IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Styczeń, po Sylwestrze

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8
AutorWiadomość
altivia

avatar

Liczba postów : 32
Join date : 07/03/2017
Skąd : Z lasu

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Nie Kwi 08, 2018 12:45 pm

Aya

Oj Alec... Akurat ty jesteś największym niebezpieczeństwem dla uczniów na terenie Akademii...
Z jego słów można było wywnioskować, że Aarona nie było aktualnie w pobliżu, a to wiele by mi ułatwiało, gdyby osobnik przede mną nie interesował się moją wycieczką... O której oczywiście nie mógł się dowiedzieć. Jeśli by chciał, to zrobiłby to bez problemu, więc musiałam mu jakoś wjechać na ego, że jest drągalem wciskającym nos w nie swoje sprawy. A przecież nie chce pan Marou bawić się we mnie, czyż nie?
Zmarszczyłam delikatnie brwi, widząc jak się do mnie przybliża. Cofnęłam się o zgoła kilka centymetrów, czując za sobą opór auta. Jego charakterystyczny, osobliwy zapach sprawił, że nieznacznie zesztywniałam już wcześniej, zanim wyciągnął ku mnie dłoń. No i po co ci to wszystko... Głębokie, niemal puste spojrzenie utkwione było w łańcuszku i właściwie wszystko się dla mnie wyjaśniło. Wspomnienie prostej czcionki na papierach, znajdujących się w biurku Aarona, która informowała o mocy każdego z uczniów, znowu wywołała nieprzyjemne uczucie, kwaśny posmak dla serca. Mój wzrok twardo wlepiony w jego mówił jedno: nie waż się spojrzeć. Już i tak wystarczy, że widział całą paletę uczuć, a jedyne, co świadomy wampir mógł teraz zrobić to wprowadzić go w błąd, związany z powodem zaistniałych emocji...
- Rozumiem Cię- odrzekłam, ledwo powstrzymując się by nie złapać medalika w dłoń.
- Myślę, że i ty zrozumiesz mnie. Mamy różne relacje z bytującymi tu uczniami, jednak żadne z nas nie chciałoby zesłać na drugiego jakiejś bezsensownej kary... Lubimy załatwiać sprawy we własnym gronie, nawet te nieprzyjemne, a nie jesteśmy już dziećmi, by zawsze kończyło się to jedynie zadrapaniem na kolanie... Więc pozwól, że zatrzymam to dla siebie- powiedziałam, schodząc spojrzeniem na swój nieestetycznie wyglądający warkocz...
- Pobrudzisz się- dodałam, by następnie spojrzeć w stronę drzwi i zasygnalizować mu, że najchętniej bym już poszła...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Momoko
Admin
avatar

Liczba postów : 32
Join date : 28/01/2017

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Nie Kwi 08, 2018 10:27 pm


         Z całkowitego zapatrzenia na rozgrywające się przed mymi oczami widoki, rąbnięcie kieliszkiem Nymerii o stół sprawiło, że zmieszany zamrugałem kilkukrotnie, zamykając jak do tej pory rozwartą paszczę i odchrząknąłem głośno, powracając na krótką chwilę do zmysłów. Brunetka w tym czasie wyraźnie czymś zaskoczona, podeszła do mnie, wyciągając rękę przed siebie, jak gdyby chcąc mnie dotknąć. Stałem jak urzeczony, patrząc w tym czasie jak pod wpływem uniesienia się na palcach jej biust w tym cudnie wykończonym koronką staniczku podskakuje pod wpływem gwałtownego ruchu i znalazłem wielce ciężkim powstrzymywanie śliny, jaka w tym czasie zdołała napełnić moje usta.
         Usłyszawszy jej pytanie uniosłem dłoń do warg, chcąc się upewnić, że nic się po nich nie sączy, jednocześnie bardzo subtelnie próbując przełknąć nadmiar zgromadzonej śliny. Wtedy dopiero sens jej słów dotarł do mnie tak, jak powinien i pierwszy raz od kiedy przekroczyłem próg salonu poczułem, że jestem kurwa poszarpany i raczej nikt normalny na moim miejscu nie czułby się teraz dobrze. Ból w barku wreszcie dokopał się do mojej świadomości i w tym samym momencie poczułem, że bardzo chciałbym się o coś oprzeć, co też bez zbytniego zastanowienia zrobiłem, nachylając się odpowiednio, aby móc położyć głowę na dorodnym biuście Nymerii.
         — MMMGHHHH — wybełkotałem ledwie słyszalnie, wdychając w nozdrza zapach cytrusów i wanilii. Z niemal krążącą w rogu oka łzą, położyłem dłonie na piersiach brunetki, aby móc łatwiej wrócić do pionu. Wtedy toteż dopiero znalazłem w sobie siłę, aby móc jej odpowiedzieć.
         — Trzymam się dzięki Tobie. — stwierdziłem fakt. — Twoje oparcie…. wsparcie, nie zostanie Ci zapomniane, Nymerio. — dodałem przejęty, kładąc rękę w miejscu serca jak gdyby na znak przysięgi.
        Moją uwagę od zielonookiej oderwały słowa kolejnej z kobiet, która zainteresowała się moim stanem na tyle, aby pójść dla mnie po krew do lodówki. Moje zdziwienie, rozczulenie, szczęście i wdzięczność rosły w miarę płynięcia czasu do przodu.
         — … dzięku.. ję — wybełkotałem, taksując wzrokiem sylwetkę Roxanne, która… nie miała na sobie spodni. Widząc te skąpe stringi, które trzymały się na jej biodrach tylko za sprawą cienkich paseczków, poczułem jak produkcja śliny na nowo wzrasta. — Mogłabyś to dla mnie potrzymać? — spytałem, jednak nie oczekując odpowiedzi. Zamknąłem w ciasnym uścisku dłoń, w której trzymała woreczek, zaraz to nachylając się i łapiąc w zęby jego końcówkę. Płynnym szarpnięciem oderwałem zbędną część woreczka, udrażniając otwór, z którego to zaraz począłem sączyć tak bardzo mi w tej chwili potrzebną posokę. Krew, pomimo tego, że była z opakowania, smakowała dwa razy lepiej dzięki widokom, jakimi raczyły mnie wszystkie panie, a szczególnie te dwie, które przyszły, aby mnie wspomóc swoimi krągłościami czy chociażby po to, aby upewnić się, czy odżywiam się odpowiednio.
         Połykałem łapczywie i z pasją, jednocześnie będąc tak bardzo skoncentrowanym na tych wszystkich odsłoniętych częściach ciała, że chcąc nie chcąc, niesforna stróżka krwi zdołała umknąć moim ustom, pędząc wzdłuż woreczka, aż wreszcie zjeżdżając w dół, na kciuk kobiety i spiesząc wciąż niżej. Z cichym „tsk”, oderwałem usta od otworu, łapiąc językiem zbłąkaną kroplę, która zdążyła zawędrować do przedramienia, nim jej ucieczka dobiegła kresu. Z prawdziwą dbałością powiodłem nim po czerwonym śladzie, jednakże robiąc to powoli i sensualnie, być może nawet za bardzo…
         Oderwałem się z cichym westchnieniem, przecierając kąciki ust wierzchem dłoni, czując ból i słodycz jednocześnie. To była tak dziwna i nietypowa mieszanka, że nie wiedziałem nawet jak mam się teraz czuć. Krew jednak sprawiła, że na nowo odzyskałem trochę sił, które zdążyły się wyczerpać przez moją nieuwagę i popędzenie tutaj, jakby się paliło. Dostrzegłem również Shane’a, który zdążył oddalić się w kierunku Keiry, smęcąc coś pod nosem i zachowując się jak zbity pies. To było tak dziwne i niepodobne do niego, że nogi same powiodły mnie w stronę kominka, przy którym oboje stali. Do moich uszu dotarły przeprosiny zaadresowane do kobiety jak i próba wciśnięcia Keirze telefonu, aby ta mogła zrobić z nim co chce. Przystanąłem tuż przy blondynie, mierząc Keirę wzrokiem, który mógłby mówić „o co się czepiasz, kobieto”.
         — Hej, to nie nasza wina, że pokazujecie bimbały w salonie. — przemówiłem wreszcie, po dość długiej chwili mierzenia samicy oskarżycielskim spojrzeniem. — Z tego co wiem salon to miejsce publiczne, hmmm? Gdybyś rozkraczyła się naga na środku parku i ktoś cyknąłby Ci fotkę to mogłabyś mieć pretensje tylko do siebie. Tak samo jest w tym przypadku, złotko. — uśmiechnąłem się jadowicie. — Także przykro mi to mówić, ale mój wyjątkowo nieporadny brat bliźniak nie ma teraz obowiązku niczego kasować ani tym bardziej oddawać Ci swojej własności. Niestety, musisz obejść się sma– nie udało mi się dokończyć, bo w chwili, w której kończyłem swoją wypowiedź postanowiłem wzruszyć zwycięsko ramionami i rozłożyć ręce gwałtownie na boki, co poskutkowało tyrpnięciem Shane’a, trzymającego w dłoni ten nieszczęsny telefon, obiekt zirytowania czystokrwistej, który w tej samej sekundzie wyślizgnął się z nieszczelnego uścisku i popłynął w powietrzu, lądując nie gdzie indziej jak w gorzejącym na dobre palenisku. Dalej będąc w szoku, mogłem jedynie patrzeć jak płomienie radośnie tańczą wokół telefonu, który pod wpływem niszczycielskiego gorąca zaczął się natychmiast psuć i ostatnim oddechem jaki wydał był widok wygaszacza ekranu, stanowiącego tło dla wyjątkowo niepasującej do sytuacji radosnej muzyczki, która ucichła po kilku sekundach.
         Ocknąwszy się jako pierwszy z całej trójki, wciągnąłem szybko powietrze, łapiąc blondyna za ramię i odwracając się z nim w kierunku stołu, przy którym siedziała reszta dziewczyn.
         — Pociesz się ich widokiem, a ja… ja skoczę się umyć. — mówiąc to, poklepałem go przelotnie po plecach i na tyle, na ile pozwolił mi aktualny stan pognałem w kierunku schodów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Almarien
Admin
avatar

Liczba postów : 61
Join date : 25/01/2017
Age : 27

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Pon Kwi 09, 2018 12:06 pm



Kiedy Eiichi osunął się na mnie wpadłam nawet w lekką panikę. A co! Nie wstyd się przyznać. W końcu nie codziennie widuje się znajomych w takim stanie, miałam prawo dać się ponieść zdradliwym emocjom. Serce zabiło mi trochę szybciej, a choć nie można było powiedzieć, że czułam się komfortowo w zaistniałej sytuacji, to troska o jego stan zdecydowanie wzięła górę.
- Eiichi? - odezwałam się, lekko przestraszona. I w pierwszej chwili naprawdę mu wierzyłam. W pierwszej, w drugiej i trzeciej pewnie też... ale potem jego ręce zaczęły błądzić tu i tam, chyba troche za bardzo świadomie. Bełkot dobywający się z jego ust wydał mi się kurewsko naciągany - do tego stopnia, że w pewnej chwili nie byłam nawet pewna, czy to moje prywatne odczucia, czy też obudził się mój filtr serwowanego mi bullshitu, który tak często dziś świrował w obecności Varyi. Zrozumiałam, że ze mną pogrywa, że totalnie leci w chuja, ale dopiero gdy zaserwował tę, ach jakże wzruszającą gadkę, zrozumiałam, jak bardzo.
- Och, na litość boską... - warknęłam, wywracając oczami. Żałowałam, że zdążył się wrócić do pionu, bo najchętniej sama bym go podniosła. Prawdopodobnie za te czarne kłaki. Niekoniecznie bezboleśnie.
Odwróciłam się i złapałam za kieliszek, w którym pet nadal pływał w ostatnim łyku wina, zmarnowanym zupełnie na tego gnoja.
- Nie wiem dlaczego, ale nigdy wcześniej nie czułam łączącego was pokrewieństwa równie mocno, co teraz. Tak zaawansowany idiotyzm musi być sprawą genetyczną...

Zostawiłam ich wszystkich i, wściekła jak osa, udałam się do kuchni, gdzie mogłam w spokoju uporać się zarówno ze złością czy narastającym poczuciem upokorzenia, jak i z brudnym kieliszkiem. Nie byłam tylko pewna, czy bardziej byłam zła na niego, czy na siebie.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://immortal-academy.forumpolish.com
altivia

avatar

Liczba postów : 32
Join date : 07/03/2017
Skąd : Z lasu

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Pon Kwi 09, 2018 9:44 pm

KEIRA

    Nie było dobrym pomysłem rozebranie się przed wznowieniem kolejnej partii pokera. Teraz siedziałam w fotelu z kieliszkiem wina, będąc odziana jedynie w komplet bielizny. Wzrok przez dłuższy okres czasu miałam wbity w cienki, choć wystarczający duży, by pokryć parkiet, dywan, aż do momentu, kiedy blondyn nie stanął na przeciw mnie... Odciągnęłam zamoczone w czerwonym trunku wargi, oblizując je koniuszkiem języka. Musiałam się chyba przesłyszeć, gdyż przepraszające słowa od Shane'a były ostatnim, czego się po nim spodziewałam, dodatkowo w wieczór taki jak ten, w salonie pełnym pięknych, nie do końca odzianych panien... Wyciągając przed sobą telefon udowadniał, że nie żartuje. Z drugiej jednak strony nie zdziwiłoby mnie, gdyby po wyciągnięciu dłoni po komórkę, nie odsunął się, uśmiechnął złośliwie i triumfalnie, szepcząc durnowato "joke, mademoisselle"...
    Sekundę później koło blondyna wyrósł jego brat bliźniak, na powitanie obarczając nas winą za to, że młody łowca zechciał upamiętnić naszą zabawę na telefonie... Jeżeli doprawdy czarnowłosy nie widział w tym problemu, miał ogromne braki i z chęcią wpoiłabym w niego parę istotnych zasad, chociażby jeżeli chodzi o szacunek do dziewcząt, czy osoby bliźniej...
   - Sugeruję, byś zajął się własnymi bimbałami- zerknęłam ku jego kroczu- Bo najwyraźniej ich długa nieaktywność i nadpobudliwość przeszkadza w dopływie krwi do Twojego mózgu i poprawnym myśleniu...- odparłam, rzeczywiście chcąc zabrać urządzenie z dłoni Shane'a, lecz to co stało się w następnej chwili nieco wybiło mnie z rytmu... Patrzyłam na telefon, leżący wśród płomieni, a następnie na równie zszokowane miny obojga bracia... I nim mogłam się opanować z moich ust wyrwało się krótkie, choć głośne parsknięcie i równie krótki śmiech...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Laurana

avatar

Liczba postów : 52
Join date : 28/01/2017

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Pon Kwi 09, 2018 10:13 pm


Uniosłem nieznacznie swą głowę odrywając tym samym me spojrzenie od znajdującej się na szyi jasnowłosej zawieszki z inicjałami jej starszych braci. Przez kilka sekund w milczeniu wpatrywałem się w kobaltowe tęczówki wampirzycy, których barwa tak bardzo przypominała odcień ściśle przylegający do całej jej postaci. Nie potrzebne w tym momencie były pomiędzy nami puste frazy by zdołała pojąć niemo wypowiedziane ostrzeżenie. Chciałem by wspomnieniem powróciła do wydarzenia jakie miejsce miało na początku naszej znajomości gdy wykorzystując jedną ze swych wrodzonych umiejętności zdobyłem informację na jakiej mi zależało. Aby przypomniała sobie, iż zdolny jestem w zaledwie kilka sekund odkryć prawdę, którą zdecydowała się przemilczeć… Tłumaczenie, jakie wybrała Aya niezwykle trudno było zaakceptować gdyż nigdy wcześniej nie dane było mi zaobserwować by znajdująca się naprzeciwko mnie dziewczyna z jakimkolwiek przedstawicielem naszej rasy przebywającym na terenie Akademii w otwartym pozostawała konflikcie. Niemniej jednak postanowiłem pojąć się dalszej konwersacji.
- Nie oczekuj ode mnie chociażby próby zrozumienia Twego postępowania. Eskalacja wszelkich napięć rozpoczyna się wraz z chwilą gdy porzucamy próbę rozwiązania problemu z użyciem dialogu. – rzekłem wciąż patrząc jasnowłosej głęboko w oczy.
- Gdyby brak słuszności znajdowałby się wyłącznie po jednej stronie żaden spór nie trwałby tak długo by w ostateczności uciekać się do użycia siły. - dodałem głos swój zbliżając do szeptu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
altivia

avatar

Liczba postów : 32
Join date : 07/03/2017
Skąd : Z lasu

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Czw Kwi 12, 2018 6:30 pm

Aya


Kontynuował... Nie miałam najmniejszych wątpliwości, że w odbijaniu piłeczki w samym dialogu i przekonywaniu do swoich racji był dobry, wprawiony, może głównie dlatego, że nic innego mu w sumie do roboty nie pozostawało... Spojrzałam na niego spode łba i cierpliwie czekałam, aż wyrazi swoje zdanie. Pełna kultura w cichym garażu, w towarzystwie różnego rodzaju aut i z widokiem na brązowe oczy, delikatnie przysłonięte kosmkami włosów...
- Racja, nie powinnam tego od Ciebie oczekiwać. Tak mało obcowałeś z emocjami, że postanowiłeś uogólnić logiczną wersję zdarzeń. Ale przypomnę Ci, że emocje czasem mają mało wspólnego z logiką, przynajmniej pobieżnie... Taki konflikt może się rozpocząć jeszcze przed wymienieniem jakichkolwiek słów, a przecież nie powiedziałam, że one nie padły...- powiedziałam prawie na jednym wdechu, czując że tym razem rzeczywiście z chęcią bym się z nim pokłóciła. Czułam, że racja po części jest po mojej stronie. Tylko, cholera, wybrał sobie termin intrygująco dla mnie niepasujący...
- Nie wspomniałam też, że jakakolwiek ze stron miała słuszność, tylko to, że cokolwiek się wydarzyło jest sprawą prywatną, dla Ciebie z pewnością banalną i nieważną- dodałam nieco ciszej, czując jak mój umysł dosłownie opada z sił. Zagryzłam mocno dolną wargę, zjeżdżając spojrzeniem w dół na długi, czarny płaszcz, by szybko nim powrócić. Poczułam na wardze metaliczny posmak. Jak bardzo nie chciałam, by się dowiedział o treningu? I czy bardziej nie chciałam ze względu, że szybko powiedziałby bratu, czy po prostu znowu wiedziałby o czymś, dzięki czemu miałby mnie w garści...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Laurana

avatar

Liczba postów : 52
Join date : 28/01/2017

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Wto Kwi 17, 2018 11:10 pm


W zaistniałej sytuacji niezwykle trudno było mi zachować całkowitą powagę. Z jednej strony zdawałem sobie sprawę z tego, że właśnie nastąpił w moim życiu kolejny przełomowy moment. Zrobiłem rachunek swojego sumienia, przemyślałem wszystkie niestosowne zachowania w stosunku do otaczających mnie osób, a nawet pojawiła się w mojej głowie myśl o postanowieniu poprawy i naprawy poszczególnych relacji, które z własnej woli spierdoliłem. Z drugiej strony… Mój boże… Keira w żadnej ze swoich kreacji nie wyglądała tak pociągająco co w tej ledwo zakrywającej bujne wdzięki czarnej, koronkowej bieliźnie. Moja wyobraźnia co i rusz podejmowała próby przejęcia kontroli nad resztką zdrowego rozsądku i może wyszedłbym z tej walki jako zwycięzca gdyby nie zachowanie mojego starszego brata. Zacząłem się nawet zastanawiać czy lvl E z którym walczył nie tylko pozbawił bruneta kawałka ciała lecz również i mózgu. W przeciwieństwie do niego wiedziałem, że jakakolwiek próba skrócenia dystansu pomiędzy mną, a czystokrwistą w tym momencie skończy się dla mnie długimi godzinami cierpienia lub nawet rychłą śmiercią dlatego też wolałem spokojnie zaczekać na jej decyzję. Niestety i tu Eiichi musiał wtrącić swoje trzy grosze nazywając tą nieziemską wręcz krainę obfitości po prostu „bimbałami” !! Serio?? Jak wielkim trzeba być ignorantem by nie docenić tak WIELKIEGO cudu natury? Spojrzałem na ciemnowłosego z trudnym do ukrycia niedowierzaniem, a słowa jakie cisnęły mi się na usta nie powinny zostać użyte w obecności kobiet. To co zdarzyło się później ciężko opisać. Zanim zdążyłem się zorientować telefon, który jeszcze przed chwilą trzymałem w dłoni dryfował w kierunku rozpalonego kominka. Nawet nie próbowałem ukryć zaskoczenia jakie pojawiło się na mojej twarzy. Zaskoczenia, które niedługo potem zmieniło się niemalże w totalne osłupienie ponieważ zanim urządzenie wydało z siebie ostatnie tchnienie usłyszałem marsz imperialny z sagi Gwiezdnych Wojen oraz słowa: I’m your father. No pięknie…
- Kurwa… - syknąłem wpatrując się w pożerające telefon płomienie. Poczułem jak silne szarpnięcie zmusza mnie do oderwania wzroku od kominka zmieniając pole widzenia na roznegliżowane panny. Kolejna chwila zaćmienia, uścisk zmalał, a dosłownie sekundę później dotarła do mnie wypowiedź Eiichiego.
- Przepraszam… Muszę kogoś zamordować… - mruknąłem ruszając w ślad za czarnowłosym niczym zombie w transie. Dopadłem go zanim zdążył zamknąć za sobą drzwi prowadzące do jego sypialni.
- Dawaj swój telefon młotku… - warknąłem pakując się do środka i wyrywając z jego ręki wspomniane wcześniej urządzenie. W czasie gdy Eiichi udał się do łazienki by się wykąpać ja wybrałem numer do naszego Ojca.
-Eiichi? – W głosie Zero dało się usłyszeć autentyczne zdziwienie ale dość szybko wyprowadziłem go z błędu.
-Shane… Mój telefon miał mały wypadek dlatego nie mogłem odebrać. Co chciałeś? – zapytałem.
-Rada żąda obecności Waszej dwójki. Wieści dość szybko się rozchodzą, a zatem Twój brat musi osobiście się wytłumaczyć z porażki jaką poniósł. – powiedział.
- Zrobi to z przyjemnością… - zapewniłem w tym momencie kończąc naszą rozmowę, a gdy Eiichi wyszedł z łazienki przekazałem mu radosne wieści.
- Ojciec oczekuje, że pojawisz się razem ze mną na spotkaniu Wielkiej Rady. – powiedziałem czekając aż ciemnowłosy się przebierze w czyste ubrania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Momoko
Admin
avatar

Liczba postów : 32
Join date : 28/01/2017

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Czw Kwi 19, 2018 9:20 pm


         Zamykając drzwi, po drodze napatoczyła się przeszkoda w postaci blondwłosego klona, który z początku nie wiedzieć czemu zdecydował się poleźć za mną na górę, chociaż to w salonie rozgrywało się to, co najlepsze.
         — Na chuj tu wlazłeś? Pytam dosłownie, bo zaraz będę w stroju Adama. — powiedziałem, wykładając na komodę rzeczy, które do tej pory tkwiły w kieszeniach mojej bluzy. Kiedy już miałem odkładać komórkę, Shane dosłownie mi ją wyrwał i począł wybierać jakiś numer. Stałem przez chwilę znieruchomiały z miną mówiącą mniej więcej tyle, co „what the fuck, man, why do you touch my stuff”. Moment później jednak stwierdziłem, że pierdolę jego świrowanie i idę się wykąpać, bo pozostawanie dłużej niż było to konieczne w ciuchach ufajdanych wydzielinami tych stworów, nie było niczym przyjemnym.
         Wpakowałem się do łazienki i zdarłem z siebie pozostałe na mnie strzępy brudnych ubrań, wrzucając je od razu do stojącego w rogu kosza i zaraz wskakując pod prysznic. Puściłem silny strumień wody, coby szybciej uporać się z zaschniętą na mej skórze krwią, która wkrótce zabarwiła czerwienią cały brodzik. Przymknąłem na chwilę oczy, opierając się o ścianę i powoli nakierowałem strumień na głęboką wyrwę w barku, chcąc dobrze ją oczyścić. Kiedy tryskająca ze słuchawki woda oczyszczała szeroką ranę, zacisnąłem zęby, powstrzymując jęk.
         Wylazłem z łazienki ze świadomością, że zapomniałem zabrać do niej ubrań na zmianę. W końcu nie dziwne, skoro zawsze wychodzę z łazienki nagi, bo nie mam po co się ukrywać. Teraz jednak było inaczej, ale z czyjej winy? Niech koleś tylko spróbuje coś powiedzieć, że nie uśmiecha mu się patrzeć na moją gołą dupę… niech się tylko odważy. Podszedłem do szafy i jak zwykle, wybrałem pierwsze lepsze ciuchy, jakie nawinęły mi się pod rękę. Przyodziawszy dolną partię odzienia, zacząłem rozglądać się po szafkach za bandażem czy innym ciulstwem, które mógłbym obwiązać wokół skaleczenia. W końcu wygrzebałem z jednej z nich grubą rolkę i usiadłszy na łóżku, począłem się obwiązywać, patrząc wymownie na Shane’a, który najwidoczniej skończył rozmowę. Już miałem pytać co było tak niecierpiące zwłoki, że zwinął mi telefon, lecz zanim zdążyłem otworzyć usta, koleś wyjaśnił sytuację pierwszy.
         — Well… fuck. — jebnąłem angielszczyzną. Wiedziałem, co to oznacza. — Czy te dziady nie mają nic lepszego do roboty niż ciągać mnie na te ich posiedzenia? Marnują mój czas. — fuknąłem, robiąc kolejną „rundkę” bandażem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Laurana

avatar

Liczba postów : 52
Join date : 28/01/2017

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Czw Kwi 19, 2018 10:35 pm


Jakże groteskowa okazała się być prowadzona między nami konwersacja… Niemalże identyczną wypowiedź dane było mi usłyszeć zaledwie kilka godzin wcześniej gdy znajdowałem się w sypialni mojego starszego brata. Kolejny raz ktoś ośmielił się wysunąć w stosunku do mnie twierdzenie, iż żadnej nie posiadam wiedzy w kwestii emocji i działań podjętych pod ich wpływem. Tych samych chwytali się argumentów, te same wysuwali tezy… Jednakże w przeciwieństwie do Aarona znajdująca się przede mną jasnowłosa nie mogła wiedzieć, iż posiadam dar, który pozwalał mi poznać emocjonalny stan każdej znajdującej się w mym towarzystwie istoty. Upiorny prezent od przewrotnego losu, który jednocześnie sprawiał, iż odczuwane przez innych emocje aż nazbyt często za własne uznawałem uczucia. Zazdrość Aarona skutkowała dezintegracją znajdujących się w mym otoczeniu przedmiotów użytkowych. Wściekłość prowadzącego korepetycje dydaktyka, w chwili gdy uświadomiłem mu błąd jaki popełnił w czasie seminarium doprowadziła do jego śmierci… Dopiero poznając pełne spektrum doświadczeń kryjących za posiadaniem uczuć decyzję podjąłem o tym by całkowicie z nich zrezygnować. Emocje implikują aspekt działania, który w przewarzających przypadkach nie wykazuje żadnej korelacji z szeroko pojmowaną logiką. Kierując się tym tokiem rozumowania postanowiłem przeprowadzić pewnego rodzaju eksperyment.
- Niezaprzeczalnie hierarchia sytemu wartości prezentowana przez moją osobę diametralnie odróżnia się od powszechnie przyjętych norm. – powiedziałem wciąż wpatrując się w kobaltowe tęczówki wampirzycy.
- Nie jestem w stanie kierować swoim życiem w oparciu o emocje aczkolwiek… - przerwałem na krótką chwilę próbując odnaleźć odpowiednie słowa.
- Zachowanie irracjonalnie to kompletnie odrębna kwestia. – Po tych słowach zbliżyłem swoją dłoń do twarzy Ayi ujmując w palce podbródek dziewczyny. Pod wpływem mojego dotyku całe ciało jasnowłosej wpierw znieruchomiało na kilka sekund, a gdy otworzyła swe usta by coś powiedzieć momentalnie zniwelowałem dzielącą nas odległość do minimum. Instynktownie odnalazłem kroplę krwi, która pojawiła się na wargach wampirzycy, a następnie wciąż czując ten charakterystyczny metaliczny smak wsunąłem swój język pomiędzy jej rozchylone usta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Almarien
Admin
avatar

Liczba postów : 61
Join date : 25/01/2017
Age : 27

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Pią Kwi 20, 2018 8:31 pm



Odebrałem swojego drinka i upiłem łyk, przez chwilę obserwując Liama znad krawędzi szklanki. Potem, dając się porwać mieszance smaków, na chwilę przymknąłem oczy. Liam zapłacił, tak jak zasugerował chwilę wcześniej, ale nim barman odszedł pochyliłem się nad kontuarem.
- Otwieram rachunek. Serwuj dalej - powiedziałem, podając mu dwa banknoty o wysokim nominale, kiedy jednak się schylił, złapałem za czarną koszulkę, którą miał na sobie i przyciągnąłem bliżej. - Ale spróbuj komuś coś naliczyć na mój koszt, a nie wrócisz do domu w jednym kawałku, jasne? - warknąłem, nie pozwalając mu odwrócić wzroku. Nie hipnotyzowałem go. Przynajmniej jeszcze nie teraz. Ot, po prostu, chciałem trochę nastraszyć i po oczach widziałem, że chyba mi się to udało. Co, jak co, ale kantowany być nie lubiłem i nie podobała mi się myśl, że mógłby wrzucić mi w koszta drinki dla kogoś, komu sam ich nie proponowałem...
Na koniec posłałem mu uśmiech, klepnąłem w policzek i z powrotem odwróciłem się do Liama.
- Chyba powinniśmy znaleźć jakiś stolik. Przynajmniej narazie - powiedziałem, unosząc szklankę i dając tym samym do zrozumienia, że wypić wolałbym raczej na siedząco. Na tańce jeszcze był czas...

Nie czekając rozejrzałem się za wolnym miejscem, gdzieś pośród zapchanych lóż i nielicznych stolików poustawianych pod ścianami, w zdecydowanie za małej odległości od parkietu. Wtedy właśnie gdzieś w oddali dostrzegłem znajomą twarz Aarona. W świetle UV jego oczy lśniły jak oczy kota, choć tylko przez ułamek sekundy. Nieopodal dostrzegłem drugi, podobny błysk i pojąłem, że jego przyjaciel jest tu razem z nim. Uniosłem szklankę w powitalnym geście.
- Wygląda na to, że chyba trzeba będzie znaleźć lożę - odezwałem się do Liama, ale dopiero gdy to powiedziałem, pochyliłem się w jego kierunku.
- Nie sądziłem, że naprawdę się zjawią - szepnąłem mu do ucha, a potem odnalazłem jego spojrzenie i wzruszyłem ramionami, dając do zrozumienia, że sam jeszcze nie wiem, jak się z tym faktem czuję. Potem powiodłem wzrokiem wyżej, szukając miejsc na wąskim balkonie rozpiętym ponad barem. Uśmiechnąłem się szeroko.
- Może w sekcji dla VIPów?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://immortal-academy.forumpolish.com
Almarien
Admin
avatar

Liczba postów : 61
Join date : 25/01/2017
Age : 27

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Pią Kwi 20, 2018 10:43 pm



Nabuzowana, wpadłam do kuchni. Przywitała mnie pustka i atmosfera relatywnie spokojniejsza od tej, panującej w salonie, oraz chłód; powietrze lżejsze, mniej rozgrzane niż tam, za ścianą. Jego delikatny powiew na odsłoniętej skórze sprawił, że przez chwilę poczułam się lepiej. Sama. Nikogo w pobliżu.

Podeszłam do zlewu i wylałam wino zmieszane z papierosowym popiołem, bezceremonialnie wrzuciłam kieliszek, odkręciłam zimną wodę. Potem oparłam się rękami o metalowy brzeg i spuściłam głowę, oddychając głęboko. Przez ścianę słyszałam żałosne usprawiedliwienia Eiichiego.
- Dupek - mruknełam, ale choć byłam zła, nie potrafiłam się tak całkiem na niego wściekać. Nawet jeśli był to już drugi, idiotyczny numer, jaki mi dzisiaj wyciął...
- Sugeruję, byś zajął się własnymi bimbałami! - usłyszałam jeszcze i parsknęłam cicho, rozpoznając w mówiącej to osobię nie kogo innego, jak Keirę. Było zabawnie słyszeć coś takiego z jej ust. Nie był to tekst, którego bym się po niej spodziewała.
Uśmiechnęłam się pod nosem i wsunęłam dłoń pod strumień zimnej wody, pozwalając, by schłodziła skórę. Zamknęłam oczy, mokrymi palcami muskając skórę na szyi, na dekolcie i piersiach. Zagryzłam wargę, przesuwając dłoń jeszcze niżej, na brzuch i wewnętrzną stronę ud...  chłód na rozgrzanej skórze zawsze był ekscytującym doznaniem.

Słyszałam, jak Shane i Eiichi wychodzili. Westchnęłam jeszcze raz, otrząsając się z negatywnych myśli i tego błogiego stanu, w który na chwilę się wprowadziłam. Umyłam kieliszek. Mokrym opuszkiem musnęłam ciepłe usta. Potem ruszyłam do drzwi.
- To jak? Gra ktoś, czy się zwijamy? Bo mam ochotę na jeszcze jedną partię - powiedziałam, wchodząc do salonu, a by jasno dać do zrozumienia, o co mi chodzi, uniosłam ramiączko stanika i pozwoliłam, by opadło, z trzaskiem zderzając się ze skórą.
Podeszłam do stolika, znalazłam wino i nalałam sobie pełny kieliszek.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://immortal-academy.forumpolish.com
Laurana

avatar

Liczba postów : 52
Join date : 28/01/2017

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Sob Kwi 21, 2018 8:44 pm


Zastanawiałem się jak Eiichi zareaguje na przekazane mu wieści. Szczerze mówiąc telefon Ojca, oraz żądanie byśmy na spotkaniu Wielkiej Rady pojawili się razem dla mnie również było sporym zaskoczeniem. Zdałem sobie sprawę z tego, że nigdy wcześniej nie interesowałem się tym jakie stosunki z Zero ma mój brat. Czy Ojciec utrzymywał z nim jakiś kontakty? Czy zanim spotkaliśmy się na Ibizie Eiichi w ogóle wiedział o mnie i Ayi? Cały rok poświęciliśmy na dogryzaniu sobie nawzajem, a tak naprawdę nigdy nie znaleźliśmy czasu na to by usiąść razem na spokojnie, normalnie porozmawiać i bliżej się poznać. W końcu przecież jesteśmy braćmi, bliźniętami… Do tego jeżeli spotkanie Wielkiej Rady pójdzie po mojej myśli możemy już nigdy więcej nie mieć możliwości by się do siebie zbliżyć. Patrząc jak nieudolnie obchodzi się z bandażem wstałem z krzesła i zbliżyłem do siedzącego na łóżku mężczyzny.
- Jedną ręką to sobie co najwyżej możesz konia zwalić. Daj to…  Pomogę Ci. - mruknąłem biorąc opatrunek, a następnie poprawiłem to co sam próbował zrobić.
- Nie mam pojęcia dlaczego wezwali Ciebie na przesłuchanie. W sumie opcje są dwie: musiałeś spierdolić akcję na całej linii albo oni niewłaściwie ocenili sytuację i teraz muszą się z tego wytłumaczyć. Mogę Ci za to powiedzieć dlaczego ja tam jadę… Zapewne zdążyłeś zauważyć, że od czasu wigilijnej kolacji stosunki pomiędzy mną, a Keirą są… No cóż… Delikatnie mówiąc bardzo napięte. Bardziej niż zazwyczaj. – uśmiechnąłem się lekko jak zawsze gdy wracałem do tego wspomnienia.
- Tak się złożyło, że odkryliśmy wtedy sekretne pomieszczenie w bibliotece, do którego dostać się można wyłącznie wtedy gdy posiadasz krew łowcy. W środku znajdowały się różnego rodzaju artefakty i stare księgi, które zgromadził Kaien Cross. Heh... Gdybyś ją wtedy widział. – potrząsnąłem głową, a uśmiech na mojej twarzy się powiększył.
- Była podjarana tym znaleziskiem jak Arab na kurs pilotażu… Nie mogłem oczywiście pozwolić na to by czystej krwi wampir wszedł w posiadanie ukrytej tam wiedzy dlatego ją postrzeliłem… Kilka razy… Wyniosłem z tamtego pomieszczenia wszystko co stanowiło jakąś wartość i ukryłem w innym miejscu zaś najważniejsze przedmioty znajdują się teraz w bagażniku mojego samochodu. Mam nadzieję, że dzięki temu Ojciec uzna w końcu, iż jestem gotowy stać się pełnoprawnym łowcą i będę mógł na zawsze opuścić to miejsce. – gdy skończyłem bandażować bark bruneta cofnąłem się o krok by ocenić swoje dzieło.
- Pielęgniarka ze mnie żadna ale powinno wytrzymać do czasu aż się zregenerujesz. – stwierdziłem szturchając go lekko w ramię.  
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Momoko
Admin
avatar

Liczba postów : 32
Join date : 28/01/2017

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Nie Kwi 22, 2018 8:16 pm


         Słuchałam Junko–samy  z prawdziwym zainteresowaniem, nie omieszkując wręcz z lubością wodzić wzrokiem po całej jej sylwetce, kiedy szła ze mną dosłownie ramię w ramię. Nie mogłam uwierzyć, że jestem tak blisko istoty, do której wzdychałam przez ostatnie kilka lat swojego życia. Przez głowę przelatywały obrazy jak buduję z nią bliską, namiętną relację: pierwsze randki, pierwsze pocałunki, pierwsze… zagryzłam lekko dolną wargę, siłą woli powstrzymując się przed dokończeniem swojej wizji. Odetchnęłam głęboko, nerwowo przebierając palcami. Matko, jak ciężko jest mi się opanować!
         — Och… tak, spacer. Przechadzka po świeżym powietrzu dobrze nam zrobi. — uśmiechnęłam się szeroko. Tak po prawdzie to byłam z lekka zawiedziona, że nie będzie mi dane obejrzeć z wewnątrz pokoju swojej oblubienicy. Oczywiście zawsze mogłabym się tam zakraść i… Nie! Nie… dam radę, wytrzymam. To musi być… wyjątkowe, nie mogę tego zrujnować swoim zniecierpliwieniem. Poczekam, aż zaprosi mnie osobiście. Tak, dokładnie, zaprosi mnie, na pewno, już niebawem.
         Zanim wyszłyśmy na zewnątrz, Junko wyraziła chęć pójścia po odzienie wierzchnie do swojego pokoju. Oczy zaświeciły mi się jak miliony monet i niemal natychmiast wyraziłam chęć pójścia z nią na górę. Junko było to chyba obojętne, bo nie zaoponowała, tak więc z podekscytowaniem ruszyłam za nią schodkami, ku jej lokum. Szatynka nacisnęła klamkę i weszła do środka, od razu zmierzając w kierunku przestronnej szafy. Ja w tym czasie stałam urzeczona tuż przez rozwartymi drzwiami, chłonąc każdy szczegół z królewsko wyglądającego pokoju. To ogromne łóżko… mogłam sobie jedynie wyobrażać jak miękkie i wygodne musiało być. Chociaż najbardziej nęcił mnie fakt, że to Junko–sama kładzie się w nim co dzień, być może w jakiejś ciasno opinającej jej walory, satynowej koszuli nocnej, świeżo po kąpieli w drogich, perfumowanych olejkach do kąpieli. Zrobiłam głęboki wdech, wyobrażając sobie jak cudownie musi pachnieć jej pościel. Miałam teraz niemożebną ochotę rzucenia się na materac i wtulenia twarzy w poduszkę, zapewne przesiąkniętą wonią jej zwyczajowego szamponu do włosów. Oparłam się o framugę drzwi, chcąc zachować równowagę, bo czułam już jak od tych jakże żywych rozmyślań robi mi się słabo.
         Junko w tym czasie zapinała ostatni guzik swojego granatowego płaszcza, w którym wyglądała doprawdy przeuroczo i nim się spostrzegłam już kierowałyśmy się schodami w dół. Byłam naprawdę niepocieszona. Ta chwila eksploracji była stanowczo za krótka! Nie miałam wystarczająco czasu, aby pozachwycać się nad każdym elementem jej pięknie urządzonego wnętrza, pozastanawiać jak wygląda jej codzienna rutyna, gdzie i co może przechowywać, jaką bieliznę nosi…
Kilka chwil później już przechadzałyśmy się po terenie wokół akademii. Minęło trochę czasu nim odważyłam się poruszyć jakiś temat. Co by tu dużo mówić, przed przyjazdem tutaj marzyłam o tej chwili nie raz i nie dwa, wyobrażałam sobie jak mógłby wyglądać nasz dialog, ale teraz… teraz kiedy to działo się naprawdę miałam niemal pustkę w głowie, a wszystkie pomysły na to, jak powinnam przeprowadzić z nią tą pierwszą rozmowę „sam na sam” wydawały się głupie i nienadające się do użytku.
         — Em… jak Ci się tutaj podoba, Junko–sama? Długo już tutaj jesteś? — Hah, tak jakbym nie wiedziała, śledząc każdy jej ruch. — Masz tutaj kogoś, kogo… lubisz? — zapytałam, przyglądając się jej uważnie. — Ekhem, chciałabym po prostu wiedzieć jakie osoby uznajesz za warte uwagi. Być może także udałoby mi się z nimi zaprzyjaźnić. W końcu… dopiero tutaj przyjechałam i nie wiem z kim powinnam się zadawać, a kogo omijać szerokim łukiem. — dodałam zaraz później, nie chcąc wyjść na przesadnie wścibską. Tak naprawdę oczywiście chodziło mi na poznaniu osób, które powinnam mieć na oku. Każda osoba, którą Junko wytypowała jako kogoś, kogo darzy choć odrobiną sympatii była moim potencjalnym wrogiem. Kimś, kto mógł odwracać ode mnie jej uwagę, kimś, kto mógł mi ją ukraść.
         Czekając na odpowiedź, do moich uszu dobiegł głośny szelest zarośli, tuż nieopodal nas. To „coś” musiało biec i zbliżało się do nas w naprawdę szybkim tempie. Z początku stałam w bezruchu, zastanawiając się, co to może być, ale już po chwili, gdy znajomy, srebrzysty łeb wysunął się spomiędzy zarośli, odetchnęłam z ulgą.
         — Ginpatsu, nie strasz mnie tak. — zaśmiałam się cicho, wyciągając rękę w kierunku zbliżającej się ku nas wilczycy. Lecz dokładnie w tej samej chwili przypomniałam sobie o swojej ukochanej towarzyszce, która zapewne nie miała pojęcia, co jest grane. Odwróciłam się z przestrachem do szatynki, łapiąc ją obiema rękami za dłoń i uspokajająco ją głaszcząc.
         — Wybacz, Junko–sama! Powinnam była uprzedzić Cię wcześniej. Ginpatsu to moja droga przyjaciółka już od paru lat. Znalazłam ją w lesie, gdy była jeszcze szczeniakiem. Miała poważnie skaleczoną łapę, dlatego też wzięłam ją w opiekę. Od tego czasu można by powiedzieć, że trzymamy się razem. Miała już niejedną okazję, aby dołączyć do swoich, ale zawsze wracała. Najwidoczniej nie chce zostawiać mnie samej. — uśmiechnęłam się ciepło. — Dlatego… nie masz się czego bać, od zawsze przebywała w towarzystwie ludzi, więc nie jest agresywna, zapewniam. — dodałam zaraz później, puszczając dłoń Junko i zwracając się w kierunku wilczycy o srebrzystej sierści. Ta podeszła ufnie, merdając puchatym ogonem i dopiero wtedy zauważyłam, że z dumą niesie coś w pysku.
         — Co tam masz, Ginpatsu? Patyk? — zaczęłam swoje rozważania, podsuwając rękę pod pysk zwierzęcia, które to chcąc się podrażnić, zaczęło skakać zwycięsko wokół mnie z tym czymś pomiędzy szczękami. Dopiero wtedy zauważyłam kolor tego czegoś i to zdecydowanie nie mógł być patyk. W końcu od kiedy drewno jest różowe?
         — Hej Ginpatsu, pokaż co to jest. — powiedziałam, sięgając do paszczy wilczycy i łapiąc za lekko wystający teraz czubek obiektu. Ginpatsu wtenczas dała za wygraną, zluzowując nacisk szczęk i pozwalając mi zabrać przedmiot. Łapiąc pewniej za końcówkę… musiałam nacisnąć jakiś… przycisk? Bo… urządzenie nagle zaczęło wydawać przeciągły dźwięk wibrowania. Wtedy dopiero dotarło do mnie co ja właśnie trzymałam. To był… wibrator. Spojrzałam na Junko z szokiem w oczach, przez dłuższą chwilę nie mając pojęcia, co powiedzieć, a kiedy już otrząsnęłam się na tyle, aby głos ponownie wydostał się z mojego gardła, pokusiłam się o zdanie, które niestety, nie było za bardzo błyskotliwe.
         — Widzę, że dobrze się tu bawicie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Almarien
Admin
avatar

Liczba postów : 61
Join date : 25/01/2017
Age : 27

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Nie Kwi 22, 2018 9:15 pm



Kyoki przystała na propozycję spaceru, więc udałyśmy się do mojego pokoju, skąd wzięłam płaszcz, a potem wyszłyśmy na zaśnieżone podwórze. Okrążyłyśmy akademik i ruszyłyśmy w las, przez jakiś czas wędrując w ciszy. Wiedziałam, że dziewczyna chciała porozmawiać, więc milczenie z jej strony wydawało mi się troszeczkę dziwne i nadawało atmosferze nieco nerwowości, bo sama także nie wiedziałam od czego powinnam zacząć, ale mimo to nie miałam wrażenia, że MUSZĘ zabijać tę ciszę, więc czułam się całkiem komfortowo. Sytuacja zmieniła się na chwilę, gdy w końcu się odezwała, bo zadała pytanie, które ścięło mnie z nóg - niemal dosłownie, bo fragment o "kimś kogo lubię" sprawił, że zamarłam w pół kroku, przerażona. Miałam wątpliwości, czy pyta o to, o czym właśnie pomyślałam i już czułam narastającą złość, coraz bardziej gotowa zbesztać ją za impertynencję, ale nim zdążyłam odnaleźć swój głos rozwinęła swoje pytanie do bardziej akceptowalnej formy. Zaśmiałam się nerwowo, ponownie podejmując marsz.
- Masz szczęście, że zjawiasz się właśnie teraz, bo w tej chwili zostały tu już chyba tylko godne tolerowania osoby. Daję słowo, jeszcze miesiąc temu to miejsce było pełne hołoty! - wywróciłam oczami, przybierając poirytowany wyraz twarzy. - Trzy czwarte uczniów nie miało krzty ogłady. Teraz jest... dużo bardziej kameralnie i o wiele przyjemniej, nawet jeśli obostrzenia regulaminu bywają uciążliwe.
Usłyszałam szelest w zaroślach, przerwałam więc i odwróciłam się w tym kierunku. Wilka się nie spodziewałam, ale sam w sobie nie zrobił na mnie takiego wrażenia, jak to, co niósł w pysku. Szybko też stało się jasne, że dostrzegłam to o wiele szybciej niż moja towarzyszka, która okazała się być właścicielką zwierzaka.
- Wszystko w porządku, Kyoki, ale... mmm... - wydusiłam, jednak wtedy uwaga dziewczyny na powrót skupiła się na wilku, nie dostrzegła więc, jak z rezerwą i obrzydzeniem wskazywałam na różowy wibrator. Na szczęście jednak sama właśnie to dostrzegła. Gorzej, że przez przypadek również go uruchomiła.
Zesztywniała, starając się nie ruszać z miejsca, ale jednocześnie odsunąć się jak najdalej od trzymanego przez Kyoki akcesorium, skrzywiłam się tylko.
- Możesz... możesz go gdzieś... wyrzucić? - zapytałam, jednym palcem gestykulując odpowiednio, co było dość trudne, zważając na to, jak bardzo próbowałam się w tym momencie skurczyć do minimalnych rozmiarów. - Mam z nim... niezbyt miłe wspomnienia. Wyrzuć go, proszę.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://immortal-academy.forumpolish.com
CoolCookie

avatar

Liczba postów : 3
Join date : 19/04/2017

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Yesterday at 11:22 pm

Julietta
Schodziłam po schodach, wystukując palcami rytm piosenki Feel Invincible. Już prawie otwierałam usta do śpiewu, gdy moim oczom ukazała się blond czuptyna. Uśmiechnięta zdjęłam słuchawki, po czym poczułam jego dłoń na głowie.
- Popsujesz mi mą boską fryzurę! - Odparsknęłam z uśmiechem.
- Idę coś zjeść... Może płatki... - Uśmiechnęłam się od ucha do ucha, po czym wymieniliśmy kilka zdań, a na koniec każdy oddalił się w swoją stronę. Założyłam spowrotem słuchawki po czym weszłam do pomieszczenia. Zaczęłam przeszukiwać półki w poszukiwaniu czegoś do "schrupania" gdy mym oczom ukazało się podełko czekoladowych kulek. Chwyciłam za pudełku, czując w ustach smak przepysznej czekoladowej rozkoszy, której nie da się opisać słowami, a tu.. Puste pudełko. Przeklnęłam pod nosem, odstawiając je na miejsce, ot co! Niech się martwi następny. Zamknęłam szafkę, po czym udałam się do lodówki. Wyciągnęłam sok pomarańczowy, bekon i jajka i zaczęłam sobie smażyć przepyszną jajecznicę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   

Powrót do góry Go down
 
Styczeń, po Sylwestrze
Powrót do góry 
Strona 8 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Część główna :: Wątki-
Skocz do: