! – zaprzeczyliśmy we trójkę. – Nie używaj aury, nie tutaj.
     - Ale…
     - To jest byt ważne przyjęcie, żebyś to robił. Innym razem, Leslie – Owen, jak przystało na tego, który w wielu sytuacjach jako jedyny kierował się zdrowym rozsądkiem, odezwał się stanowczo. Z resztą tego się od niego wymagało jako od najstarszego z rodzeństwa.
     - Leslie, proszę. To urodziny Aarona, a on jest przewodniczącym mojej szkoły. Wolałabym nie zaleźć mu za skórę… - wzdrygnęłam się na samą myśl o kłopotach, które mogłabym mieć.
     - No dobra – czarnowłosy w końcu się uspokoił. – Jest tutaj cholernie nudno, ale pozory trzeba sprawiać – puścił oczko do Maxa. – Ty za to pewnie się dobrze bawisz, co? To wygląda jak twoje klimaty  – zwrócił się do mężczyzny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Styczeń, Posiadłość Marou   

Powrót do góry Go down
 
Styczeń, Posiadłość Marou
Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Posiadłość Trizgane.
» Odnowiona posiadłość
» Posiadłość l'Firenzza
» Posiadłość Vogarra
» Zapomniana posiadłość

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Część główna :: Wątki-
Skocz do: