IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Styczeń, po Sylwestrze

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 8, 9, 10, 11  Next
AutorWiadomość
Laurana

avatar

Liczba postów : 78
Join date : 28/01/2017

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Pią Cze 29, 2018 9:29 pm

Byłem ciekaw jak Eiichi zareaguje na opowiedzianą przeze mnie historię. Zwłaszcza na to co powiedziałem na samym jej końcu… Czy zdawał sobie sprawę jak ciężko było mi się przyznać do tego, że wciąż jestem emocjonalnym wrakiem mimo, iż od śmierci Erin minęło już kilka miesięcy? Szczerze w to wątpię… Zapewne jak większość uczniów akademii sądził, że dawno zamknąłem ten rozdział swojego życia ale prawda była zupełnie inna. Chciałem znaleźć kogoś komu mógłbym powiedzieć o wszystkim co mnie dręczyło od dłuższego czasu zaś z drugiej strony zdawałem sobie sprawę z tego, że ciągłe rozdrapywanie starych blizn w niczym mi nie pomoże. Ile razy żałowałem, że sam nie znalazłem się na miejscu Erin… Że nie mogłem jej towarzyszyć na tych głupich zakupach, bo Sophie zadręczała mnie jakimiś pierdołami odnośnie zapewnienia bezpieczeństwa pozostających na terenie szkoły ludzi… Nie potrafiłem obronić jednej z najważniejszych osób w moim życiu… W sumie… Jakby się nad tym tak zastanowić… W tym momencie spełniałem jedno z ostatnich życzeń jakie miała Erin, a mianowicie niejednokrotnie starała się mnie nakłonić do tego abym przemyślał relacje jaka łączy mnie z Eiichim. Twierdziła, że zamiast ciągle się przekomarzać albo nawzajem sobie dogryzać powinniśmy usiąść i pogadać jak facet z facetem… Jak brat z bratem… Uniosłem głowę i zerknąłem na siedzącego obok bruneta, który w tym momencie patrzył przed siebie. Nie podjął rozpoczętego przeze mnie tematu tylko od razu zaczął opowiadać swoją historię o tym w jaki sposób został zesłany do tego miejsca. To co powiedział sprawiło, że aż się wzdrygnąłem nie mogąc uwierzyć w to co właśnie usłyszałem.
- Co Ci strzeliło do tego durnego łba? Miałeś za mało atrakcji w życiu? – zapytałem nawet nie ukrywając zdziwienia. Co prawda zdawałem sobie sprawę z tego, że nie wysłali go tutaj za kradzież lizaka jakiemuś dzieciakowi ale wyrżnięcie w pień całej wioski to coś co przerosło moje oczekiwania. Opanowałem się jednak słysząc kolejną jego wypowiedź. Widać było, że w pewnym stopniu żałował swojego postępowania i wyniósł z tego jakąś lekcję. W tym momencie poczułem jakieś dziwne ukucie w klatce piersiowej…
- Za coś takiego mogli Cię wyeliminować nawet bez przeprowadzenia procesu… Wiesz o tym? Ojciec i dyrektor Cross musieli się nieźle nagimnastykować aby skończyło się tylko na tym, że umieszczono Cię tutaj. I patrząc na to co odjebałeś raczej bym się nie spodziewał tego, że wkrótce Cię wypuszczą. – stwierdziłem niejako niwecząc jego nadzieję na krótką odsiadkę. W międzyczasie brunet wstał z łóżka i podszedł do szafy aby wyciągnąć z jej wnętrza koszulkę i się przebrać. Jednocześnie powrócił temat naszej młodszej siostry.
- Ja wiem, że jest NIEMALŻE dorosła ale ma wręcz niebywały talent do pakowania się w kłopoty. Ani ja, ani tym bardziej Ty nie jesteśmy w stanie uchronić jej przed popełnianiem błędów… I nawet pozwoliłbym jej na to gdyby nie… - spojrzałem w bok i zagryzłem wargę.
- Kiedy odejdę po prostu pilnuj by nie zbliżała się do braci Marou… A przede wszystkim do młodszego z nich… To w zupełności wystarczy… Potraktuj to jako odkupienie win… Cokolwiek… - wstałem z miejsca gdy stwierdził, że powinniśmy się zbierać jednak ja nie miałem zamiaru wracać do salonu.
- Nie jestem w nastroju na kontynuowanie imprezy więc wolę pójść do swojego pokoju… Przygotuję się do drogi, spakuję najpotrzebniejsze rzeczy i prześpię kilka godzin… Tobie radzę to samo… - powiedziałem wyciągając rękę w jego kierunku.
- Cieszy mnie to, że chociaż raz zdobyliśmy się na szczerą rozmowę… - stwierdziłem z nieudawanym uśmiechem na twarzy, a w chwili gdy nasze dłonie spotkały się w powietrzu zdarzyło się coś niespodziewanego. Otaczające nas powietrze zawibrowało, a chwilę potem pojawiła się mgła otaczająca nasze ciała… Czarna po stronie Eiichiego… Biała po mojej… Mieszały się ze sobą tworząc szarą smugę pomiędzy nami…Zerwałem to połączenie odsuwając się krok w tył od mojego starszego brata…
- Co to kurwa było? – spytałem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Almarien
Admin
avatar

Liczba postów : 104
Join date : 25/01/2017
Age : 27

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Pią Cze 29, 2018 10:44 pm



Zaśmiałam się, nerwowo i ze sporą dawką zniesmaczenia, słysząc o co pyta Kyoki, ale kompletnie nie wiedziałam od czego zacząć i jak jej wyjaśnić moją niechęć do różowego akcesorium. Niemniej jednak chciałam spróbować i zastanawiałam się w jakie słowa ubrać tamtą poniżającą sytuację, ale nim zdołałam wydobyć z siebie głos ona zadała kolejne pytania. Pytania, których inwazyjność nie do końca mi odpowiadała i nagle zdałam sobie sprawę, że przecież w cale nie muszę jej tego tłumaczyć. Nie muszę jej tłumaczyć absolutnie niczego.
Co ta akademia ze mną najlepszego zrobiła?!
- To chyba nie twój interes - powiedziałam cicho, lekko mrużąc oczy i wpatrując się w nią intensywnie. Owszem, była miła i aż do tej pory w zasadzie zachowywała się nienagannie. Uśpiła moją czujność. Ona i to przeklęte miejsce... Jeszcze niedawno zbeształabym ją za równie impertynenckie zachowanie. Po prawdzie nawet teraz miałam na to ochotę, ale jej przeprosiny nieco mnie udobruchały.
- Masz rację. To było z twojej strony wybitnie nietaktowne, Kyoki - odparłam, patrząc z góry jak kaja się przede mną... i skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie czułam w tej chwili ani odrobiny satysfakcji z tytułu bycia górą, tym hołubionym czystokrwistym, ale uczucie to mieszało się z chęcią odpuszczenia. Po trochu dla tego, że zwyczajnie była sympatyczna, a po trochu, by mieć to już za sobą i nigdy do tego nie wracać.
Kłopot w tym, że TO najwyraźniej bardzo chciało wracać do mnie. Widząc, jak wilk aportuje wibrator, ukryłam twarz w dłoniach i jęknęłam głośno.
- Nie wierzę. Po prostu nie wierzę... - mruknęłam i obdarzyłam "zabawkę" zbolałym spojrzeniem, rozważając sugestię nowej uczennicy.
- Chyba masz rację. Wyrzucenie go byle gdzie zdecydowanie nie przyniosło oczekiwanego rezultatu. Kiedy trafi do kosza przynajmniej będę miała pewność, że już go więcej nie zobaczę. Z resztą... chyba i tak przyjemniej będzie nam w środku.
Zaczynał padać śnieg.
Otuliłam się płaszczem nieco mocniej. Zimno mi nie doskwierało, ale zupełnie straciłam ochotę na spacer.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Laurana

avatar

Liczba postów : 78
Join date : 28/01/2017

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Sob Cze 30, 2018 8:27 pm


- Będzie dobrze… Załatwię to. - zapewniłam po raz kolejny Lilith, która znajdowała się tuż obok mnie na siedzeniu pasażera oraz siedzącą z tyłu Ashley. Wzięłam głęboki oddech po czym z zaciśniętym gardłem obserwowałam zbliżającego się w naszym kierunku policjanta… Sprawdziłam we wstecznym lusterku czy błyszczyk, którym przed sekundą pokryłam swoje usta wciąż idealnie leży na moich wargach, złożyłam jedno pasemko włosów za ucho po czym grzecznie położyłam dłonie na kierownicy czekając na dalszy rozwój sytuacji. Mężczyzna w mundurze zatrzymał się obok mojego nowiutkiego, białego BMW, które dostałam od rodziców na dziewiętnaste urodziny, a następnie zastukał w szybę sugerując tym samym, że powinnam ją opuścić.
- Dzień dobry. – przywitałam się.
- Dzień dobry… Starszy aspirant Matt Parker. Proszę wyłączyć silnik oraz podać mi prawo jazdy i dowód rejestracyjny.. – powiedział jednocześnie wyciągając rękę po dokumenty.
- Aah… Tak… Hmm… Gdzie ja to włożyłam? Chyba wiem… - odpięłam pas bezpieczeństwa po czym obróciłam w stronę Ashley by sięgnąć leżącą na tylnym siedzeniu torebkę. – To może chwilę potrwać. Wie Pan jak to jest… W damskiej torebce jest wszystko oprócz porządku… - zaśmiałam się nerwowo ale przestałam natychmiast widząc jego karcące spojrzenie. – Przepraszam… Właśnie wracamy z przerwy świątecznej do szkoły i w sumie powinniśmy już wczoraj zameldować się w akademiku ale po drodze zatrzymaliśmy się w jeszcze jednym miejscu gdzie okazało się, że moja przyjaciółka i brat zorganizowali dla mnie urodzinową imprezę niespodziankę… Da Pan wiarę? W ogóle się tego nie spodziewałam. I jeszcze spotkaliśmy tam starą znajomą, która stwierdziła, że wraca z nami do szkoły. O mam… Proszę bardzo… A i czy może Pan mi powiedzieć co jest przyczyną tego zatrzymania? – zapytałam na koniec lecz policjant rzucił mi tylko jakieś dziwne spojrzenie.
- Jechała Pani po niewłaściwej stronie drogi…
- Niemożliwe Panie Władzo… - powiedziałam teatralnie kładąc dłoń na swojej piersi. – [/i]Na kursie mówiono, żeby zawsze trzymać się prawej strony… Chociaż z drugiej strony było to szkolenie przyśpieszone i może coś źle zrozumiałam. -[/i]
- Problem w tym, że w Japonii obowiązuje ruch LEWOSTRONNY, co oznacza że ma pani obowiązek jazdy po LEWEJ stronie jezdni !!!
- Skąd niby miałam to wiedzieć? Myślałam że Ci wszyscy ludzie jadący z naprzeciwka mrugający światłami i używający klaksonu po prostu się ze mną witają. Do reszty znaków się stosowałam jak napisano w podręczniku. – żarliwie zapewniłam mężczyznę.
- Przejechała Pani znak „STOP” bez zatrzymania –
- Naprawdę? – szczerze się zdziwiłam. – Oh, to musiało być wtedy gdy dostałam sms’a od mojej agentki. Musiałam odebrać… Sprawy zawodowe. – Nie zważając na moje tłumaczenie mundurowy kontynuował wyliczanie moich wykroczeń.
- Na tym terenie jest również ograniczenie prędkości do 60 km/h, a według naszego prędkościomierza jechała pani ponad 100. –
- Ooh, wie Pan panie Władzo… Obcas mi się zablokował między pedałem gazu, a wycieraczką. Może faktycznie za mocno go nacisnęłam ale próbowałam się wyswobodzić. Chyba Pan to rozumie? – zapytałam lecz jego mina świadczyła o tym, że raczej nie rozumie.
- Proszę chwilę zaczekać. – powiedział po czym wraz z dokumentami wrócił do swojego służbowego auta gdzie podał papiery swojemu partnerowi. Wymienili szeptem kilka słów co chwilę patrząc w naszym kierunku.
- Powiedziałam coś nie tak? – zadałam pytanie patrząc wpierw na Lilith, a potem odwróciłam głowę do tyłu by spojrzeć na Ashley, która wciąż w szampańskim nastroju trzymała w ręce do połowy opróżnioną butelkę z winem. Po jej twarzy widać było, że z trudem powstrzymywała śmiech. Po kilku minutach aspirant Parker wrócił w towarzystwie swojego partnera. Drugi policjant wyglądał na znacznie młodszego. Miał ciemnoniebieskie oczy i kilkudniowy zarost na twarzy co tylko dodawało mu uroku.
- To jest posterunkowy Brian Booth. Wygląda na to, że to Pani pierwsze wykroczenie gdyż nie figuruje Pani w naszej bazie. Poproszę teraz Panią by wysiadła z samochodu. Chcemy sprawdzić czy spożywała Pani alkohol. Na początku proszę przejść się wzdłuż tej żółtej linii. – powiedział starszy z policjantów otwierając drzwi mojego auta, a w międzyczasie młodszy mężczyzna rozłożył na asfalcie kawałek żółtej taśmy. Westchnęłam ciężko po czym opuściłam pojazd i stanęłam na końcu liny. Uśmiechnęłam się delikatnie ciesząc się w duchu że zdecydowałam się dzisiaj na zabudowane szpilki. Nawet dla wampira chodzenie w odkrytych butach po śniegu nie było przyjemnym doświadczeniem chociaż nie odczuwaliśmy zimna w ten sam sposób co ludzie.
- Takiego wybiegu jeszcze nie miałam. – powiedziałam wesołym tonem po czym zaczęłam iść wzdłuż linii z wysoko podniesioną głową patrząc przed siebie. Na końcu zatrzymałam się, spojrzałam na młodego posterunkowego i kokieteryjnie puściłam do niego oczko. Stanęłam przed dwoma mężczyznami w krótkiej, czarnej sukience czekając na dalsze instrukcje lecz oni przez dłuższą chwilę tylko wpatrywali się we mnie w milczeniu.
- Mój boże… - szepnął młodszy z nich po czym szybko odwrócił wzrok próbując ukryć zaczerwienione policzki.
- Jest bardzo zimno Panno Senri nie chce Pani czegoś na siebie założyć? – zapytał starszy aspirant Parker odzyskując głos. Na początku w ogóle nie zorientowałam się o co im chodzi. Dopiero po sekundzie dotarło do mnie, że dla zwykłego człowieka mój ubiór był zbyt lekki jak na panujące na zewnątrz warunki.
- Tak… Jeżeli Panowie pozwolą. – Podeszłam do bagażnika i wyciągnęłam z niego różowy płaszczyk, który szybko na siebie narzuciłam. W międzyczasie z samochodu wyszła Ashley, specjalnie przedłużając każdy ruch, aby zwrócić na siebie uwagę.
- Muszą Panowie spróbować wybaczyć mojej przyjaciółce – zaczęła spokojnie, stając obok mnie i ściągając z głowy kapelusz kowbojski, żeby odgarnąć włosy lekko do tyłu. Jasnowłosa uśmiechnęła się do nich promiennie. – Dopiero co dostała samochód, a wiedzą Panowie jak to działa. Jak się ma nowe cacko to jest się tak podekscytowanym, że zapomina się o zasadach. Mam tak za każdym razem, kiedy dostaję nową rolę w filmie. Ostatnio się tak czułam czytając scenariusz do Zorro, wiedzą panowie, ten z Leo Utsukushi. Na pewno panowie kojarzą kochankę bohatera. Nieskromnie przyznam, że jestem dumna z tej roli. Zwłaszcza scen po ciemku – mrugnęła do nich. – O rany, jestem niekulturalna, nie przedstawiłam się! Bardzo panów za to przepraszam. Nazywam się Ashley Hord, miło mi poznać. – wyciągnęła rękę w ich stronę, unosząc kąciki pomalowanych na czerwono ust.
- Ależ… Panno Hord… - powiedział starszy aspirant Parker zbliżając się do Ash, ujmując jej dłoń i całując wierzch. – To dla mnie niespotykany zaszczyt… Znaczy… Oczywiście osoba tak znana jak Pani nawet nie musi się przedstawiać. Obejrzałem każdy film z Pani udziałem. Niektóre nawet kilka razy. Moje córeczki mi nie uwierzą. Pani zdjęcia pokrywają praktycznie każdy centymetr ich pokoju. Tego Leo oczywiście również…
- Czy mógłby pan proszę pokazać jak mocno przekroczyła prędkość? – zapytała Ashley nie zmieniając wyrazu twarzy. – Na pewno tak mocno przykładający się do pracy mężczyźni mają dowody, świadczące o złamaniu prawa, mam rację? – wciąż się uśmiechała.
- Wszystko jest nagrane na policyjnej kamerze, która znajduje się w naszym radiowozie. Po powrocie na komendę spiszemy protokół do którego osoby zainteresowane będą miały wgląd. Prawo zostało stworzone po to by go przestrzegać. Za ilość wykroczeń jakich dopuściła się panna Senri mógłbym w trybie natychmiastowym odebrać jej prawo jazdy… lecz coś w jego głosie zwróciło moją uwagę. Podobnie jak spojrzenia, które rzucał co chwilę w kierunku mojej przyjaciółki.
-Nie powinienem… Naprawdę… Nie mogę przymykać oka na tak rażące pogwałcenie przepisów drogowych. –
- Oh, tak, tak… - Ashley niepewnie się cofnęła, a po jej policzku zaczęły spływać łzy. – Ma pan rację… - jasnowłosa zaciągnęła rękaw swetra tak, że ramię odsłoniła jeszcze bardziej i zaczęła przecierać nim oczy. – To nie jest usprawiedliwienie… Ja… - Z drugim rękawem zrobiła dokładnie tak samo. – Przepraszam… Ja… nie lubię wpadać w kłopoty… znaczy, wtedy mam… Przepraszam, muszę iść się us… - odwróciła się i szybko ruszyła w stronę auta, ale po drodze się potknęła i wywróciła. Niemal natychmiast znalazłam się tuż obok mojej koleżanki.
- Ash nic Ci nie jest? – zapytałam z troską w głosie lecz nie minęła sekunda jak zostałam gwałtownie odsunięta na bok przez starszego aspiranta Parkera. Ash podniosła się powoli podpierając o policyjny radiowóz. W jej oczach dostrzegłam charakterystyczny błysk, który oznaczać mógł tylko jedno. Uśmiechnęłam się szeroko do przyjaciółki wiedząc, że właśnie za pomocą swojej mocy usunęła obciążające mnie nagranie.
- Czy wszystko w porządku? Panno Hord? Wzywać ambulans, a może od razu przewieść Panią radiowozem do szpitala? – zapytał z wyraźną troską
- Tak, tak... To nic takiego... – blondynka szybko się podniosła z ulicy. – Taki wstyd... Wywrócić się na oczach przystojnego policjanta... znaczy... - odchrząknęła, spoglądając na młodszego z policjantów i błyskawicznie odwracając wzrok. Kiedy ponownie na nich spojrzała ścierała ostatnie krople łez. – To co mamy teraz zrobić? - spytała spuszczając głowę skruszona.
- Parker… Może poprzestaniemy na pouczeniu… W sumie nic takiego się nie stało. Poza tym to  pierwsze wykroczenie panny Senri… - zaczął posterunkowy – Ich szkoła jest tuż za rogiem więc raczej więcej incydentów nie będzie. – w tym momencie do rozmowy postanowiła wtrącić się Lilith, która do tej pory czekała w samochodzie.
- Czy zmiana kierowcy rozwiąże sprawę? – zapytała czarnowłosa stając tuż obok mnie. – W ten sposób Panowie mogą być pewni, że żaden z przepisów drogowych nie zostanie już złamany. stwierdziła z subtelnym uśmiechem na twarzy.
- Przyznam, że jest to jakieś rozwiązanie… - zaczął mówić niepewnym tonem starszy z policjantów.
- Bardzo Pana prosimy… Obiecuję, że wezmę kilka dodatkowych lekcji aby się jeszcze podszkolić. – gorliwie zapewniłam mężczyznę. W tym momencie odezwała się krótkofalówka przyczepiona do paska aspiranta. Mężczyzna przyłożył urządzenie do ucha po czym przekazał koledze informację o napadzie na sklep monopolowy do którego muszą zaraz pojechać. Aspirant Parker jeszcze kilka sekund myślał intensywnie nad tym co w takiej sytuacji powinien zrobić po czym podał Lilith zabrany wcześniej dowód oraz moje prawo jazdy, a następnie zwrócił się do mnie.
- Niech Pani da koleżance kluczyki od auta. Tym razem skończy się na mandacie ale następnym razem nie będzie taryfy ulgowej. Brian wypisz i wręcz Pani kwitek ja zaczekam w samochodzie. Dobranoc Paniom. – powiedział poważnym tonem ruszając w stronę radiowozu.
- Dziękuję…. Bardzo Panu dziękuję. Do widzenia !! – krzyknęłam za oddalającym się mężczyzną. Minutę później podszedł do mnie drugi mundurowy wręczając mi mandat po czym pochylił się lekko.
- Na odwrocie jest numer mojej prywatnej komórki… Przekaż proszę swojej jasnowłosej koleżance, że chętnie bliżej bym ją poznał. – powiedział uśmiechając się lekko na co odpowiedziałam tym samym.
- Przekażę… - mruknęłam machając papierkiem w powietrzu, a następnie udałam się wraz z dziewczętami do auta. Usiadałam na miejscu pasażera i zatrzasnęłam drzwi po czym ruszyłyśmy w dalszą drogę. Po około 15 minutach byłyśmy na miejscu. Pożegnałam się z koleżankami, zabrałam z bagażnika swoją walizkę po czym ruszyłam w kierunku swojej sypialni w międzyczasie postanowiłam również wysłać sms'a do Eiichiego o treści: " Jest coś o czym chciałabym Ci powiedzieć... Jak chcesz tego wysłuchać przyjdź proszę do mojego pokoju. Nina"

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Momoko
Admin
avatar

Liczba postów : 47
Join date : 28/01/2017

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Nie Lip 01, 2018 10:18 pm


         Shane nadal obstawiał przy swoim, podkreślając, że Aya KONIECZNIE potrzebuje kogoś, kto zadbałby o jej bezpieczeństwo. Nie bracie, wcale nie prosisz o to kogoś totalnie nieodpowiedzialnego, a gdzież by. W dodatku szczególnie zaznaczył tutaj Marou, którzy w istocie byli tutaj prawdziwym problemem. Nikt co prawda nie wiedział co kombinowali, ale ze zdawkowych odpowiedzi Aarona i umiejętności łączenia faktów szło się domyślić, że coś tu wyraźnie nie gra. Tylko po chuj Aya się koło nich kręciła?
         — To co, mam jej założyć obrożę i podpiąć smycz? — uniosłem jedną brew, prychając głośno — Nie żartuj. Ale… jeżeli tak bardzo Ci zależy to zawsze mogę szepnąć słówko, że jej nadopiekuńczy braciszek zabrania jej się zadawać ze złymi Marou, nie ma sprawy. — dodałem, wzruszając ramionami.
Kiedy blondyn powstał z posłania oznajmił, że nie zamierza powracać do salonu, na co skrzywiłem się lekko.
         — No weź, zaczęło się rozkręcać, a Ty bierzesz nogi za pas? Jutro będziesz sobie pluć w brodę, a ja wtedy powiem „a nie mówiłem?”. — prawda była taka, że nie chciałem być jednym jedynym chamsko korzystającym z nadarzającej się okazji… nie to, żebym nie lubił podziwiać takich akcji solo, ale było widać, że większość dziewczyn w salonie nie była zbytnio zadowolona naszym wtargnięciem… gdybym przyprowadził ze sobą Shane’a nie czułbym się jak samotny intruz, plus mógłbym powiedzieć, że to on chciał, żebyśmy znów tu przyszli, a na jego zaprzeczenia też by się coś poradziło. Nie z takich sytuacji wychodziłem obronną ręką, hehe. Po chwili jednak westchnąłem, masując zdrową ręką kark.
         — A zresztą… — tak na dobrą sprawę miał rację, jutro czeka nas konkretna wyprawa, do samego siedliska tych starych, zarozumiałych, wszechwiedzących pryków i przydałoby się chociaż porządnie wyspać. Kto wie, czego będą od nas chcieć.
         Na słowa o „szczerej rozmowie” prychnąłem cicho, jednakże na moją twarz niemal mimowolnie wypłynęło coś, co śmiało można by nazwać uśmiechem.
         — Pff, zaraz będę musiał rzucić czymś chamskim jak nie przestaniesz z tą słodyczą. — rzuciłem z przekąsem, napotykając w powietrzu jego dłoń. I wtedy stało się coś całkowicie porąbanego. Naraz mnie i Shane’a zaczęła otaczać dziwna mgła, różniąca się odcieniem i mieszająca ze sobą w miejscu połączenia naszych dłoni. Odskoczyłem w tym samym momencie co blondyn, patrząc się na własną dłoń jak na coś, co nie należy do mnie. Wpatrywałem się intensywnie na jej wierzch i grzbiet, palce i ich końcówki, jakbym widział je po raz pierwszy, zastanawiając się, co to mogło, do cholery być. Spojrzałem na Shane’a, który wydawał się być równie zdezorientowany… a więc to nie była jego sprawka, chociaż kto go tam wie.
         — Czekaj, może… — zacząłem zastanawiać się na głos, stawiając kroki naprzód, aby na powrót stanąć tuż przed Shane’em. Jedną ręką złapałem jego własną w przegubie i znów przytknąłem do niej swoją. I jeszcze raz, i jeszcze… aż do chwili w której zrozumiałem, że to nic nie da, a to co robię musi wyglądać co najmniej dziwnie. Odchrząknąłem głośno, odsuwając się nieznacznie. — Nieważne. Liczyłem na to, że… no wiesz. — tutaj odchrząknąłem ponownie — Tak czy owak jeżeli rzuciłeś na mnie jakąś klątwę to wiedz, że będę ścigać Twoją podłą dupę na koniec świata, choćby miała to być ostatnia rzecz jaką zrobię przed śmiercią. — zagroziłem, tak w razie czego. Nie miałem pojęcia co to mogło być, a najwidoczniej „to coś” nie było skłonne objawić się ponownie.
         Telefon w mojej kieszeni zawibrował, a ja, żeby jakkolwiek uwolnić swoje myśli od tego dziwnego wydarzenia i upewnić się, że dalej mam kontakt z rzeczywistością, czym prędzej po niego sięgnąłem. Odblokowawszy ekran moim oczom ukazała się krótka wiadomość od… Niny? Westchnąłem przeciągle, wolną dłonią przejeżdżając po twarzy.
         — Odpoczynek i ja to dzisiaj dwie równoległe. — sarknąłem, podchodząc do szafki i wyjmując z niej niewielkie zawiniątko, które wcisnąłem szybko do tylnej kieszeni. — Muszę iść, nie zgub się przy wychodzeniu. I nie czaruj… jutro spróbujemy się dowiedzieć co to było. Może te stare pierdziele będą coś wiedzieć. — rzuciłem na odchodne, przenosząc się na korytarz. Wystarczyło parę dłuższych kroków, aby znaleźć się tuż przed właściwymi drzwiami, ale zamiast wejść, zastygłem w bezruchu, patrząc się w drewno, jakbym obawiał się zmierzyć z tym, co się za nim kryło. I chyba było w tym trochę prawdy… może nawet więcej niż trochę. Wsparłem czoło o odrzwia, wypuszczając spomiędzy ust mimowolnie wstrzymywane powietrze. Z jednej strony chciałem już to mieć za sobą, ale z drugiej chyba kompletnie nie byłem gotowy, żeby to zrobić. Zresztą… na pewne rzeczy chyba nigdy nie będę przygotowany, nawet jeżeli będzie mi się wydawało inaczej. Z tą myślą zapukałem do drzwi.
         Odczekałem chwilę, chcąc dać szatynce moment na przygotowanie, a następnie przekroczyłem próg jej pokoju, pociągając jednocześnie drzwi tak, aby się się za mną zamknęły. Wtedy dopiero podniosłem wzrok i… ku mojemu zdziwieniu ujrzałem pusty pokój. Hm, najwyraźniej musiała gdzieś wyjść… jej walizka stała tuż obok łóżka, więc z całą pewnością niedawno tu była. Zastanawiałem się tylko czy wyjść i przyjść kiedy indziej czy tutaj na nią zaczekać… podrapałem się po głowie, decydując się jednak na przyjście w innym terminie, ale nim zdążyłem zrobić krok w tył, usłyszałem dźwięk odkręcanego kranu i lejącej się wody. Zmarszczyłem brwi, przechodząc wzdłuż pokoju i zatrzymując się tuż przed drzwiami łazienki, z której dochodził hałas. Z racji tego, że drzwi były lekko odchylone mimowolnie zajrzałem do środka, zauważając krzątającą się przy wannie dziewczynę, jednakże wciąż w ubraniu. O ile tak można było nazwać tą skąpą kieckę, do złudzenia przypominającą nocną, damską bieliznę.
         — Ciekawą porę sobie wybrałaś na tego smsa. — przerwałem wreszcie ciszę, jednocześnie lekko odsuwając się od drzwi, żeby nie zauważyła mnie gapiącego się na nią przez tą szparę… stary, co Ty robisz? — Mam rozumieć, że ta kąpiel to dla dwojga? — zażartowałem, chyba po to, aby jakoś rozluźnić atmosferę, chociaż dobrze wiedziałem, że to nie czas na tego typu zagrywki. Westchnąłem lekko, wkładając ręce do kieszeni. — Słuchaj, jeśli jesteś zajęta to przyjdę po prostu kiedy indziej, nie ma parcia. — odezwałem się, powoli wycofując w stronę drzwi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
altivia

avatar

Liczba postów : 54
Join date : 07/03/2017
Skąd : Z lasu

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Pią Lip 06, 2018 4:03 pm



    Trzasnęłam drzwiami pokoju tak mocno, że czarny sierściuch zerwał się z jasnej pościeli, wydając z siebie dźwięk niezadowolenia. Oparłam się o ścianę, nie bardzo wiedząc, gdzie skupić swój wzrok. Cholera jasna, pocałował mnie drań! Jak ja go nienawidzę...
  - Manipulant pieprzony- mruknęłam pod nosem, ściągając brudną, śmierdzącą i lepiącą się bluzkę, by rzucić ją na Marvola, który nie kłopotał się, by uciec przed lecącym pociskiem. Próbowałam się skupić na jednej, najważniejszej teraz rzeczy, której potrzebowałam po całej nocy. Przy wbiegu do swojego pokoju nie spotkałam nikogo i właściwie dopiero teraz się zorientowałam jak wielkie to było dla mnie szczęście. Zrzuciłam z siebie pozostałe części ubrania, wrzucając je do kosza na pranie, wyciągnęłam czysty, gruby ręcznik i poczłapałam do łazienki. A potem pogrążyłam się w zadumie, przypominając sobie każdą chwilę dzisiejszego treningu i niekomfortowego spotkania z Aleciem, przekonując samą siebie do pewnych prawd i działań, będące dla mnie koniecznością…


  - Marvolo, idź na spacer, zapoluj na coś Ty grubasie- zaproponowałam, siadając koło niego, by pogłaskać jego bujną sierść, która zawsze w zimę przybierała na objętości.
  - Odkąd Cię wszyscy karmią, nie przynosisz mi prezentów… - poskarżyłam się , lecz kot nie zmienił swego położenia nawet o milimetr, zaczął jednak mruczeć, sugerując mi bym nie przestawała pieszczot… No tak… Ale nie ma tak dobrze. Wstałam, podchodząc do swojej szafy. Długo się nie zastanawiając, wyciągnęłam  czarne jeansy, beżowy sweter oraz wyszukałam jakieś skarpetki w kawałki pizzy, dopiero teraz czując jak bardzo mój organizm domaga się syntetyku. I może odrobiny czekolady… Chciałam szybko się ubrać i znaleźć się w kuchni. Co ciekawe, za bycia człowiekiem, marzyło się o mocy teleportacji, a po zamianie, która pozwalała nam się poruszać z wampirzą prędkością… Cóż… Nic się nie zmieniło, nadal czasem chciałam sobie tylko pstryknąć palcem. Czy to już level „ponad lenistwa”?

    Wyszłam z pokoju jeszcze z mokrymi włosami i skierowałam się na sam dół. Naszykowałam sobie dwie dawki czerwonego płynu w wysokiej szklance, wygrzebałam z szuflady trochę mlecznej czekolady i usiadłam na parapecie...
- Cześć Julie... Ładnie pachnie- przywitałam się z rudowłosą, posyłając jej życzliwy uśmiech. Była dziewczyną, która jako jedna z niewielu pamiętała przygody z początku naszej cudownej Akademii... Pierwszego roku... Przynajmniej dla nas. Niekiedy miałam ochotę się cofnąć o dwa, trzy lata wcześniej.
Przymknęłam oczy, biorąc w płuca głęboki oddech.


*who opens a dialogue with me?*


Ostatnio zmieniony przez altivia dnia Sro Lip 11, 2018 8:43 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Laurana

avatar

Liczba postów : 78
Join date : 28/01/2017

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Nie Lip 08, 2018 8:34 pm



Wszelki gwar i hałas nie miały dla mnie większego znaczenia… Wyciszyłam mniej znaczące dźwięki, które otaczały moje ciało skupiając się wyłącznie na jego głosie. Szukałam go… Pożądałam tego szorstkiego i władczego tonu jakim uraczył mnie w czasie naszego pierwszego spotkania. Tylko to w tym momencie było dla mnie ważne. Tylko to miało jakieś znaczenie… Jeżeli Aaron nie zorientowałby się, iż szklanka z czystą wódką była prezentem ode mnie prawdopodobnie całkowicie bym się wycofała… Poniechałabym wszelkich działań lub poszukała wśród tańczącego tłumu, kogoś kto mógłby go zastąpić… Lecz to nie nastąpiło. Nie musiałam długo czekać na reakcję ze strony mężczyzny. Nie zdołały omamić go kłamstwa jakie usłyszał od serwującej drinka kelnerki i znalazł najkrótszą z możliwych do wyboru dróg by znaleźć się tuż przy moim boku. Dosłownie… Odwróciłam głowę akurat w momencie gdy mężczyzna z pełną gracją przekroczył barierkę i zeskoczył z pierwszego piętra na parkiet pojawiając się pomiędzy zdezorientowanymi ludźmi. Moje otworzyły się szeroko, a usta rozchyliły się lekko prezentując zdumienie. Cała sala zamarła na kilka sekund… Muzyka przestała płynąć z głośników jakby DJ zapomniał za co dostaje pieniądze, a powietrze przecięły kobiece krzyki. Aaron nie przejmując się powstałym wokół jego osoby zamieszaniem podniósł się z ugiętych kolan, a następnie pewnym siebie krokiem ruszył w moim kierunku. W tym momencie zmusiłam się by odwrócić wzrok i ponownie spojrzeć na poruszającego się za ladą barmana. Moja dłoń odrobine mocniej zacisnęła się na pustej już szklance. Czułam pod palcami kropelki wilgoci znajdujące się na naczyniu.
- Jeszcze raz to samo… - powiedziałam do obsługującego bar mężczyzny i wtedy też pojawił się Aaron. Postawił obok mojej ręki szklankę wypełnioną lodem, a kilka sekund później ciemnowłosy sprawił, iż ciało stałe znów przemieniło się w ciecz. Nieznacznie zmrużyłam oczy obserwując to zjawisko po czym uśmiechnęłam się lekko wracając pamięcią do dość odległych wspomnień. Ciekawa byłam czy szatyn zdawał sobie sprawę z tego w jakiej temperaturze zamarza wódka. Ja wiedziałam… W głębi syberyjskiej tajgi gdzie spędziłam większość swojego życia mrozy sięgające minus 30 stopni Celsjusza powtarzały się co rok i zawsze były przyczyną powszechnej depresji wśród rodowitych Rosjan. Wtedy też usłyszałam jego słowa. Wypowiedziane zmysłowym szeptem tuż przy moim uchu. Jego oddech muskał skórę na mojej szyi… Czułam zapach jego perfum… Bliskość jego ciała… Żar pomiędzy moimi udami… Upajałam się tą chwilą celowo przedłużając moment, w którym to odwróciłam głowę by spojrzeć na mężczyznę. Ubrany był teraz w czarną koszulę oraz ciemnogranatowe jeansy. Jego brązowe tęczówki lśniły czerwienią, a kilka rozpiętych guzików sprawiało, że miałam w tej chwili całkiem przyjemny widok na umięśnioną klatkę piersiową wampira. Już na pierwszy rzut oka widać było, iż jest pod wpływem jakiegoś specyfiku i wątpiłam aby był to tylko i wyłącznie alkohol… Narkotyki? Coś mocniejszego? Nie miałam pojęcia i wiedza ta nie miała dla mnie jakiegoś większego znaczenia. Zgarnęłam z baru szklankę z wódką, wypiłam zawartość duszkiem po czym zeszłam z hokera zbliżając się do czystokrwistego.
- Tak.. - powiedziałam kładąc delikatnie prawą dłoń w okolicy jego biodra. Przejechałam palcami po skórzanym pasku, a następnie nieznacznie uniosłam głowę by spojrzeć Aaronowi prosto w oczy. Uśmiechnęłam się lekko.  – A teraz… - mruknęłam robiąc kilka kroków do tyłu w kierunku parkietu, na którym bawili się ludzie do piosenki Mistah Mez - Put It On Me. Wyciągnęłam swoją dłoń w stronę mężczyzny.– Zaproszę Pana do tańca.. – dodałam po chwili ani na sekundę nie spuszczając wzroku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
altivia

avatar

Liczba postów : 54
Join date : 07/03/2017
Skąd : Z lasu

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Sro Lip 11, 2018 9:14 pm

K e i r a       P e n t a g r a m


    Towarzystwo szybko się rozpyliło, przez co miałam wrażenie, iż miałam do tej pory do czynienia jedynie ze sztucznym tłumem... Bliźniaki skierowały się w jedną stronę, nagle przypominając sobie o czymś ważnym, a zapominając o półnagich niewiastach w salonie... To kolejna cecha łącząca ich z dziećmi... Szybka dekoncentracja i przykucie swojej uwagi na całkowicie inną rzecz niż do tej pory. Nie aby przeszkadzało mi ich odejście z salonu.
    Krótko po tym, Varya wstała, przywdziała porozrzucaną odzież i po podzieleniu się z nami jedną z najbardziej banalnych wymówek, również opuściła pomieszczenie, prosząc ówcześnie, by karty zostały odłożone na miejsce... A przecież to ona zaoferowała z wyraźną ekscytacją i wyzwaniem w głosie o tutejszej hazardowej rozgrywce. Czy była jedną z tych, której tak humor przechodził po wproszeniu się nieproszonych gości? Szczególnie, że nie graliśmy w jakiejś prywatnej sferze.
Roxanne również nie była zainteresowana grą, bądź wpadł jej lepszy pomysł na spędzenie czasu dzisiejszej nocy... Popatrzyłam w jej oczy, którymi musiała zaczarować niejedno istnienie. Jej oferta była dla mnie jednoznaczna, lecz czy ona rzeczywiście była gotowa na to, bym do niej przyszła? Zbyt pewne siebie i błyszczące osoby karmiły we mnie najgorszą stronę i kusiły, by ta się ujawniła...
- Zapamętam, Rox- odparłam jej, kiwając porozumiewawczo.
Nie śpieszyłam się z dopiciem zawartości kieliszka. Delektowałam się dochodzącym ciepłem z kominka, które rozpływało się na moich nagich stopach, którymi nieznacznie kiwałam w przód i tył.
    Przeniosłam swój wzrok na Nymerię, kiedy ta czarnowłosa niewiasta strzeliła sobie ramiączkiem od biustonosza. Zatrzymałam kieliszek w dłoni, opierając naczynie o swoje usta, lecz nie smakując przez chwilę znajdującego się w nim napoju. Wzrokiem przejechałam po jej posturze, szczególnie zauważając każdy detal jej ciała. Gładka skóra była jeszcze odrobinę mokra. Obserwowałam jak kropla spada jej na biodro, zatrzymując się tam na sekundę, pokonuje kolejną przeszkodę, jaką była jej krągłość i znika przez obecność dolnej części bielizny. Zamrugałam parokrotnie, chcąc by źrenica powróciła do poprzedniej wielkości. Jako jedyna była chętna jeszcze na dalszą rozgrywkę z pozostałych dziewcząt...
    Odłożyłam kieliszek na stół i wstałam, łapiąc za materiał swojej sukni. Przywdziałam ją bez większego problemu, zapinając ją z boku ciała. Następnie schyliłam się po ubranie Nymerii, która zapewne dopiero orientowała się, że to koniec dzisiejszej grupowej integracji...
  - Proszę... Nie widzę sensu, by dłużej tutaj siedzieć, lecz jeśli masz ochotę, możesz iść ze mną do pokoju... Chętnie Cię ugoszczę i możemy grać dalej - zaoferowałam, patrząc w jej leśne oczy, mając wrażenie, że ta dziewczyna chętnie pozna pokera, w jakiego najbardziej lubiłam grać...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 51
Join date : 27/01/2017

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Sro Lip 11, 2018 10:45 pm


     Nigdy nie przejmowałam się takimi pierdołami, ale też i nigdy nie zdarzyło się, aby ktoś tak w mgnieniu oka stracił mną zainteresowanie. Zawsze mi się wydawało, że w takich sytuacjach miałam kontrolę, nawet jeśli Nymeria również była dominująca. W niesmak mi więc było, że inna osoba, w pełni ubrana, zwróciła jej uwagę bardziej niż ja, będąc już praktycznie w samej bieliźnie. Może i Eiichi był ranny, ale był wampirem, więc o ile nie pałała do niego jakimiś uczuciami, wychodzącymi poza koleżeńskie czy nawet zwykłe pragnienie pieprzenia się z nim, co było dla mnie nieuzasadnione. Nigdy nie zwracała na niego szczególnej uwagi. Miałam zamiar to z nią skonfrontować, ale nie zbliżyłam się nawet do salonu. Z daleka usłyszałam rozmowę, a raczej słowa, które Keira skierowała do Martell. Faworyzowanie. Tylko to mi przyszło do głowy, kiedy tak jawnie zaproponowała jej seks, bo treść komunikatu była bardzo jasna. Nie było przyjemnym uczucie przekonanie się o tym, jak bardzo w dupie miały to, co mówiłam czy robiłam. Chociaż słowa kierowałam bezpośrednio do wampirzycy ta zdawała się już od początku partii wiedzieć, że jestem mało interesującym obiektem. Skupiała się na drugiej czarnowłosej wampirzycy. Jednak nie to mnie najbardziej wkurzyło, ale reakcja Nymerii. Nie podejrzewałam, że coś tak bardzo może mnie wyprowadzić z równowagi. Do tej pory nie znałam tego uczucia, bo nikt go we mnie nie wzbudzał. Zazdrość była mi obca… Do teraz. Nienawidziłam być olewana. Zwłaszcza przez osoby, które szczególnie zwracały moją uwagę. A Nymeria zwracała… Do teraz. Nie…
     Zagryzając kły i przebijając skórę przy wargach, odwróciłam się na szpilce butów i wróciłam do pokoju. Pieczenie, które mi doskwierało kilka sekund zniknęło, zastąpione gorzkim smakiem przegrania. Zwycięstwo w tej partii należało do obu kobiet z salonu, a ja nie miałam zamiaru tego roztrząsać. Wkurwiłam się, ale zdusiłam te emocje, bo przecież mogłam mieć każdego, kogo chciałam. Wystarczyło iść do pobliskiego klubu. Nie musiałam tam się nawet starać o uwagę. Samo wejście ją na mnie ściągało, a w tym momencie tego właśnie potrzebowałam. Musiałam tylko odpowiednio to rozegrać, co zdecydowałam w momencie spojrzenia do szafy. Wyrzucając po kolei z półek kolejne ubrania, przejrzałam połowę materiałów, dopóki nie znalazłam idealnych rzeczy. Z jeszcze większym uśmiechem wskoczyłam szybko pod prysznic, żeby jeszcze wychodząc złapać dziewczyny w salonie. Wykorzystywałam swoją wampirze szybkość podczas zakładania bluzki i spódnicy. Makijaż zrobiłam wyraźniejszy niż zwykle. Oczy bardzo mocno pomalowałam bordowymi i fioletowymi cieniami, otoczyłam grubymi i długimi kreskami eyelinerem, starając się aby były wręcz idealne, a usta pomalowałam na czarno. Brwi również podkreśliłam, chociaż rzadko to robiłam. Musiałam podkreślić jeszcze bardziej to, co i tak zawsze mocno podkreślałam. Dobrałam do tego czarny, trochę grubszy choker na szyję, kolczyki oraz bransoletkę. Na plecy zarzuciłam dla niepozoru skórzaną kurtkę, a do kopertówki włożyłam wszystko, co najpotrzebniejsze. Na koniec wyciągnęłam z szafy szpilki i usiadłam, żeby je założyć. Wykonując to przejechałam opuszkami palców po tatuażu, który miałam na stopie.
     - Perfumy – skomentowałam i wstałam niemal w pełni gotowa. Wyciągnęłam z kosmetyczki swoje najlepsze perfumy, a po ich użyciu miałam zamiar wyjść. Kątem oka dostrzegłam jednak pewien drobiazg, który nie należał do mnie. – Czy to jest… - Podeszłam do materiału i podniosłam go, uśmiechając się jeszcze szerzej. – Idealnie – kończąc już całe przygotowania opuściłam pokój kierując się do salonu. Włosy jedynie bardziej rozmierzwiłam. Obie kobiety nadal w nim były, więc po prostu stanęłam w drzwiach. – Nym – zwróciłam uwagę kobiety, a kiedy na mnie spojrzała, mocno rzuciłam w jej stronę stanik, opierając się o framugę i krzyżując zarówno ręce jak i nogi. – Zapomniałaś tego po nocy sylwestrowej – puściłam jej oczko, by w następnej chwili mocno odepchnąć się od ściany, wprawiając w ruch powietrze wokół mnie, które rozniosło po salonie mój zapach. Umyślnie o tym wspomniałam przy Keirze, bo to było oczywiste, jak część bielizny Nymerii znalazła się w moich rzeczach. – Wychodzę – odwróciłam się i pomachałam do nich, nawet nie patrząc na ich reakcje. Nie spieszyłam się jednak, tylko oddalałam w normalnym tempie. Słuchałam jak stukot moich obcasów odbijał się od ścian pustego korytarza, kiedy kierowałam się do garażu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Almarien
Admin
avatar

Liczba postów : 104
Join date : 25/01/2017
Age : 27

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Nie Lip 15, 2018 3:35 pm



Ku mojemu rozczarowaniu atmosfera w salonie najwyraźniej nieodwracalnie prysła. Katerina opuściła nas nie wiadomo kiedy, Varya zmyła się zaraz potem. Rox także stwierdziła, że nie ma ochoty na dalszą grę i nagle cała frustracja, jaką czułam, gdy wychodziłam z salonu, wróciła. Było prawie tak, jakbym po prostu zostawiła ją tutaj, by odnaleźć w tym samym miejscu po powrocie. Jakby cały proces relaksacji się nie odbył. Było i ni ma.
- Ej, no... Serio? - jęknęłam, zupełnie zrezygnowana, patrząc, jak się ubiera. Patrzenie jak wciska swój zgrabny tyłeczek w te seksowne spodnie wynagrodził mi minimalnie to rozczarowanie, podobne jak propozycja, którą rzuciła jeszcze w stronę Keiry, bo przyjemnie pobudziłamoją wyobraźnię, ale z pewnością nie wystarczyło to, by poprawić mi humor. Nie byłam tylko pewna, kogo tak właściwie powinnam obwiniać za własne rozczarowanie. Może siebie?
Keira podeszła do mnie, podajac mi moje ubrania.
- A-ale jak to? - miałam ochotę zapytać, ale milczałam, tylko patrząc na nią spod byka, sięgając po ciuchy, które mi podawała. A co z zabawą? Sama miałam kilka wygranych ciuchów, więc chciałam zasugerować jakieś wyzwania, by je odzyskać, a teraz nic z tego...
- W sumie czemu nie - odparłam, beznamiętnie wzruszając ramionami, choć prawda była taka, że już zupełnie straciłam ochotę... na jakiekolwiek formy rozrywki. Ruszyłam za Keirą w stronę drzwi, smutno pociągając wino z kieliszka, gdy do salonu wróciła Roxanne. Usłyszałam swoje imię, uniosłam więc głowę, by zaraz potem dostać biustonoszem po oczach. Zostawiłam po nocy sylwestrowej?
- Ale ja nie miałam wtedy stanika - wydukałam, gdy wyszła, zastanawiając się po raz kolejny, co tu się właściwie odjebało.
- Ona faktycznie była na mnie zła, czy tylko ja odniosłam takie wrażenie? - zapytałam, znów ruszając w ślad za Keirą.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Momoko
Admin
avatar

Liczba postów : 47
Join date : 28/01/2017

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Pon Lip 16, 2018 8:03 pm


         Pokiwałam głową, decydując się na powrót do akademika. Z jednej strony czułam się okropnie źle z myślą jak wielkie zażenowanie musiała czuć Junko oraz faktem, że nie było mi dane spędzić z nią tyle czasu, ile bym chciała, ale z drugiej strony… popatrzyłam na dłoń, w której trzymałam obiekt całej afery i uśmiechnęłam się leciutko. Tak, udało mi się zdobyć coś, co kiedyś do niej należało!
         Kiedy znalazłyśmy się w środku, ściągnęłam płaszcz i powiesiłam go na wieszaku, rozglądając się za jakimś koszem.
         — O, tu jakiś jest! — zawołałam do Junko, wskazując na jeden, mieszczący się w rogu przedpokoju. — Nikt tu nie będzie szperał, a sprzątaczki pozbędą się tego w mgnieniu oka. — powiedziałam, wrzucając nie bez bólu różowy przedmiot w otchłań plastikowego kosza na śmieci. Przetrzepałam ręce, uśmiechając się szeroko do szatynki. — Widzisz? Już po wszystkim. Możesz spokojnie odetchnąć z ulgą, Junko–sama. — dodałam, chcąc poprawić humor mojej gwieździe.
         — To… do zobaczenia? Miło było Cię znów zobaczyć, mam nadzieję, że za jakiś czas uda nam się pogadać bez żadnych… niespodzianek. — powiedziałam, mnąc w palcach ubranie. Zaraz to zniknęłam za rogiem, czekając tylko aż Junko oddali się w kierunku swojego pokoju, aby wyskoczyć pędem w kierunku kosza i zanurkować w nim obiema dłońmi.
         — Sz-szybko! G-gdzie jesteś?! — zaczęłam mamrotać nerwowo pod nosem. Czułam jak przez ręce prześlizgują mi się jakieś papierki, plastikowe kubeczki i inne śmieci, ale to wciąż nie było to! Boże, szybciej, jeżeli ktoś mnie tu zobaczy to będzie największe upokorzenie w dziejach! A gdyby jeszcze Junko jednak się wróciła i zobaczyła to na własne oczy…! — JEST! — zawołałam niemal ciut za głośno, wnet odchrząkując i natychmiast chowając zgubę pod rozciągłą bluzą. Wtedy toteż pozwoliłam sobie na głębokie odsapnięcie i otarcie wierzchem dłoni niewidzialnych kropelek potu z czoła. Ten stres mnie wykończy!
         Dałam sobie chwilę, aby uspokoić rozdygotane adrenaliną serce i w zupełnie niepodejrzanych podskokach popędziłam do swojego pokoju, aby skrzętnie ukryć swoją niesamowitą zdobycz.

_________________


Ostatnio zmieniony przez Momoko dnia Sob Lip 28, 2018 4:45 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 51
Join date : 27/01/2017

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Sro Lip 18, 2018 5:30 pm


    Skupienie wzroku na czymś innym niż dekolt Varyi, kiedy patrzyłem z góry nawet nie przechodziło mi przez myśli. Sukienka, którą miała na sobie cholernie seksownie opinała jej ciało i eksponowała biust. Patrzyłem również na splecione, zgrabne nogi, czując jak pragnienie wzrasta z każdą chwilą wpatrywania się w tę kobietę. Oczy mi lśniły nienaturalnym, czerwonym blaskiem. Dzięki krwi Reinara miałem jednocześnie otumanione i wyostrzone zmysły.
     - A co by było, jakbym odmówił? – Zapytałem zaczepnie, jednak odpowiedź mnie w ogóle nie interesowała. Interesowały mnie zgrabne, seksowne ruchy kobiety. Interesowała mnie jej suknia, której dół wędrował w górę ud, kiedy się do mnie zbliżała, dopóki z powrotem nie opadał przy zmianie nóg. A potem od nowa. Uważnie śledziłem każdy krok, który stawiała. Biust lekko podskakiwał, kiedy się poruszała, co dokładnie widziałem przez materiał bardzo mocno opinający ciało wampirzycy.
     W momencie, w którym znalazła się tuż przy mnie podniecające dreszcze przebiegły po moich plecach. Zdawało się, że ciągnęły za sobą niebezpieczny uśmiech, który pojawił się na twarzy zaraz po nich. Nie przestawałem wpatrywać się w jej oczy nawet wtedy, kiedy odsunęła się w stronę parkietu. W odpowiedzi na jej wyciągniętą dłoń uniosłem brwi, kręcąc przecząco głową. Nie zwracając uwagi na ludzi, którzy oszołomieni alkoholem bądź narkotykami, nie byliby w stanie mnie dostrzec, w ułamku sekundy znalazłem się tuż przed kobietą. Ręce, zamiast na jej ramieniu, położyłem na tyłku. Zdecydowanie było gdzie zacisnąć dłonie. Dlaczego miałbym złapać jej ręce, skoro mogłem zwrócić szczególną uwagę na pośladki? Należało im okazać odpowiedni szacunek. Nie dając czasu na przerwanie, jeśli przeszło jej to przez myśl, przystawiłem usta do ucha.
     - Wolałbym najpierw zobaczyć jak sama poruszasz tymi biodrami – szepnąłem mocniej zaciskając palce na pośladkach i gwałtownie przysuwając ją bliżej siebie. Pojęcie zachowania przestrzeni osobistej nie istniało w tym momencie, w moim słowniku. Nasze ciała niemal na sobie leżały, a ja nie miałem zamiaru pozwolić na zachowanie dystansu, chociażby Varya usilnie się o to starała. Poprowadziłem ją w tańcu, narzucając własny rytm. Nie miała nawet szans na zmianę, ja wszystko kontrolowałem. Kierowałem każdym swoim i każdym jej ruchem w stronę jednej ze ścian budynku. Zabijałem jej czujność kolejnymi krokami i obrotami, zapewniając jej oparcie w sytuacjach, w których traciła równowagę na tych szpilkach. Ani na chwilę jej nie puszczałem, a przy każdej próbie odbicia partnerki obracałem ją w przeciwną stronę. Droga mi się wydłużyła, ale nikomu się nie udało. Kiedy dotarłem do celu mocno pchnąłem wampirzycę na ścianę, wyciągając z niej jęk zaskoczenia przy zderzeniu z twardą powierzchnią. Nadal byliśmy blisko siebie, chociaż nieznacznie się odsunąłem. Nim zdążyła się zorientować w sytuacji spojrzałem wyzywając w jej lśniące czerwienią oczy i włożyłem dłoń pod materiał sukienki. Nie dalej. Oparłem palce o bieliznę i lekko wsunąłem, ale chociaż miałem wielką ochotę zerwać te majtki, powstrzymałem się. Wolałem doprowadzić Varyę do takiego stanu, w którym będzie niemal błagać o więcej. Dlatego jedyne co zrobiłem to pociągnąłem dłoń, lekko przyciśniętą, po materiale w stronę pasa, wyciągając rękę spod sukienki, na nią.
     - Nie powinnaś zakładać takiej sukienki… - odezwałem się, obserwując jak moja dłoń powoli mija biodra i wędruje po skórzanym materiale coraz wyżej, na pępek i dalej. – Wyglądasz w tym zdecydowanie… - wciąż patrzyłem się tylko na swoją rękę jadącą po prostej linii, niemal na środku ciała. - …zbyt… - dotarłem do brody, którą podniosłem do góry za pomocą palca wskazującego i kciuka, jednocześnie przenosząc wzrok na jej oczy. - … seksownie – moje usta niemal zaatakowały jej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
altivia

avatar

Liczba postów : 54
Join date : 07/03/2017
Skąd : Z lasu

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Czw Lip 19, 2018 3:23 pm

K e i r a       P e n t a g r a m


    Zanim wyszłyśmy, Roxanne jeszcze raz zaszczyciła nas swoją obecnością, lecz, jak się okazało, nie na długo. Rzuciła z perfekcyjną celnością ciemny biustonosz w stronę zdezorientowanej Nymerii, która po chwili zamyślenia, wyparła się posiadania tej konkretnej części ubioru we wspomnianą noc Sylwestrową... Informacja o ich wspólnie spędzonym czasu jakoś nie była mi potrzebna i widziałam w zachowaniu Roxanne jakąś potrzebę zaznaczenia swojego pierwszeństwa lub wyższości... Nie do końca potrafiłam sprecyzować. Nim zdążyłam wypowiedzieć jakiekolwiek słowo i ją również zaprosić, zniknęła w ciemnościach korytarza.
  - Z pewnością widać po niej zirytowanie i oburzenie. Czyżbym była powodem jej zazdrości, Nymerio?- spytałam, spoglądając na jej jasną twarz, okalaną przez czarne jak atrament włosy...
  - Czy może wydarzyło się coś pomiędzy Wami, co nie przypadło jej do gustu?- dopytałam, uśmiechając się nieznacznie, odkładając naczynie na stół. Niezupełnie czekałam na odpowiedz Martell, bowiem doskonale zaobserwowałam istniejącą chemię, narastającą pomiędzy dwoma czarnowłosymi wampirzycami i która prysła jak bańka mydlana w chwili, gdy do salonu wkroczył ranny Eiichi... Mimo że moja uwaga była częściowo zaśmiecana przez obecność Shane'a, nie dało się nie zauważyć, że dziewczyny się do pewnego momentu zjadały wzrokiem. Propozycja Roxanne była uprzejma, jednak i pójście do jej pokoju, jak i zaproszenie Nymerii sprawiało, że wkraczałam w ich małą dramę.
Skierowałam się w stronę swojego pokoju, słysząc za sobą ciche kroki czarnowłosej.

    Zapaliłam jedno z trzech zamontowanych świateł sprawiając, że w pomieszeniu zamiast całkowitej ciemności zapanował półmrok. Zdjęłam ze stóp dobrze dopasowane szpilki, po chwili czując pod nagą skórą przyjemne uczucie beżowego dywanu.
  - Rozgość się.
Podeszłam do barku, którego zawartość szybko zmierzyłam wzrokiem.
  - Masz mocną głowę? Chciałabym Cię poczęstować czymś, co od dawna już czeka na skonsumowanie- odparłam, przenosząc spojrzenie na wampirzycę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Almarien
Admin
avatar

Liczba postów : 104
Join date : 25/01/2017
Age : 27

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Czw Lip 19, 2018 9:59 pm



- Zazdrości? - zastanowiłam się głośno nad sugestią odnośnie zachowania Roxanne, ale... Rox? Zazdrosna? Nie. Nieee... Raczej nie? To określenie czy też uczucie samo w sobie jakoś nie bardzo mi do niej pasowało.
- Znaczy... nie wiem tak naprawdę - mruknęłam, zaraz potem popijając z na wpół pełnego kieliszka, drugą ręką ściskając w dłoni zawiniątko własnych ciuchów, jednocześnie rozważając ten abstrakcyjny koncept. W sumie owszem, atmosfera między nami oklapła równie mocno i szybko, co klimat panujący w salonie, ale dla mnie jedno wynikało z drugiego i do tej pory w zasadzie nie dopatrywałam się w zachowaniu Roxanne ukrytych motywów. Może to był błąd?
- Nawet jeśli, to teraz już niewiele na to mogę poradzić - powiedziałam, człapiąc przez pusty korytarz na piętrze. - Jakoś jej to potem wynagrodzę, jeśli nadal będzie chciała.

Weszłam za keirą do jej pokoju, a gdy padły słowa "rozgość się" rzuciłam pakiet ciuchów pod ścianą, tuż za drzwiami.
- Trochę już dzisiaj wypiłam, ale zawsze sporo wytrzymywałam... Spróbujmy. Może nie padnę za szybko - odparłam na propozycję, dopijając zawartość kieliszka i przysiadając na brzegu łóżka z jedną nogą podciągniętą od siebie.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 51
Join date : 27/01/2017

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Pią Lip 20, 2018 6:34 pm


     Miałam straszny ubaw z Niny. Z trudem powstrzymywałam śmiech, obserwując jej próby wodzenia za nos policjanta. Siedząc z tyłu nawet nie chowałam alkoholu, z którego sączyłam trunek. W końcu, jednak, należało zainterweniować. Chciałabym zobaczyć minę funkcjonariuszy, kiedy będą przerzucać nagrania na płyty, a tego z nami na nim nie znajdą. Mogłabym nawet dać się zakuć, żeby móc być tego świadkiem, ale Lilith wszystko załatwiła. Byłam tak zawiedziona, patrząc na kajdanki u pasa młodszego z nich, że mruknęłam niezadowolona. A po wejściu ponownie do samochodu, zanim wampirzyca ruszyła przerzuciłam swoje ramię nad jej fotelem i ramionami.
     - A liczyłam na przejażdżkę – odezwałam się. Wracając tyłkiem na swoje siedzenie odebrałam od Niny kartkę. – Co to? – Zapytałam zaciekawiona, a kiedy otrzymałam odpowiedź, uśmiechnęłam się szeroko. – Myślicie, że kajdanek używają tylko do łapania przestępców? Może powinnam dać się przyłapać na jakiejś kradzieży? Pewnie musiałby mnie BARDZO dokładnie sprawdzić. W końcu wszędzie mogłabym ukryć skradzione diamenty albo biżuterię. A jeszcze będąc wampirem mogłabym je schować w wynajętym pokoju hotelowym. Nawet nie zauważyłby mojego zniknięcia, a potem musiałby jeszcze BARDZO dokładnie sprawdzić mój nocleg. Każdy, nawet najmniejszy jego kąt… - Uśmiechnęłam się pod nosem, a dziewczyny parsknęły śmiechem.

     - Na razie! – zawołałam za oddalającymi się dziewczętami. Pospiesznie ruszyłam do swojego pokoju po drodze witając Keirę oraz Nym, którym chyba umknęłam. No trudno. Po krótkim prysznicu i przebraniu się w coś wygodniejszego z kapeluszem na głowie udałam się do kuchni. Jak się okazało bardzo słusznie, bo znalazłam tam rudowłosą uczennicę i Ayę również.
     - Juli! – Krzyknęłam uradowana. – Jak miło cię widzieć! – przytuliłam ją na powitanie, następnie białowłosą i szybko sięgnęłam po trzy szklanki do szafki. Napełniłam je sokiem pomarańczowym i spojrzałam na to, co dziewczyna przygotowywała. – Znajdzie się dodatkowa porcja albo dwie? – zapytałam spoglądając także na Kiryuu, nie mogąc oprzeć się temu zapachowi. Rany, jak to świetnie pachniało! – W ogóle! Powinnaś być nazywana nieśmiertelnym duchem. Bardzo rzadko cię widuję. Czyżbyś miała lepsze towarzystwo? Nie wierzę! Bluźnisz! Gdzie oni są? Zaraz tobie udowodnimy, że my jesteśmy o niebo lepsi! Mam rację, Aya? – Wyprostowałam się przenosząc wzrok na Kiryuu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Almarien
Admin
avatar

Liczba postów : 104
Join date : 25/01/2017
Age : 27

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Nie Lip 22, 2018 9:37 pm



- Jeśli będą zainteresowane i interesujące, to kto wie, kto wie - odpowiedziałem Liamowi, uśmiechając się zadziornie.

We czwórkę posiedzieliśmy tylko chwilę. Nie, żeby mnie to dziwiło, bo już wcześniej wydawało się, że Aaron potrzebuje tego wieczora czegoś zupełnie innego niż na przykład ja czy Liam, ale nie sądziłem, że tak szybko ulotni się nam spod skrzydeł. Coż... trudno się mówi. Na pewno będę miał jeszcze nie jedną okazję, by dowiedzieć się czegoś więcej o szanownym przewodniczącym. Szczególnie, że jego przyjaciel również mógł zapewnić nam przednie towarzystwo.
- Ciekawa sugestia - powiedziałem, wstając i podchodząc do barierki przy której stał Rainer. Pociągnąłem ze swojej szklanki nieduży łyk i oparłem się o chłodny metal zerkając w dół na tłum wijących się ciał. Mieszanka zapachowa krwi, alkoholu i różnego rodzaju narkotyków biła po nosie, ale był to aromat bardzo przyjemny. Zapowiedź uczty.
- Nie jestem pewien jak mi pójdzie z jakże marnym doświadczeniem, ale spróbować na pewno mogę - powiedziałem, przenosząc na niego wzrok i błyskając zębami w uśmiechu. Potem moją uwagę przykuło coś innego - siedem dziewcząt wspinających się właśnie po schodach na górę.
- Oho, wieczór panieński nadciąga - rzuciłem, po czym raz jeszcze spojrzałem na Rainera. - Chyba będą dobre na początek, nie sądzisz?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Almarien
Admin
avatar

Liczba postów : 104
Join date : 25/01/2017
Age : 27

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Nie Lip 22, 2018 10:08 pm



Ruszyłyśmy do środka, a Kyoki szybko udało się znaleźć kosz na śmieci dyskretnie schowany w jedym z kątów. Z ulgą patrzyłam, jak różowy wibrator znika w jego czeluściach i jak zamyka się tandetne wieko. Odetchnęłam.
- Dziękuję ci - mruknęłam, uśmiechając się blado i miałam zaproponować, byśmy udały się do salonu, albo do mojego pokoju, jednak dziewczyna zaskoczyła mnie pożegnaniem. Było to dość dziwne, zważając na to, jak entuzjastycznie podchodziła do wspólnego spędzania czasu zaledwie godzinę wcześniej, więc zmarszczyłam brwi podejżliwie, ale nie oponowałam. Sama miałam już trochę dość.
- W porządku... - mruknęłam, po czym dodałam - Cieszę się, że udało nam się odnowić znajomość. A teraz przepraszam, jestem odrobinę zmęczona. Udam się do siebie.
Z krótkim "do zobaczenia" ruszyłam w stronę schodów po czym wspięłma się na piętro, ale nim doszłam do drzwi swojego pokoju moje spojrzenie powędrowało do tych z numerem 8. Miałam... Miałam spotkać się z Shane'em gdy będę już wolna. A może raczej nie "miałam", a "chciałam".

Nogi poniosły mnie same, uniosłam rękę, by zapukać... i zawahałam się. Bo owszem, chciałam, ale tak naprawdę nie byłam pewna jak to zrobić. Nie miałam pojęcia co powiedzieć i czy w ogóle powinnam teraz, w tej chwili. Wcześniej to wyszło jakoś bardziej naturalnie, a teraz wydawało mi się, że nie potrzebnie próbuję coś zrobić na siłę. Zamarłam z ręką w powietrzu.
Czy to wszystko miało jakikolwiek sens?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CoolCookie

avatar

Liczba postów : 5
Join date : 19/04/2017

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Nie Lip 22, 2018 11:33 pm


Julietta Aido

Roztrzepywałam jajka, przyglądając się jak masło roztapia się na patelni. Wrzuciłam na nią posiekany boczek, mieszając go po czym zabrałam się za krojenie pomidora. W słuchawkach właśnie leciała kolejna piosenka.
- You're all I need when I'm holding you tight
If you walk away I will suffer tonight. -
Zaczęłam cicho nucić pod nosem, w myślach przenosząc się do świata w którym to ja jestem Ali, i to ja stoję właśnie na scenie śpiewając do wszystkich tych ludzi. Przelałam jajka na patelnię, mieszając po woli i pozwalając się im ściąć, po czym usłyszałam znajomy głos. Wyciągnęłam słuchawkę, po czym uśmiechnęłam się do białowłosej.
- Dzięki, co tam u Ciebie? - Nawet nie doczekałam się odpowiedzi. Do pomieszczenia niczym wiatr wtargnęła Ashley zawalając mnie stertą pytań. Zaśmiałam się po czym lekko pokręciłam głową wracając do patelni.
- Jeszcze nie słyszałam, żeby ktoś mnie nazywał duchem, ale masz rację, coraz rzadzej tu bywam. - Ziewnęłam, po czym ściągnęłam patelnię z ognia. Przyjrzałam się dziewczyną, znów lekko uśmiechnęłam.
- Kto ma ochotę ten wyciąga talerz - Oznajmiłam, sama nakładając sobię porcję na talerz i dodając na bok 2 kawałki pomidora.
- Ostatnimi czasami dość sporo pracowałam, staram się zdobyć jak najwięcej "znajomych" z biznesu, ale dość ciężko idzie tak szczeże.. - Odparłam szybko rozbijając kolejne jajka, przyprawiając je i mieszając na dodatkowe porcje jajecznicy.
- A co u was ciekawego? Pewno wiele się zdarzyło od kiedy latam z miejsca do miejsca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Laurana

avatar

Liczba postów : 78
Join date : 28/01/2017

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Pią Lip 27, 2018 9:08 pm


Przekroczyłam próg mojego pokoju z trudnymi do opisania uczuciami… Przez kilka kolejnych sekund wpatrywałam się z nostalgią w znajome ściany, które w tym momencie przyciągały mnie bardziej niż najbardziej wyrafinowane i wytworne hotelowe apartamenty. Dopiero teraz poczułam jak bardzo jestem zmęczona. Najpierw sylwester w Wenecji, potem dwa pokazy w Mediolanie, sesja zdjęciowa dla Vogue w Rzymie, a następnie niepoodziewana impreza urodzinowa, którą zorganizowała dla mnie Ashley we współpracy z moim bratem. Starałam się jak mogłam ukryć rozczarowanie faktem, iż Adrew nie miał zamiaru wrócić razem z nami do akademii ale nie mogłam winić go za to, że w końcu odnalazł w życiu coś co naprawdę chciał robić. Wiedziałam, że potrzebuje mojego wsparcia i tak właśnie postąpiłam. Nie mogłam zachować się inaczej…. Dlatego też mimo tego, iż wróciłam do miejsca, z którym czułam szczególną więź i z którym wiązało mnie tak wiele wspomnień to czułam się niebywale… niekomfortowo…. Wciąż przebywały tu osoby, z którymi uwielbiam spędzać swój czas… I jedna wyjątkowa osoba, o której pomimo naszego rozstania nie potrafiłam zapomnieć… Odruchowo spojrzałam na swój telefon sprawdzając czy nie otrzymałam od czarnowłosego odpowiedzi na wcześniej wysłanego SMS’a lecz ekran urządzenia pozostał pusty. Nie wiedziałam jak Eiichi zareaguje na tą wiadomość.. Zignoruje ją? Odpisze? Może już śpi? Może jest zajęty czymś innym… Albo kimś innym… Westchnęłam ciężko po czym postawiłam walizkę tuż obok łóżka, komórkę odłożyłam na nocną szafkę, a następnie poszłam do łazienki aby się zrelaksować po wyczerpującym tygodniu. Będąc już w środku wyciągnęłam z szuflady świeczki o delikatnym zapachu frezji, gruszki i brzoskwini. Ułożyłam je na brzegu wanny, odpaliłam knoty zapalniczką i odkręciłam kurek z gorącą wodą aby napełnić wannę. Byłam tak zaabsorbowała wpatrywaniem się w spadający do wanny strumień wody, że nie zauważałam momentu, w którym Eiichi wszedł do mojej sypialni. Odwróciłam się dopiero wtedy gdy usłyszałam znajomy głos… Sądziłam, że jestem przygotowana na to spotkanie, wiedziałam dokładnie co chce mu powiedzieć ale teraz… Nie mogłam wydobyć z siebie ani jednego słowa… Wpatrywałam się w jego postać próbując przypomnieć sobie wcześniej przygotowaną przemowę lecz nic nie przychodziło mi do głowy. Dopiero gdy chłopak zaczął wycofywać się w kierunku wyjścia momentalnie zareagowałam.
- Nie… - powiedziałam robiąc kilka kroków w jego w jego kierunku.
- Zostań… Proszę… – poprosiłam wiedząc, że nie ma nic ważniejszego niż to co miałam mu zamiar powiedzieć. Wyciągnęłam rękę chwytając w dłoń materiał koszulki, którą miał na sobie po czym zbliżyłam się do niego, opuściłam głowę i oparłam czoło o jego tors. Nie mogłam spojrzeć mu w oczy… Nie mogłam też powstrzymać napływających łez…
- Przepraszam… Eiichi tak bardzo mi przykro… Nawet nie wyobrażasz sobie jak bardzo żałuję tego co zrobiłam… Nie wiem.. Nie potrafię wyjaśnić tego co mną kierowało ale jednego jestem absolutnie pewna… Nigdy w życiu niczego tak bardzo nie żałowałam niż decyzji jaką wtedy podjęłam… Przepraszam… -
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Momoko
Admin
avatar

Liczba postów : 47
Join date : 28/01/2017

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Sob Lip 28, 2018 8:21 am


         Szatynka nie tracąc czasu, niemal momentalnie zmniejszyła dzielącą nas odległość, łapiąc mnie za bluzkę i chowając twarz w moim torsie. Nagły kontakt fizyczny wywołał u mnie spore zaskoczenie, lecz nie poruszyłem się ani nie odezwałem choćby słowem, zamiast tego spoglądając na jej drobną, skuloną sylwetkę i lekko rozwichrzone kosmyki, które teraz szczelnie okalały jej twarz. Nawet nie zdawałem sobie sprawy jak bardzo tęskniłem za dotykiem jej drobnych dłoni, za jej zapachem i bliskością, do której moje ciało zdążyło tak przywyknąć, że ledwie ostatkami sił powstrzymywałem się przed tym, aby wziąć ją w ramiona i obsypać twarz pocałunkami. Zamiast tego stałem sztywno, jak gdyby całkowicie niewzruszony, czekając aż uspokoi się na tyle, że będzie w stanie kontynuować. Ale gdy zabrała głos ponownie, poczułem jak stabilna fasada powoli pęka i gdyby tylko podniosła głowę zapewne bez problemu dostrzegłaby czający się w moich oczach ból. Żałowała? Nie wiedziała co nią kierowało?
         — Byłbym hipokrytą mając do Ciebie żal o porzucenie mnie bez słowa wyjaśnienia, podczas gdy ja za pierwszym razem postąpiłem bardzo podobnie — zacząłem, przywołując nasze pierwsze rozstanie. — ale myślałem, że na tym etapie jesteśmy już o krok dalej i zanim dojdzie do podobnej sytuacji to będziesz w stanie ze mną chociaż porozmawiać, abym wiedział, co robię źle. Ale Ty z dnia na dzień po prostu odwróciłaś się na pięcie i sobie poszłaś, nie dając mi nawet szansy na zrozumienie, co się dzieje. — przerwałem na moment, aby przymknąć oczy i odetchnąć. — Zresztą spójrz wstecz – czy choć raz udało nam się ze sobą szczerze porozmawiać? Tak naprawdę… nic o sobie nie wiemy, błądziliśmy jak te owce we mgle, ignorując wszystkie zgrzyty i problemy i do pewnego momentu to działało, ale ten czas musiał się kiedyś skończyć i to była właśnie ta chwila. — złapałem dłoń, którą trzymała moją bluzkę i obróciłem ją tak, aby stała do mnie tyłem.
         — Jestem emocjonalnym wrakiem, Nina. Jak mam być dla Ciebie wsparciem, kiedy sam ze sobą sobie nie potrafię poradzić? Nie umiem się otworzyć, ciągle robię coś nie tak i nie uczę się na błędach, stworzenie ze mną zdrowej relacji jest fizycznie niemożliwe. — powiedziałem, ujmując między palce jej podbródek i unosząc go w górę, aby mogła spojrzeć wprost w znajdujące się przed nami lustro. Odbicie wyeksponowało twarz szatynki naznaczoną smutkiem i drżące w kącikach oczu łzy, które jakimś cudem jeszcze nie spłynęły jej po policzkach. — A trwanie w tym… czymś wyciśnie z Ciebie jeszcze więcej łez niż jesteś w stanie sobie wyobrazić. — nie chcąc jej dać możliwości na jakiekolwiek spieranie się ze mną, niemal natychmiast pociągnąłem ją w kierunku łóżka, niedelikatnie popychając ją na materac. Sam zsunąłem się kolanami na brzeg łóżka, mając pomiędzy nogami jej nogi.
         — „Kocham Cię”… tak powiedziałaś. — przytoczyłem jej własne słowa, które były jednymi z ostatnich jakie od niej usłyszałem, zanim mnie zostawiła. Nie miałem pojęcia ile w jej wyznaniu było prawdy i czy nie byłem kompletnym głupcem, decydując się jej uwierzyć, ale złapałem jej dłoń i uniosłem do ust, subtelnie całując koniuszki palców. — Ja… — urwałem, w tym samym czasie przesuwając trzymaną dłoń na swoją klatkę piersiową i zatrzymując ją w miejscu serca, które teraz kołatało nieregularnie. Chociaż słowa nie chciały mi przejść przez gardło, liczyłem na to, że forma wizualna będzie równie oczywista. — Ale… czasem to nie wystarcza i to właśnie jeden z takich przypadków.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Laurana

avatar

Liczba postów : 78
Join date : 28/01/2017

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Nie Lip 29, 2018 1:15 pm


Teatralnie przewróciłem oczami gdy ciemnowłosy wspomniał o tym by założyć Ayi obrożę i podpiąć smycz do jej szyi. Przecież nie chodziło mi o to aby łaził za nią jak cień i chronił przed każdym potencjalnym niebezpiecznym elementem lub osobą jakie spotka na swojej drodze. Na tyle już powinien poznać naszą siostrę by wiedzieć, że podobne akcje w jej przypadku zawsze przyjmują całkowicie odwrotny efekt. Nie mógł również powstrzymać złośliwego komentarza odnośnie mojej decyzji powrotu do sypialni twierdząc, że powinienem pójść razem z nim do salonu.
- Mam po prostu dość wrażeń jak na jeden dzień… - mruknąłem w odpowiedzi kilka sekund przed tym jak otoczyła nas czarno-biała mgła. Hmm… Najwyraźniej los nie miał zamiaru dziś mi odpuścić co jeszcze mocniej utwierdziło mnie w przekonaniu, iż powinienem jak najszybciej wrócić do swojego pokoju. Widziałem zaskoczenie na twarzy Eiichiego i zdawałem sobie sprawę z tego, że prawdopodobnie mam identyczną minę. Co to w ogóle było? Nigdy wcześniej nie widziałem czegoś takiego… Czym była ta dziwna mgła? Pytania w mojej głowie wciąż się mnożyły i przynajmniej w tym momencie nie byłem jedyną osobą, która pragnęła poznać na nie odpowiedzi. Ciemnowłosy najpierw intensywnie wpatrywał się w swoją rękę, a następnie chwycił moją w przegubie i ponownie połączył nasze dłonie. Tym razem nic się nie wydarzyło. Powtórzył czynność kilka razy po czym zrezygnowany odsunął się ode mnie twierdząc, iż rzuciłem na niego jakąś klątwę.
- Taaa… Na pewno… - prychnąłem drwiąco. Brunet wyciągnął z kieszeni swoją komórkę, odczytał otrzymaną wiadomość po czym powiedział, że musi gdzieś iść. Na odchodne rzucił jeszcze pomysł by podczas naszego wyjazdu zapytać o całą tą sytuację członków Rady.
- Wreszcie usłyszałem z Twoich ust coś sensownego… - mruknąłem uśmiechając się lekko ruszając za bratem do wyjścia, a następnie udałem się w stronę swojej sypialni. Jednakże zanim dotarłem do celu swojej podróży zauważyłem stojącą na mojej drodze kolejną „przeszkodę”. Serio? Chyba o niczym już tak nie marzyłem niż o tym by ten dzień wreszcie się skończył, a tu kolejna niespodzianka w postaci stojącej przed moimi drzwiami Junko. Dopiero jak podszedłem bliżej zauważyłem, że wygląda inaczej niż wcześniej… Wydawała się zagubiona i zdezorientowana… Westchnąłem cicho w międzyczasie wyciągając z kieszeni klucz do pomieszczenia.
- Hej… - mruknąłem mijając dziewczynę aby otworzyć drzwi. – Wejdź proszę… - powiedziałem zapraszając Kuranównę do środka, a następnie sam przekroczyłem próg pokoju zamykając za sobą drzwi. Zatrzymałem się w przejściu zastanawiając się nad tym co powinienem powiedzieć w takiej sytuacji. Domyślałem się, że przyszła tu tylko ze względu na wcześniej złożoną obietnicę.
- Księżniczko… Jeżeli chodzi o to co powiedziałem wcześniej… I jeżeli jest to jedyny powód dla którego tu przyszłaś to chcę abyś wiedziała, że nie musisz się do niczego zmuszać lub robić czegoś wbrew swojej woli, bo chciał tego jakiś totalny kretyn, który w większości przypadków nie potrafi zapanować nad tym co mówi…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Almarien
Admin
avatar

Liczba postów : 104
Join date : 25/01/2017
Age : 27

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Nie Lip 29, 2018 2:38 pm



- Nie, Junko, to nie ma sensu. Wróć do pokoju - mówiłam sobie, ale jakoś nie potrafiłam się ruszyć. Nie miałam odwagi, bądź nie chciałam podjąć decyzji - spróbować, czy odpuścić. I wtedy pojawił się Shane, zupełnie nie po tej stronie drzwi, po której się go spodziewałam. Zaskoczona, z lekko rozchylonymi ustami, usunęłam się z drogi, coraz bardziej skłaniając się ku wersji, że pojawienie się tu to raczej nie był dobry pomysł. Pewność zyskałam, gdy otrzymałam zaproszenie do środka.

Zupełnie spanikowałam. Owszem, przekroczyłam próg, ale bez słowa i czując wręcz, jak wszystko we mnie krzyczy "Nie! Wróć! Uciekaj! Zrobisz z siebie idiotkę, głupia!". I tak było. Czułam, że to równia pochyła do jakiejś niezwykle niezręcznej sytuacji, z której nie było taktownego wyjścia. Mogłam - i chciałam - powiedzieć po prostu "masz rację, do widzenia" i zwyczajnie wyjść, bo to byłoby pewnie mniej dziwne od scenariuszy, jakie wykreowałam w głowie, jednak gdy Shane zasugerował, jakobym była tu wbrew sobie, poczułam potrzebę zaprzeczenia.
- Nie, to nie - zaczęłam gorliwie, wtedy jednak dotarła do mnie reszta jego słów, a także ton wypowiedzi. Zamilkłam natychmiast, nie dokańczając nawet myśli i przez chwilę wpatrywałam się w niego próbując zrozumieć, co się dzieje. To zachowanie, te słowa... to nie było do niego podobne.
Nagle drobne sygnały, które wychwyciłam wcześniej nabrały więcej sensu. Nie rozumiałam jeszcze, co było przyczyną nietypowego zachowania, ale nie miałam już wątpliwości, że faktycznie dzisiaj był w tym wszystkim jakiś dysonans.
- Shane, wszystko w porządku? - odezwałam się cicho, marszcząc brwi. Jakaś część mnie próbowała pchnąć mnie w jego kierunku, bliżej, ale nie ruszyłam się z miejsca. Nie zmieniało to jednak faktu... że się martwiłam.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Laurana

avatar

Liczba postów : 78
Join date : 28/01/2017

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Nie Lip 29, 2018 5:22 pm


W pierwszym momencie Junko zaprzeczyła gdy zasugerowałem, że przyszła tu tylko ze względu na moją propozycję ale mowa jej ciała świadczyła o czymś zupełnie innym. Nie potrafiła tak do końca ukryć nagromadzonego w sobie napięcia, a ja w tym momencie nie miałem jakoś ochoty się z nią w tej kwestii sprzeczać. Dałem jej możliwość na to by opuściła moją sypialnię zachowując wszelkie pozory lecz najwyraźniej nie zamierzała z niej skorzystać. Zamiast tego zapytała tylko czy wszystko u mnie porządku… Prychnąłem głośno jednocześnie odwracając głowę w drugą stronę.
- Nie… Nie jest w porządku… - odpowiedziałem zanim zdążyłem ugryźć się w język. Nie miałem jednak zamiaru opowiadać Junko o mojej sytuacji i o tym co w tej chwili mnie gryzie. Ile razy już słyszałem podobne frazesy od osób, które tylko udawały zainteresowanie, a tak naprawę miały głęboko gdzieś moje samopoczucie. Dlatego też zamiast opowiadać dziewczynie o sprawach, które ją nie interesują zbliżyłem się do szafy po czym wyciągnąłem z niej średniej wielkości, szarą torbę podróżną. Położyłem ją na łóżku, a następnie zacząłem przebierać ubrania, które chciałem spakować.
- Nie jest to jednak coś czym powinnaś zaprzątać sobie głowę Księżniczko… Każdy ma lepsze i gorsze dni… - mruknąłem wzruszając ramionami jednocześnie wrzucając do torby dwie pary jeansów oraz kilka koszulek.
- Ale nie martw się… Jeżeli wszystko pójdzie po mojej myśli nie będziesz musiała już dłużej znosić moich uroczych komentarzy i parszywego nastroju. – rzuciłem lekko z wymuszonym uśmiechem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Almarien
Admin
avatar

Liczba postów : 104
Join date : 25/01/2017
Age : 27

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Nie Lip 29, 2018 6:17 pm



Nie byłam w tym dobra. Nie wiedziałam jak rozszyfrować dyktowany emocjami język ciała - to nadal było dla mnie nowy i niepewny teren - a doszukiwania się szczegółów i ukrytych znaczeń nie ułatwiał mi mój własny stan, ale w tym przypadku oznaki były aż nazbyt jasne. Głupia, głupia, głupia! Nie tak, nie tak... Nie byłam już w domu, nie mogłam zmusić nikogo do posłuszeństwa byle słowem czy gestem. Musiałam pamiętać, że jeśli chciałam dowiedzieć się czegoś więcej, należało zadawać właściwe pytania i liczyć na to, że dopisze mi szczęście. To ostatnie szczególnie, bo kto, jak kto, ale Shane nie miał żadnego powodu, by mi się zwierzać - nie po tym wszystkim co zaszło. Tyle, że ja chciałam wiedzieć, szczególnie po tym, jak przyznał, że faktycznie coś było na rzeczy. Chciałam wiedzieć, ale zaczęłam też czuć strach. Bałam się, że znowu coś źle zrobiłam, choć tak bardzo starałam się zachowywać taktownie... Strach ten podsycał fakt, że nie wiedziałam, czy zachowywał się tak przez cały dzień, czy tylko, gdy ja byłam obok.
Lepsze i gorsze dni, tak? Czy naprawdę o to chodziło?

Gdy zaczął się pakować głos na moment uwiązł mi w gardle.
- W-wyjeżdżasz? - zapytałam znów o rzecz oczywistą, jak ostatnia idiotka, ale ciężko było mi wydusić coś jeszcze, choć mojej głowie kłębiło się wiele. Dlaczego? Dokąd? I o co mu chodziło? Nie będę musiała... Co? Nie. Stop. Stop!
Nie byłam w tym dobra, a mimo to powoli podeszłam bliżej, bradzo ostrożnie kładąc dłoń na jego ramieniu. Ten krzywy uśmiech chyba przeważył szalę.
- Shane, co się dzieje? - zapytałam cicho, głosem tylko trochę mniej drżącym niż do tej pory, uważnie śledząc go wzrokiem, odruchowo szukając jego spojrzenia.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Laurana

avatar

Liczba postów : 78
Join date : 28/01/2017

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Nie Lip 29, 2018 7:17 pm


- Tak wyjeżdżam… - powiedziałem potwierdzając przypuszczenia Junko jakby leżąca na łóżku torba była dla długowłosej niewystarczającym dowodem. Pochyliłem się nad posłaniem po czym wyciągnąłem spod poduszki swój pistolet. Sprawdziłem czy jest odpowiednio załadowany, a następnie dla pewności dorzuciłem do bagażu kilka dodatkowych magazynków amunicji. Wolałem być odpowiednio przygotowany do podróży, bo najwyraźniej jeszcze nie wyczerpałem całego limitu pecha. Nawet nie zauważyłem gdy Junko praktycznie zniwelowała dzielącą nas do tej pory odległość, a jeszcze mniej spodziewałem się tego, że położy swoją dłoń na moim ramieniu. Momentalnie zmarszczyłem brwi po czym uniosłem prawą rękę i położyłem na wierzchu dłoni wampirzycy delikatnie ją ściskając by następnie odsunąć ją od mojego ciała. Przez kilka sekund wpatrywałem się w nią próbując odgadnąć o czym właśnie myśli i jaki tak naprawdę miała w tym interes. Bo jakoś nie potrafiłem uwierzyć w to, że jej działania były całkowicie bezinteresowne. A może nie chciałem w to wierzyć…
- Nic… - skłamałem cicho wpatrując się w jej ciemnobrązowe tęczówki. – Mówiłem już, że po prostu mam gorszy dzień i nie powinnaś przejmować się moim zrzędzeniem… Opowiedz mi lepiej jak Ci minęło popołudnie z tą nową panną… - zaproponowałem zmianę tematu na bezpieczniejszy jednocześnie kontynuując pakowanie walizki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Almarien
Admin
avatar

Liczba postów : 104
Join date : 25/01/2017
Age : 27

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Nie Lip 29, 2018 8:24 pm



Tak jak myślałam... Nie musiał, a co więcej, najwyraźniej nie chciał mi nic powiedzieć. A ja nie mogłam mu się dziwić. Ale czy byłam gotowa od tak odpuścić?
- W porządku - powiedziałam, cofając rękę, którą odtrącił, nie potrafiłam jednak ukryć rozczarowania sytuacją, ani tego, że w cale mu nie uwierzyłam. Bo niby rozumiałam, ale i tak czułam się nieszczególnie przyjemnie myśląc, że ta mała próba porozumienia spełzła na niczym. Powiedziałabym nawet, że zabolało mnie to nader dotkliwie, ale zamiast coś powiedzieć lub zrobić, urażone ego nakazało mi się wycofać. I tego też nie zdołałam ukryć, gdy zmuszona byłam ponownie się odezwać, by odpowiedzieć na próbę zmiany tematu.
- Kyoki wydaje się być czarująca, ale naszego spaceru do udanych zaliczyć raczej nie można - rzuciłam, z niemałym trudem próbując opanować drżenie głosu, gdy do targających mną emocji dołączyło zniesmaczenie wywołane wspomnieniami spaceru i łańcucha sytuacji, które doprowadziły do jego przykrego końca. - Jej zwierzak jakimś cudem wygrzebał spod śniegu...
Zawahałam się, orientując odrobinę zbyt późno, że w cale nie musiałam o tym wspominać i zaraz wbrew sobie pąsowiejąc nagle przez byle wzmiankę o różowym gadżecie.
- Pamiątkę - zaczęłam ostrożnie, z rezerwą, - którą sprezentowałeś mi podczas nocowania w słonecznym akademiku.

Zbyt wiele. Zbyt wiele wszystkiego. Czułam się skołowana, nie potrafiłam się odnaleźć między rozgoryczeniem, nadzieją i zawstydzeniem.
- N-nie. Wiesz, to chyba naprawdę był zły pomysł - wydukałam, czując, jak palą mnie policzki. Zerknęłam na niego z niemalże żałosnym błaganiem, bo już czułam nadchodzącą zmianę dynamiki.
- C-chyba już pójdę - mruknęłam jeszcze, po czym odwróciłam się na pięcie i ruszyłam do drzwi.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   

Powrót do góry Go down
 
Styczeń, po Sylwestrze
Powrót do góry 
Strona 9 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 8, 9, 10, 11  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Część główna :: Wątki-
Skocz do: