IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Styczeń, po Sylwestrze

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 6, 7, 8, 9, 10, 11  Next
AutorWiadomość
Laurana

avatar

Liczba postów : 78
Join date : 28/01/2017

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Sob Lut 03, 2018 10:16 pm


Zadziwiające… Nie spodziewałam się tego jak zestaw 52 prostokątnych kart może zmienić panującą w całym pokoju atmosferę. Nawet nie musiałam się specjalnie starać by namówić dziewczęta do rozpoczęcia zabawy. Zasady gry w pokera poznałam dość wcześnie i w moim przypadku była to raczej wyższa konieczność niż przyjemność. W przeciwieństwie do przebywających na terenie akademika młodych wampirów nie posiadałam żadnego materialnego zaplecza, które pozwoliłoby mi żyć w dostatku. Luksusem był dla mnie zaścielony białym prześcieradłem materac od którego nie było czuć smrodu, pełen bak w moim ścigaczu oraz możliwość zakupu nowych ubrań. Poker niejednokrotnie ratował mój tyłek z opresji, dzięki niemu mogłam w dość szybki i łatwy sposób podreperować swoją sytuację materialną i prawdopodobnie gdyby nie ta gra szmaciana torba stojąca piętro wyżej nieopodal drzwi była by zupełnie pusta. Cały majątek jaki posiadała rodzina mojej matki przepadł po czystkach jakie na terenie Rosji urządził ród Ivarsen. Moim jedynym spadkiem były dwa nazwiska… I żadne z nich nie gwarantowało spokojnego, długiego życia… Z lekkiej zadumy wyrwał mnie głos Keiry. Uśmiechnęłam się delikatnie do czystkokrwistej gdy ta zbliżyła się do mnie, a widząc wyciągniętą w moim kierunku dłoń bez wahania przekazałam niebieskowłosej talię kart, które przyniosłam ze swojej sypialni.
- Coś czuję, że sama bym się nimi lepiej nie zajęła. – powiedziałam widząc z jaką wprawą je tasuje, a następnie usiadłam na tym samym fotelu co wcześniej. Wzięłam do ręki kieliszek z winem i przez chwilę wpatrywałam się w ciemnobordowy płyn czekając na rozpoczęcie gry. Keira zapytała o zasady gry, a ubrana w sportowy dres dziewczyna niemal natychmiast podjęła temat proponując by stawką były noszone przez nas ubrania. Nie przedstawiła się wcześniej więc postanowiłam wykonać pierwszy krok w tym kierunku.
- Podejmuję wyzwanie… - powiedziałam patrząc na długowłosą – Nie miałyśmy jeszcze tej przyjemności. Na imię mam Varya. – rzekłam, a sekundę później do moich uszu dotarł ciężki do zniesienia zgrzyt w chwili gdy Roxanne przejechała swoim paznokciem po szkle. Szkolna gwiazda domagała się należnej jej uwagi.
- W Twoim przypadku to raczej konieczność… - powiedziałam ponownie analizując ubiór wampirzycy. Postawiłabym cały swój dobytek na to, że nie ma na sobie grama bielizny więc nie było nic dziwnego w tym, że w momencie ustalenia zasad zaczęła liczyć ile wsuwek użyła by stworzyć swoją dzisiejszą fryzurę.  – Przecież nie chcemy by impreza skończyła się zbyt szybko. – stwierdziłam z zawadiackim uśmiechem, a następnie wypiłam na raz całą zawartość kieliszka. Sięgnęłam po stojąca na stoliku butelkę i natychmiast uzupełniłam braki alkoholu w szkle. W tej kwestii nie musiałam obawiać się porażki… Rosjanie nie jednokrotnie udowadniali, że w aspekcie picia nie mają sobie równych. Podniosłam karty ze stolika, a następnie dyskretnie rozejrzałam się dookoła próbując cokolwiek wyczytać z twarzy moich nowych „koleżanek”. Wymieniłam jedną kartę po czym by nie przedłużać rozdania ujawniłam swoje karty.
- Trójka siódemek… - powiedziałam jednocześnie sprawdzając co mają pozostałe dziewczęta. Rozdanie nie było dla mnie szczęśliwe gdyż przegrałam z karetą asów, które posiadała Keira. Roxanne ściągnęła kolczyki, Nymeria buty zaś Katerina (coś). Przez chwilę zastanawiałam się nad tym, którą część garderoby powinnam zdjąć po czym odchyliłam się nieznacznie od oparcia fotela, na którym siedziałam, dłońmi sięgnęłam do zapięcia stanika i rozpięłam go przez materiał bluzki. Z lekkim uśmiechem błądzącym na mojej twarzy ściągnęłam wpierw prawe, a potem lewe ramiączko po czym wyciągnęłam biustonosz spod bluzki i położyłam go na blacie stołu.
- Pora na drugą turę… - stwierdziłam zbierając rozłożone karty i tasując je z wprawą profesjonalistki, a następnie rozdałam karty dziewczętom. Zanim spojrzałam na swoje karty wpierw wyjęłam z niewielkiej torebki paczkę fajek oraz srebrną zapalniczkę na gaz. Włożyłam szluga do ust odpaliłam go i głęboko zaciągnęłam się tytoniowym dymem po czym wypuściłam powietrze z płuc tworząc nad głową szarą chmurę.
- Czy któraś z Was chce się poczęstować? - zaproponowałam znajdującym się w pomieszczeniu wampirzycom.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Savitur



Liczba postów : 13
Join date : 28/01/2017

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Sob Lut 17, 2018 1:19 am

Max szybko zdobył dla nas przepustki, ale mimo że trwało to tylko chwilę już zdążyłem zacząć tęsknić za jego uwagą, która na moment musiała zwrócić się na coś innego. Uśmiechnąłem się do ciemnowłosego, gdy nasz wzrok ponownie się spotkał. Później wspomniał o kurtce, a ja zamruczałem cicho, spoglądając na własne ubranie, o którym właśnie sobie przypomniałem. Niby dres uszedłby w tłumie, ale nie było to typowe odzienie na taką okazję. Powinienem coś z tym zrobić.
-Też na chwilę zniknę.- powiedziałem, odnajdując ponownie złote oczy.- Postaram się, żeby była ona krótka.
Spojrzałem za odbiegającym w kierunku pokoju chłopakiem, po czym udałem się do własnego, by w szybkim tempie zmienić sportowe ubranie na jeansy i burgundową koszulę. Później wystarczyło znaleźć kilka pasujących dodatków, założyć coś cieplejszego na wierzch i po wciśnięciu do kieszeni funduszy na dzisiejszą zabawę spotkać się ponownie z moim magnetyzującym towarzyszem.
Zabrał mnie do garażu, gdzie stał jego samochód. Motoryzacja nie była moją mocną stroną, ale zdecydowanie mogłem docenić to, co ukazało się moim oczom. Czarny Mustang z błyszczącymi srebrnymi elementami, odbijającymi garażowe światła. Klasyczny i piękny samochód zwracał uwagę i przyciągał podobnie jak jego właściciel.
-Wow...- powiedziałem tylko, przesuwając czule palcami po krzywiźnie maski, zanim wsiadłem do środka z Maxem.
Ciemnowłosy ruszył z miejsca, a ja wsłuchałem się w przyjemny, wibrujący dźwięk silnika. W radiu samochodowym leciał jakiś rock, ale nie rozpoznawałem piosenki. Spojrzałem za okno, przypatrując się miastu. Słyszałem o Afterlife, ale nigdy mnie tam nie było. Tak właściwie, to odkąd tu trafiłem praktycznie nie opuszczałem akademii. Cieszę się, że Max mnie stamtąd wyciągnął. Musiałem w końcu zacząć żyć. Może to przez nowe miejsce, ale zdecydowanie zrobiłem się tu mniej towarzyski. To nie było do mnie podobne. Czas to w końcu przełamać i obudzić się z tego dziwnego, mdłego stanu nadmiernego spokoju.
Z dostaniem się do klubu nie mieliśmy problemu. Znaleźliśmy się w środku, a ja ogarnąłem wzrokiem pełen neonowych świateł i ludzi lokal z głośną, wprowadzającą w taneczny trans muzyką. Uniosłem kącik ust, przeczesując dłonią włosy. Ta noc zapowiadała się świetnie.
-Chodź, postawię ci tę whisky.- rzuciłem z uśmiechem do ciemnowłosego wsuwając palce w rękaw jego kurtki tuż przy nadgarstku i ciągnąc delikatnie w kierunku baru.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
altivia

avatar

Liczba postów : 54
Join date : 07/03/2017
Skąd : Z lasu

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Sob Lut 17, 2018 1:49 pm

KEIRA

    Wzięłam kieliszek z dłoni Katheriny, która dygnęła przede mną, ukazując swój szacunek... A przynajmniej tak się w pierwszej chwili zdawało. Uśmiechnęłam się do niej delikatnie, o ile można tak nazwać nieznaczne uniesienie kącika ust, nie mającego wpływu na mimikę pozostałej części twarzy. Katherina Koslov... Jej rodzina nie miała w żadnym wypadku konfliktów z moją rodziną, ale też nie przypominałam sobie,  by na jej familii ciążyły długi w stosunku do Pentragramów. Jej zachowanie postanowiłam odebrać jako koleżeński wygłup i ironię, bynajmniej nie w negatywnym sensie, jak byłoby to w przypadku Kiryuu.
  - Dziękuję, następnym razem ja naleję- odparłam, przenosząc wzrok na stolik, na którym miałam już rozdawać pierwszą partię, gdyby nie ciekawy pomysł, który padł z ust czarnowłosej. Zerknęłam na dziewczęta, które niedługo zastanawiały się nad przyjęciem propozycji, analizując w tym samym czasie ich ubiór i to, że w aktualnej sytuacji jestem na przegranej pozycji... Przejechałam dłonią po jedwabistych włosach, usuwając sobie sprzed oczu niebieski kosmyk do tyłu.  
  - Miłe urozmaicenie- zgodziłam się, ostatecznie rozdając każdemu po tyle samo kart i stawiając resztę na stole. Wziąłszy swoje własne, przeanalizowałam średnią sytuację w jakiej się znajdowałam i ostatecznie wymieniłam dwie karty, zmieniając w tym samym czasie ułożenie swoich nóg. Po chwili ukazałam reszcie zdobytą karetę, ujęłam w dłoń kieliszek i wypiłam parę łyków, delektując się dobrym trunkiem, w którym mimo wszystko brakowało mi parę kropel krwi...
  - Zamierzasz Varyo opanować dotychczasowy materiał w pojedynkę? Jeśli będziesz miała jakiekolwiek komplikacje, mogłabym dostarczyć Ci zebrane dokumenty... W końcu zdecydowałaś się dokształcić w Akademii- powiedziałam, biorąc kolejny pakiet kart, póki co rezygnując z okazji zapalenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Almarien
Admin
avatar

Liczba postów : 104
Join date : 25/01/2017
Age : 27

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Czw Mar 01, 2018 6:24 pm



Poker klasyczny jeszcze przed pierwszym rozdaniem zmienił się w pokera rozbieranego, co przyjęłam z cichym śmiechem. Zapowiadało się ciekawie, nie ma co! Pozostawało jeszcze tylko pytanie, jak bardzo dopisze mi szczęście - bo przy tej odmianie gry nie było co liczyć na umiejętności, niestety. Grając w hold'ema zawsze dobrze mi szło, bo wiedziałam kto blefuje i kiedy powinnam grać, a kiedy odpuścić. Tutaj nie miało być tak łatwo i potwierdziło się to już w pierwszym rozdaniu - karty miałam okropne, na wejściu zupełny szajs, a po wymianie tylko para siódemek, szybko więc pożegnałam się z butami. Jednak już w następnej partii było nieco lepiej. Szóstka, siódemka i ósemka, wszystkie w czerwieni... do tego dziesiątka, ale trefl i dwójka karo. Mogłam celować w pokera lub straighta, ale pozostawała jeszcze kwestia prawdopodobieństwa. Mogło się skończyć tak, że zostałabym z gołą parą na ręce i cześć.
Stukając paznokciami o kolano przez chwilę wpatrywałam się w karty. Kilka dziewczyn zdążyło już wymienić swoje. Varya zaproponowała każdej papierosa.
- Dzięki - powiedziałam, sięgając po jednego i pochyliłam się, ku niej, by odpalić go od podanego przez nią ognia. Zaciągnęłam się, wypuściłam dym z ust i jeszcze raz zerknęłam w karty. Trącając kciukiem ustnik zagryzłam lekko wargę i w końcu podjęłam decyzję.
- Cztery - powiedziałam, oddając wszystkie, poza ósemką, tym samym rezygnując z szansy na pokera, który i tak wydawał się mało prawdopodobny. Nie ma ryzyka, nie ma zabawy, prawda?
Okazało się, że było to BARDZO dobre posunięcie z mojej strony.
- Full - powiedziałam, kładąc na stole zestaw trzech asów i dwóch ósemek. Nie były to fantastyczne karty, ale była spora szansa, że nikt mnie nie przebije, szczególnie, że zgarnęłam większość asów z puli. Poker był raczej mało prawdopodobny, więc mogła mnie przebić chyba tylko jakaś lamerska kareta.
Nikomu się jednak nie udała ta sztuka. Zarechotałam głośno, zadowolona z siebie, zebrałam fanty od dziewczyn i zabrałam karty. Z pewnym siebie uśmiechem, zręcznie potasowałam talię i rozdałam kolejną partię.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Almarien
Admin
avatar

Liczba postów : 104
Join date : 25/01/2017
Age : 27

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Czw Mar 01, 2018 7:45 pm



W klubie były gorąco i głośno. Ludzie skakali, tańczyli w rytm serwowanej przez DJamuzyki. Pod ścianą niedaleko od wejścia jakaś para trwała w namiętnym uścisku. Uśmiechnąłem się na ich widok, pozwalając by panując tu atmosfera powoli udzieliła się i mnie.
Liam chyba też się wkręcał, bo szybko pociągnął mnie w kierunku baru, oferując drinki. Nie trzeba chyba nadmieniać, że nie stawiałem oporu?
- To chyba ja powienienem stawiać, nie sądzisz? W końcu to był mój pomysł - zapytałem, zmniejszając dystans między nami, nim jeszcze dotarliśmy do celu, ale nie zamierzałem obstawiać przy swoim. W końcu to była jego decyzja i tak naprawdę zupełna drobnostka. Raz on, raz ja... Co za różnica, który zafunduje pierwszy?
Wokół kontuaru jak zwykle zgromadzony był mały tłumek, a barmani starali się nadążyć za napływającymi stale zamówieniami. Zwykłemu człowiekowi nie byłoby łatwo gdzieś tam się wepchnąć, ale nam udało się to stosunkowo szybko.
- Highlander - rzuciłem w stronę mężczyzny, by potem zerknąć na Liama z brwią uniesioną w poszukiwaniu przyzwolenia. W akademiku czysta whisky była dobrym pomysłem, bo alternatywa była niewielka, ale tutaj chyba mogliśmy zaszaleć, prawda? Ostatecznie gin i whisky to tylko drobne odstępstwo od oryginalnego pomysłu.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
altivia

avatar

Liczba postów : 54
Join date : 07/03/2017
Skąd : Z lasu

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Pią Mar 02, 2018 9:56 pm

Aya Kiryuu

    Wypełniło mnie poczucie ulgi, gdy przede mną pojawiła się dłoń. Złapałam Eiichiego bez większego namysłu i pozwoliłam się podciągnąć, oddalając się tym samym od martwego potwora, przez którego jeszcze chwilę wcześniej mogłam stracić życie. Drugi raz i tym razem bezpowrotnie.
    Czułam na sobie jego wzrok, najwyraźniej szukającego obrażeń. Martwił się? I może poczułabym spore pokłady wdzięczności, gdyby nie słowa, wychodzące z jego wykrzywionych ust w następnej chwili.  
  -Huuh? Szłam za Tobą- powiedziałam z dziwną chrypką, która po chwili mi jednak przeszła, choć mój głos nadal nie brzmiał tak, jak zazwyczaj. Wstrzymałam powietrze, nie wiedząc jak się zachować, gdy na mnie warknął. Mieszanka wstydu, złości i ochoty zapłakania sprawiła, że postanowiłam nie robić kompletnie nic...  
  - Mm kurwa- zaklęłam pod nosem, najcichszej jak potrafiłam, idąc za Eiichim. Miałam mu wszystko później opowiedzieć? Że niby co się takiego stało, czego nie mógł się domyślić? Sądził, że mnie nie zaatakują? Czy może jest taki zdziwiony, bo się okazało, że nagle przeżyłam? Jaki był jego plan, do chuja pana... Trochę mu ufałam, a trochę jednak nie. Był nieobliczalny. Musiałam widzieć w nim tylko trenera, nie brata, który przyjdzie mi z pomocą, gdy będę w niebezpieczeństwie. To był cholerny problem. Choć próbowałam być samodzielna, choć zawsze wolałam pierwiastek wolności, gdzieś podświadomie wiedziałam, że mam przy sobie kogoś, dzięki któremu jestem bezpieczna. Musiałam się wyzbyć tego uczucia. Wyzbyć, ale też nie dać się sparaliżować strachu.
    Zatrzymałam się gwałtownie, gdy przed twarzą poczułam wibracje zbliżającego się obiektu. Wyminęłam pośpiesznie latarnie, na którą prawie wpadłam i skarciłam się w duchu za zamyślenie. Skręciłam w alejkę, kierując się za czarnowłosym i chwilę potem usłyszałam strzał. Ryk i pisk umierającego poziomu E był utrapieniem dla uszu, a odór krwi, bynajmniej nie kuszącej w aktualnej chwili, był o wiele bardziej wyczuwalny niż wcześniej. Zesztywniałam nagle, czując, że coś się na mnie zbliża. Zanim jednak zdążyłam w ogóle pomyśleć o jakimkolwiek uniku, poczułam gwałtowne, mocne uderzenie, które odepchnęło mnie kilka metrów dalej. Wszystko działo się tak szybko. Tak szybko, że hałas robiony równocześnie przez odgłosy walki, pisku i ryk, który wyrwał z mojej głowy resztki jakichkolwiek myśli.
  -Eiichi!- krzyknęłam spanikowana, widząc jak stwór wtapia swoje zębiska w jego ciało. Widok krwi, odchodzącej skóry, paszczy i ciemnych oczu, w których jedyne co było widoczne to bezsprzeczna żądza mordu, mocno zakodował mi się w pamięci. Bałam się wykonać jakikolwiek strzał, wiedząc, że mogę również trafić Eiichiego. Mimo to sięgnęłam po pistolet, lecz nim zdążyłam cokolwiek zrobić, ciało morderczego wampira zrobiło się bezwładne, a i wkrótce upadło na ziemię. Normalny człowiek już dawno by zemdlał z powodu utraty takiej ilości krwi...
    Podbiegłam do niego, modląc się w duchu, by żadnego z levelów E nie przyciągnęło w tym momencie do alejki. I gdy popatrzyłam na niego, to przysięgam na Boga, że gdyby Ból miało twarz, własnie tak by wyglądała...
  - Chwilkę?- szepnęłam, kucając obok niego. Nie mamy... Żadnej chwilki. Pokręciłam głową, patrząc na jego rozszarpaną rękę, a raczej jej pozostałości.  
  - Nie możemy... Przyjdą tu zaraz, prawda? Musimy stąd spierdalać, Eiichi. To się nie uda, ich jest za dużo, a Ty... Przepraszam... Przepraszam- mówiłam szybko na skraju łez, do których nader wszystko nie chciałam doprowadzić. Chciałam podwinąć rękaw bluzy, jednak widząc jej opór przez wilgotność i bród, odgarnęłam wilgotne od deszczu i potu włosy.  
  - Nie jestem wymarzonym dla ciebie posiłkiem, ale nikt nie oczekuje kawioru by dojść do sił, prawda?- i choć jego ugryzienie prześladowało mnie w snach przez pierwsze paręnaście dni od przemiany, w tej chwili nie widziałam lepszej opcji. Już dawno mi przeszło.
    Warczenie i coś w postaci szalonego chichotu doszło do mych uszu, przez co na mych rękach pojawiła się gęsia skórka. Wstałam i odwróciłam się gwałtownie, widząc dwa stwory na początku alejki i wyczuwając jednego nad nami... Na dachu. Pomacałam za bronią, której nie mogłam wyczuć, zerknęłam na Eiichiego nie wiedząc co robić... Mocne zaciśnięcie dłoni w pięść sprawiło, że paznokcie wbiły mi się boleśnie w skórę... I nagle stało się coś, czego nie przewidziałam.
    Level E straciły nami zainteresowanie. Ich głowa skierowana była w przeciwnym kierunku, nasłuchiwały czegoś, czego ja dosłyszeć nie mogłam... A potem puściły się biegiem, z niewidoczną dla ludzkiego oka szybkością, zostawiając nas samych na drodze...
  - O co chodzi? Wyczuli człowieka? Ja nie czuję...- powiedziałam, tym razem odpinając i zdejmując z siebie bluzę, po czym uklęknęłam przy nim i wzrokiem dałam znać, by się ośmielił. To była nasza szansa, która mogła szybko się skończyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Savitur



Liczba postów : 13
Join date : 28/01/2017

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Nie Mar 11, 2018 2:06 pm


Max zwrócił uwagę na fakt, że to on mnie tu zabrał, ale tak naprawdę nie miało to wielkiego znaczenia. Zresztą obaj nie podchodziliśmy zbyt sztywno do podobnych zasad. Wzruszyłem ramionami, wciąż okazując swoje pełne zadowolenie z tego, że wyszliśmy w podobne miejsce.
-Mogę nam postawić pierwszego. Następnym razem ty płacisz.- powiedziałem do Maxa, na co mężczyzna się nie sprzeciwiał. Zresztą nie było po co.
Podeszliśmy do kontuaru, szybko zwracając na siebie uwagę barmana. Było tu tłoczno. Czułem, jak ciała otaczających mnie osób przyciskają się do mojego, w tym to, należące do Maxa. Stykaliśmy się ramionami, stojąc zaraz przy sobie. Niby nic niezwykłego, ale jednak jego ciało wydawało mi się cieplejsze od pozostałych, mimo że zdecydowanie nie było to prawdą. Gdy zapytał o Highlandera, zagryzłem delikatnie wargę, lecz zaraz się uśmiechnąłem i skinąłem głową. Nie pijałem takich rzeczy, ale z nim nie miało znaczenia co będę wlewał w swoje gardło. Równie dobrze mógłby mi zaproponować olej silnikowy, a ja i tak bym się zgodził. Dostaliśmy swoje szklanki i upiłem łyk palącego płynu. Gin swoim subtelnie ziołowym smakiem jałowca łagodził drażniący, wytrawny smak złotego płynu, z którym został zmieszany. Mimo wszystko nadal był to mocny alkohol, który palił mnie w język, a następnie przełyk, kiedy zdecydowałem się go połknąć. Z jednej strony chyba lepiej było się tym nie delektować, z drugiej połknięcie naraz nie wydawało się zbyt dobrym pomysłem. Odjąłem szklankę od ust, podnosząc wzrok na ciemnowłosego. Po prostu zobaczę w jakim tempie on to pochłonie i się dostosuję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Laurana

avatar

Liczba postów : 78
Join date : 28/01/2017

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Nie Mar 11, 2018 6:14 pm


Musiałam przyznać, że z każdym kolejnym zrzuconym elementem garderoby gra robiła się coraz to bardziej emocjonująca. Na stojącym pośrodku pomieszczenia stoliku leżał już należący do mnie czarny, koronkowy stanik oraz srebrna bransoletka, która wcześniej zdobiła mój nadgarstek. W pierwszych dwóch rozdaniach zabrakło mi szczęścia lecz podświadomie czułam, że wkrótce los podaruje mi swoją szansę. Zagryzłam nieznacznie wargę uważnie obserwując jak Nymeria tasuje talię kart jednocześnie delektując się smakiem papierosa. Czułam rozchodzące się po całym moim ciele przyjemne pobudzenie za które odpowiedzialna była nikotyna. W międzyczasie usłyszałam głos Keiry oraz skierowane do mnie pytanie. Ściągnęłam brwi ku sobie zastanawiając się czego tak naprawdę chciała się dowiedzieć. Zanim odpowiedziałam najpierw zgasiłam papierosa, a niedopałek zostawiłam w popielniczce. Nieustannie musiałam sobie przypominać, iż znajduję się w miejscu gdzie jedna, nawet pozornie nieistotna informacja mogłaby dostarczyć komuś wiedzy na temat mojego pochodzenia czego za wszelką cenę starałam się uniknąć.
- Jestem zaskoczona Twoją propozycją Keiro. W pozytywnym sensie. Oczywiście nie śmiałabym odrzucić tego rodzaju pomocy i chętnie z niej skorzystam. – powiedziałam uśmiechając się do dziewczyny z udawaną wdzięcznością ponieważ nie mogłam odsunąć od siebie wrażenia, iż jej oferta zawiera jakieś drugie dno. Podniosłam karty ze stolika i przez chwilę wpatrywałam się w nie intensywnie. Miałam możliwość podjęcia ryzyka, które mogło się opłacić lub też przygotować się na to, że pośród innych ubrań znajdą się również moje buty. Wymieniłam trzy karty i z trudem utrzymałam obojętną minę by nie zdradzić reszcie dziewcząt, że trzymam w dłoni królewskiego pokera. Opróżniłam kieliszek i szybko po raz kolejny sięgnęłam po butelkę. Jak dużo już wypiłam? Z pół butelki wina? Powinnam dodać do rachunku jeszcze wcześniejszego drinka z Aaronem. Co ciekawe wyczuwałam jego obecność gdzieś w okolicy garażu w towarzystwie nieznanej mi osoby. Czyżby ktoś mnie śledził? Niemożliwe. Byłam całkowicie pewna, że nie zostawiłam po sobie żadnego śladu. Żadnej poszlaki świadczącej o tym gdzie się udaję. Poza tym raczej nikt by nie szukał mnie w TYM miejscu. Pod samym nosem braci Marou. Potrząsnęłam głową próbując skupić się na obecnej sytuacji. Z szerokim uśmiechem na twarzy ujawniłam swoje karty po czym obserwowałam jak dziewczęta oddają swoje fanty. Wstałam z miejsca i zbliżyłam się do stojącej pod telewizorem wieży.
-Co powiecie na odrobinę dobrej muzyki? – zapytałam ustawiając jakąś popularną stację radiową.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Almarien
Admin
avatar

Liczba postów : 104
Join date : 25/01/2017
Age : 27

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Nie Mar 11, 2018 7:02 pm



Spoglądając w swoje karty siłą musiałam się powstrzymać, by nie wywrócić oczami i nie westchnąć głęboko, z niedowierzania i irytacji, które to uczucie wzmocniło się tylko, gdy owe karty wymieniłam. Nie miałam nic, zupełnie nic. Najpierw rozstrzelony w trzy dupy zestaw z nijak ze sobą nie powiązanych figur i kolorów. Zostawiłam sobie najmocniejszą kartę, którą był walet karo, ale po podmiance nic zupełnie mi do niego nie podpasowało. Zaczęłam zdejmować kremowy sweter i ukazując czarny, koronkowy stanik jeszcze zanim Varya ujawniła swojego książkowego pokerka i bez słowa rzuciłam go gdzieś w jej kierunku. A miałam takie nadzieje! Myślałam, że szczęście będzie się do mnie uśmiechać trochę dłużej. Jednakże skoro postanowiło znowu mnie opuścić, równie dobrze mogłam darować sobie asekuracyjną grę i wybieranie spinek z włosów. Jak się bawić, to się bawić.
- Dobry pomysł - rzuciłam, wypuszczając dymka i osuszając do dna kolejny kieliszek. Potem wstałam z kanapy i podeszłam do znajdującej się nieopodal wystawy opróżnionych w różnym stopniu butelek. Znalazłam jakieś półsłodkie wino i nalałam sobie tyle, ile wlazło do kieliszka, odstawiłam pustą butelkę i wybrałam z zestawu kolejną, w której jeszcze coś było, po czym zabrałam ją do prywatnego użytku, a potem wróciłam na swoje miejsce. No, prawie. Zamiast na sofie, usiadłam na podłodze, u jej stóp.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 51
Join date : 27/01/2017

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Nie Mar 11, 2018 7:23 pm


     Prawdopodobnie wypicie tego trunku przed podróżą na motorze nie było dobrym pomysłem, ale chuj mnie to obchodziło. Od dawna próbowałem wyciągnąć od niego ten specyfik, ale zawsze miał mnóstwo argumentów przeciw temu urozmaiceniu. Tym razem nawet nie musiałem prosić.
     - Czym przyjechałeś? – zapytałem, podnosząc bagażnik motoru do góry i wyciągając z niego kask.
     - Stoi przed bramą. – Uśmiechnąłem się pod nosem, bo wiedziałem, o czym mówił. Po krótkiej chwili zastanowienia i przekładania kasku z prawej ręki do lewej, schowałem go do pojazdu i pozostałem bez zabezpieczenia w takiej postaci. Przy wypadku i tak nic by mi się nie stało. Jedyną odmianą byłby czas, w którym wróciłbym do pierwotnej postaci, a który miałbym poświęcić na oddalenie się od miejsca kolizji, żeby nikt nie zobaczył „cudu samoleczenia”. Chociaż jaka to była różnica, czy ludzie się dowiedzą czy nie? Po co tak właściwie się ukrywaliśmy? Byliśmy tak samo częścią natury jak ludzie tylko bardziej perfekcyjną i zdziczałą, lepszą. Mogliśmy kontrolować siebie, swoje rządze, emocje i przede wszystkim mogliśmy kontrolować innych. Żaden człowiek nie był w stanie nam się oprzeć.
     Usiadłem na motorze. Moje dłonie zetknęły się ze skórzanym obiciem rączek od kierownicy. Przyjemny dreszcz przebiegł po moim ciele, bo w ostatnim czasie korzystałem głównie z samochodu. Czułem jak gęsia skórka, pojawiająca się na myśl o czekającej mnie przygodzie, błądzi od moich dłoni, aż po ramię. Umyślnie wyprostowałem palce w momencie, w którym dreszcz się obudził, jakby dzięki temu miał być intensywniejszy i tak właśnie było. Wraz z poruszającą się ręką, ten promień wędrował dalej, jak piłeczka, którą byłem w stanie kontrolować, i która szła tam gdzie chciałem. Zaintrygowany puściłem rączkę i spojrzałem na dłoń, jakbym próbował dostrzec tę właśnie piłeczkę. Wyobrażałem ją sobie jako czerwoną kropkę, która bardzo powoli przepływa w moich żyłach, ciągnąc za sobą przyjemność. Nie zalała mnie nagłą falą tylko stopniowo zajmowała kolejne fragmenty ciała, jakby narastając. Słyszałem jak działał trunek od Rainera, ale poczuć go na własnej skórze to było coś niesamowitego. To uczucie było porównywalne do momentu, w którym kły przebijały skórę kobiety, aby dostać się do krwi, tylko spotęgowane. Wędrował ten sam promień, ale w zupełnie innym kierunku, w inny sposób, wolniej i przede wszystkim intensywniej. Uśmiech rozświetlił moją twarz, a ja złapałem kierownicę, włączyłem silnik i ruszyłem od razu mocno naciskając gaz. Wibracje, które świadczyły o puszczeniu maszyny w ruch przeszły na mnie. Silnik warkotał jak muzyka dla uszu a przyspieszenie uzależniało.
     - Czas zatańczyć… - odezwałem się opuszczając garaż i błyskawicznie skręcając. Przechyliłem motor jak najbardziej się dało, wystawiając nogę jako asekurację i wskoczyłem w bramę, prostując się z całym sprzętem. Nie czekałem na Rainera, bo wiedziałem, że zaraz dołączy. Skupiłem się na ulicy i na przyjemności wypełniającej moje ciało. Drogę znałem na pamięć, poza tym kierowałem się najbardziej intensywnym zapachem alkoholu, ludzkich ciał i pożądania. W głowie aż huczała mi muzyka „Voicians - Revolver”, chociaż nie mam pojęcia, skąd się tam wzięła.
     Pod klub dotarliśmy zdecydowanie zbyt szybko. Ostatnie dwa miejsca parkingowe miały zostać zajęte tuż przed nami, ale przyspieszyłem obrotów spychając jednego z drogi w stronę drugiego. Aby nie stracić panowania nad maszyną, skupili się na odzyskaniu kontroli, co i tak nie zapobiegło ich zderzeniu ze ścianą klubu. My ten czas wykorzystaliśmy aby zająć ostatnie wolne miejsca.
     - Brakowało mi tego – rzucił Rainer, zdejmując kask i zostawiając go pod krzesłem swojego motoru. W tym czasie ja wyjąłem kluczyki ze stacyjki, podrzuciłem je i schowałem do kieszeni.
     - Na mój koszt – zakomunikowałem, wchodząc z przyjacielem do lokalu, w którym aż roiło się od możliwych ofiar. Słuchając muzyki, puszczanej z głośników, zaciągnąłem się zapachem rozgrzanych ciał i niespełnionych pragnień.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Momoko
Admin
avatar

Liczba postów : 47
Join date : 28/01/2017

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Sob Mar 24, 2018 12:59 am


         Aya miała rację, nie mieliśmy czasu. Hałas i tak potężny rozlew krwi w jednym miejscu działały na nich jak zaproszenie. Zaciskając szczęki, spróbowałem odepchnąć się zdrową ręką od brudnej posadzki, lecz ilość utraconej krwi oraz strumień bólu wciąż przebiegający wdłuż barku i ramienia, spowodowały, że z gardłowym jękiem, zduszonym przez zaciśnięte usta, osunąłem się z powrotem na swoje miejsce.
         — Cholera — rzuciłem wściekle przez zęby, próbując chociaż dosięgnąć pistoletu, który wyrzuciłem z rąk, aby pozbyć się pożywiającej się na mnie bestii. Kiedy wreszcie znalazł się w mojej dłoni, począłem myśleć gorączkowo nad jakimkolwiek wyjściem z tej sytuacji.
         — Słuchaj… nie ruszę się stąd… jad… — w tym miejscu mój głos się załamał, spazm bólu wytoczył spomiędzy moich ust przeciągłe stęknięcie — najlepiej byłoby… gdybyś uciekła i… schroniła się w wozie, ale… nie ma pewności, czy… po drodze nie dorwie Cię… jeden z nich… dlatego musimy tu zostać i… strzelać, dopóki… starczy amunicji — wydusiłem, opierając niezwykle ciążącą mi głowę o ścianę. — jak się skończy… wiej — dokończyłem, wsuwając pistolet między nogi, aby móc go przeładować.
         W tym czasie Aya była już na skraju łez, i choć nie wiedziałem czy to ze strachu, poczucia winy czy obu na raz, zaraz moje oczy rozwarły się szeroko, gdy zobaczyłem jak białowłosa próbuje podwinąć rękaw mokrej od deszczu bluzy i zbliża się do mnie, mówiąc coś o posiłku.
         — Co Ty… chcesz… — krótką wymianę zdań przerwały piski zbliżających się potworów, które wydawały się nadciągać z każdej strony. Ścisnąłem broń, wymierzając ją w gady najbliżej nas. Czekałem na moment, kiedy podejdą jeszcze bliżej, aby oddać precyzyjniejszy strzał, ale poziom E, ku zaskoczeniu zarówno mojemu jak i Ayi, zmył się czym prędzej, w jednym kierunku. Z głębokim westchnięciem, które mieszało w sobie zarówno chwilowe poczucie ulgi jak i kolejną, nadciągającą falę bólu, zluzowałem napięte mięśnie, opuszczając tymczasowo broń. Na pytanie Ayi, kiwnąłem głową.
         — Jedynie krew ludzka… będzie w stanie… odciągnąć je od innej krwi. To musi… być człowiek. — pozostaje tylko pytanie, czy był to zwykły obywatel czy może inny łowca... O tym pewnie wkrótce się przekonamy. Aya w tym czasie, pozbyła się zawadzającej jej bluzy i uklękła zaraz przede mną, podsuwając mi pod nos swoje przedramię. Siedziałem przez chwilę w całkowitym milczeniu, patrząc to na nią, to na jej rękę. To nie było coś, co chciałem zrobić i z czego byłbym dumny, szczególnie patrząc wstecz, na ból, jaki sprawiłem jej, kiedy ostatnim razem postanowiłem zrobić z niej swoją ofiarę. Można by nawet powiedzieć, że ją zabiłem… i to przeze mnie teraz jest tym, kim jest. Myśląc o tym, w sumie nigdy nie zastanawiałem się, czy takie życie ją satysfakcjonuje, czy nie wolałaby pozostać taką, jaka była. Jak wielką wciąż żywi do mnie urazę... i ile musi kosztować ją ten gest.
         Naraz odczułem coś, co śmiertelnicy zwykli nazywać wyrzutami sumienia, gdzieś w środku zrobiło mi się ciężko, nie chciałem patrzeć jej w oczy, nie chciałem ponownie się na niej pożywiać… Ale Aya miała słuszność, bez posilenia się, nie będę w stanie ruszyć się stąd przynajmniej przez godzinę, a nie wiadomo ile tak naprawdę nowy cel tych stworów będzie w stanie utrzymać ich zainteresowanie. Być może będzie to pięć minut albo i mniej.
         Z widocznym wahaniem ująłem jej nadgarstek, z ociąganiem przysuwając go bliżej swoich ust. Jednakże ugryzienie, które nastąpiło wkrótce później było już pewne i zdecydowane. Myśl, że tylko w ten sposób będziemy w stanie wyrwać się stąd bez dodatkowego szwanku, sprawiła, że odrzuciłem od siebie wcześniejszy żal i skupiłem się na praktycznej stronie medalu. Krew Ayi w jakimś stopniu złagodziła działanie jadu, na tyle, na ile było to w tej chwili możliwe – uśmierzyła trochę ból i dała mi siły. Oderwałem się sam, bez musu zareagowania Ayi, choć podejrzewałem, że bez tego by się nie obyło, gdyby dalej była człowiekiem.
         W niedługim czasie od posilenia się na białowłosej, poczułem napływ energii, który tym razem pozwolił mi normalnie wstać, bez konieczności drążenia paznokciami w ścianie.
         — Zabieramy się stąd. — zarządziłem, biorąc bluzę z jej rąk i na powrót zarzucając ją na jej odkryte ramiona. — Nic tu po nas. Sama się nimi nie zajmiesz, a ja w tym stanie rozwalę co najwyżej kilku, zanim na powrót opadnę z sił. — wyjaśniłem, jednocześnie rozglądając się na boki, w poszukiwaniu najlepszej z możliwych ścieżek, która najszybciej powiodłaby nas do mojego wozu.
         — Trzymaj się blisko mnie i stale obserwuj otoczenie, nie możemy pozwolić, żeby te kreatury zaskoczyły nas drugi raz. — poinstruowałem ją, ponownie ruszając przodem. Starałem się iść w miarę szybko, chociaż będąc pokiereszowanym przez tego gnojka, nie było to łatwe.
         W drodze ku wyjściu z miasteczka, w którym bruk spływał krwią, dostrzegłem w oddali sylwetki trzech mężczyzn, uzbrojonych w ostrza, rozcinające zbliżający się do nich poziom E.
         — Widzę, że pokwapili się o przysłanie wsparcia. — co zresztą było naturalnym następstwem niepoinformowania przeze mnie sekretarza w radzie o powodzeniu misji. Podejrzewam, że przybyli łowcy zdziwili się ilością panoszących się w miasteczku stworów, podobnie jak i ja, kiedy tylko przestąpiłem bramę i wyczułem w przybliżeniu liczbę wszystkich osobników. Najgorsze było to, że, o ironio, gdyby nie obecność Ayi, zapewne poradziłbym sobie z zadaniem sam. Zajęłoby mi to całą noc, ale zapewne wyszedłbym z tego w lepszym stanie niż byłem obecnie…
         Z gorzkim grymasem na twarzy w końcu wywlekłem swoje rozszarpane cielsko za mury miasteczka i wraz z Ayą zapakowałem się do pozostawionego tuż przed nimi auta. Będąc już na miejscu kierowcy, sięgnąłem po niewielkie pudełko, leżące na tylnym siedzeniu i wyjmując z niego rolkę bandażu, począłem prowizorycznie opatrywać swoje ramię, aby sącząca się krew nie zapaskudziła mi nowego wozu. Kiedy upewniłem się, że wypływająca z rany krew wchłania się w bandaże i nic mi nigdzie nie skapuje, odpaliłem silnik i ruszyłem w drogę powrotną.


Ostatnio zmieniony przez Momoko dnia Nie Mar 25, 2018 7:04 pm, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Almarien
Admin
avatar

Liczba postów : 104
Join date : 25/01/2017
Age : 27

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Sob Mar 24, 2018 10:59 pm



W następnej kolejce osuszyłam kolejny kieliszek i zrzuciłam spodnie. Potem znów przegrałam, dokończylam fajkę, wypiłam jeszcze trochę wina, pozbyłam się skarpetek, tym samym zostając jedynie w czarnej, koronkowej bieliźnie i bransoletce oplatającej lewy nadgarstek.
- Dobra, ja spasuję - powiedziałam, kładąc dłonie na blacie stolika i pochylając się lekko. Po mojej minie widać było, że absolutnie nie uznawałam tego za porażkę, bo uśmiechałam się szeroko, rozbawiona i rozluźniona. Po prostu widziałam, że szczęście mi nie dopisywało, a wiele dziewczyn siedziało jeszcze w sporej ilości ciuchów i wolałam przystopować. Dokończyłam to, co miałam w kieliszku, wstałam i okrążyłam stolik, by stanąć koło Varyi.
- Poczęstuj jeszcze - powiedziałam, puszczając jej oczko, a gdy wyciągnęła w moim kierunku paczkę papierosów, podziękowałam i wzięłam jednego. Pochyliłam się jeszcze, by go odpalić od ofiarowanego przez nią ognia, jeszcze raz podziękowałam i wróciłam do swojej miejscówki. Złapałam puste szkło i butelkę, z którą zaprzyjaźniłam się dwie partie temu i napełniłam kieliszek aż po brzegi. Potem przystanęłam przy końcu kanapy, tak żeby było jasne, że naprawdę już nie gram tej kolejnej partii. Z kieliszkiem w jednej ręce i papierosem w drugiej oparłam się nagim udem o podłokietnik, by obserwować grę, spokojnie sobie popalając. Ruchem głowy odrzuciłam do tyłu rozpuszczone włosy.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 51
Join date : 27/01/2017

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Nie Mar 25, 2018 12:06 am


   Nie miałam szczęścia w kartach, ale nieszczególnie mnie to bolało, ponieważ nie byłam jedyną. Dokładnie obserwowałam, co i w jaki sposób ściągała każda z kobiet. Śledziłam ich delikatnie ruchy opuszków palców po skórze, kiedy przez przypadek jej dotknęły, pozbywając się kolejnych części swojej garderoby. Nieświadomie błądziłam swoimi dłońmi po szklance w tempie tej, którą obserwowałam, upijając kolejne łyki wina. Do tej sytuacji przydałoby się coś lepszego, ale opuszczenie aktualnego miejsca w celu przyniesienia dodatku mogło zagwarantować mi przegapienie czegoś naprawdę… gorącego. Zbyt wiele niesamowitych obrazów zaprzątało moją głowę, żeby zająć się czymś tak mało istotnym. Atmosfera, która gęstniała z każdą kolejną minutą gry była o wiele bardziej skuteczna niż alkohol.  
     Kolejne przegrane partie pozbawiły mnie już całej biżuterii oraz szpilek. Karty z kolejnej, jakie udało mi się dostać, nie wiązały się z zachowaniem kolejnej części ubioru. Swoim palcem przejechałam po tym, co mi pozostało, zaczynając od bluzki i przez spodnie. Pod spodem była tylko jedna część bielizny. Natomiast Nymeria, siedząca pod moimi stopami pozostała już bez spodni, co skutecznie odwróciło moją uwagę od pozostałych graczy. Wspomnienia z odbytej nie tak dawno nocy zalały mnie falą. Zaczęłam więc oplatać sobie wokół palca kosmyk jej włosów, momentami może ciągnąc zbyt mocno, dopóki nie wstała i nie zmieniła miejsca. Gdzie ty się wybierasz? Wracaj mi tutaj…
     Zmrużyłam oczy, nie kryjąc swojego niezadowolenia. Pozostała w samej bieliźnie, seksownej bieliźnie (podejrzewałam, że innej nie miała w wyposażeniu swojej szafy) i zdecydowała się, może nieświadomie, odejść na pewną odległość. Cały czas, jaki poświęciła na sięgnięcie po kolejnego papierosa i zajęcie pozycji przy podłokietniku, nie spuszczałam z niej wzroku, przekonując się, że ten dystans wcale nie trwał długo. Jej ruchy, nawet takie zwykłe były precyzyjne, prawie perfekcyjne. Perfekcyjne były w łóżku, w noc sylwestrową. Kiedy szła skóra po jej wewnętrznej stronie prawego uda ocierała się o lewe i ten świst bardzo wyraźnie słyszałam, bo na nim się skupiałam. Nie wiedziałam czy świadomie, czy nie, ale kiedy przybierała aktualną pozycją, nasze ciała się zetknęły na ułamek sekundy, sprawiając że od czoła przy moim uchu spłynęła pojedyncza kropla potu, pozostawiając gęsią skórkę w miejscach, o które zahaczyła. Po ostatniej przegranej czekało mnie ściągnięcie jeszcze jednej części ubioru. Do tej pory byłam przekonana, że gdzieś na podłodze, albo oparciu kanapy wyląduje bluzka, ale upajający zapach rozgrzanej Nymerii zmieszany z dymem papierosowym i alkoholem zmienił mój pierwotny plan. Wyprostowałam lewą nogę, która wisiała poza kanapą, a przy wampirzycy i powoli, zgrabnie przejechałam stopą od dołu poprzez kostki, mocniej na nie naciskając swoimi palcami, następnie po wewnętrznej stronie piszczela, przy kolanie, aż do ud w kierunku krocza tylko po to, żeby przerzucić nogę przez podłokietnik i stanąć. Bez pośpiechu odpięłam wszystkie guziki spodni i zsunęłam je trochę z tyłka. Zatrzymałam ten ruch na środku ud i z powrotem usiadłam, tym razem na poduszkach i przodem do czarnowłosej.
     - Użyczysz mi swojej pomocy? – Zapytałam zaczepnie z szerokim uśmiechem wysuwając w jej stronę stopy, żeby pomogła mi się pozbyć spodni w taki sposób, aby ponownie zahaczyć stopą o jej udo. Ściąganie samemu byłoby nie tylko marnotrawstwem szansy, ale i pozbawione gracji. Ręce opierałam za sobą, żeby nie stracić równowagi, planując je zabrać, jeśli Nymeria nachyli się aby zacząć od części z guzikami. Jeśli zdecyduje się rozpocząć od dołu, to pozostawię to na inny raz. Mamy czas.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Almarien
Admin
avatar

Liczba postów : 104
Join date : 25/01/2017
Age : 27

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Nie Mar 25, 2018 1:14 am



Nie ukrywam, że stając tuż obok Roxanne wykazałam się małą dozą subtelności. Zaabsorbowana grą momentami byłam w stanie wyrzucić z głowy to, jak seksownie wyglądała w tym wdzianku, niemniej jednak męczyło mnie to odkąd zjawiła się w salonie i przez większosć czasu nieszczególnie się z tym kryłam. Dlatego tak, gdy w końcu miałam okazję skupić się na oferowanych widokach - szczególnie, gdy z czasem pojawiało się ich coraz więcej i więcej - po prostu stanęłam obok, chcąc być blisko niej. Czuć jej zapach, przywodzący na myśl przyjemne wspomnienia weneckiej nocy. Być może znów mieć okazję zerknąć, albo może nawet dotknąć krągłych pośladków, nadal jeszcze otulonych skórzanymi spodniami... Nie spodziewałam się jednak widowiska, które mi urządziła. Chociaż może "widowisko" to nie do końca właściwe określenie.
Poczułam dotyk z tyłu nogi i drgnęłam, odruchowo prostując się nieco bardziej, ale nie uciekłam. Domyśliłam się, że to ona, pozwoliłam jej więc piąć się w górę, czując słodkie mrowienie w miejscach, których dotykała, a im wyżej była, tym bardziej moje usta wyginały się w figlarnym uśmiechu. Nie mówiąc już o znajomym pulsowaniu, które odzewało się miedzy udami, tego jednak PRAWDOPODOBNIE nikt nie zdołałby zauważyć, nawet gdyby chciał, więc nie przejmowałam się zbytnio i po prostu cieszyłam się chwilą. Ale na tym się nie skończyło. Zerknęłam w tył, słysząc, że wstała i bez skrępowania obserwowałam, jak uwodzi ruchami, rozpinając spodnie... a potem, gdy poprosiła mnie o pomoc, uśmiechnęłam się całkiem szeroko, unosząc w górę kącik ust i ukazując lekko wysunięte kły. Tak się chciała bawić? W porządku.
Wypiłam trochę wina i postawiłam kieliszek na blacie, a wypaloną w połowie fajkę położyłam na kancie. Pochyliłam się nad nią i opuszkami palców musnęłam skórę, od dolnej części talii, przez cienkie paski stringów opierające się o biodra i zewnętrzną część ud, aż do krawędzi spodni. Materiał werżnął się lekko w miękkie ciało, podkreślając jego kuszącą krągłość i na ten widok przygryzłam dolną wargę. Wsunęłam palce pod brzeg i pociągnęłam, właściwie dozując prędkość, by nie szło to za szybko, ale ciągnąć na tyle mocno, by ruch był możliwie jak najbardziej płynny, a kiedy zsunęłam je aż do kolan, zatrzymałam się. Schyliłam się niżej, tak by być pewną, że opadające w dół włosy muskały skórę. Potem klęknęłam przed nią.
Delikanie ujęłam lewą nogę i uniosłam ją, jednocześnie ciągnąc za materiał, aż zupełnie ją z niego uwolniłam. Potem to samo zrobiłam z drugą, ale nim zabrałam się za ściąganie, musnęłam skórę na wewnętrznej stronie uda. Unosząc ją, złożyłam dyskretny pocałunek tuż nad kolanem. Powoli zsunęłam nogawkę. Ucałowałam kostkę, jeszcze raz lekko przygryzłam wargę. Potem zerknęłam na nią i wstałam z podłogi. Sięgając po fajkę i kieliszek odwróciłam się tyłem do niej, a następnie zajęłam miejsce na oparciu, tak jak ona wcześniej.
Na moich ustach widniał subtelny, ale zadziorny uśmiech. Zaciągnęłam się papierosem.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Laurana

avatar

Liczba postów : 78
Join date : 28/01/2017

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Nie Mar 25, 2018 2:34 pm


Moja rozmowa z Juliettą nie trwała zbyt długo. Wymieniliśmy kilka zwyczajowych złośliwości po czym rudowłosa udała się w bliżej nieokreślonym kierunku. Mnie natomiast zainteresował ożywiony gwar kobiecych głosów oraz unoszący się w powietrzu zapach tytoniu, który dochodził z salonu. Nie mając w planach nic lepszego postanowiłem udać się w tamtą stronę i szczerze mówiąc widząc to co zastałem w środku żałowałbym każdej innej decyzji jaką bym podjął. Zatrzymałem się w wejściu po czym oparłem się ramieniem o framugę drzwi i przez kilka sekund w milczeniu podziwiałem dość niecodzienną scenę. Serio… Niech mnie ktoś uszczypnie. Nawet w najbardziej śmiałych snach nie byłbym w stanie sobie czegoś takiego wyobrazić. Pięć kobiet plus alkohol… Spoko… To już kiedyś przerabiałem… Pięć nieziemsko PIĘKNYCH kobiet, alkohol, głośna muzyka oraz karty… Najprawdopodobniej rozbierany poker o czym świadczyć mogły ułożone na kawowym stoliku fanty. W tym momencie moje usta rozszerzyły się tworząc szeroki uśmiech, a język dotknął górnego uzębienia zahaczając o kły. Na początku mój wzrok zatrzymał się na Roxane i Nym. Trudno aby było inaczej skoro Martellówna właśnie pomagała ściągnąć czarnowłosej obcisłe spodnie, które przylegały do ciała Rox niczym druga skóra.
- Cudownie… - – mruknąłem cicho zafascynowany przedstawieniem jakie miałem przed swoimi oczami jednocześnie odzyskując głos. Zreflektowałem się.
- Witam piękne panie. – przywitałem się przechodząc przez próg. Moje spojrzenie nieśpiesznie przesuwało się po twarzach (i nie tylko) obecnych w pomieszczeniu wampirzyc aż w końcu dotarło do ciemnowłosej panny, którą widziałem po raz pierwszy. To właśnie do niej postanowiłem podejść.
- Widzę, że mamy gościa. Nie sądzę byśmy mieli okazję się poznać… Shane Kiryuu. – powiedziałem ujmując jej dłoń w swoją i całując wierzch.
- Varya Siergiejewna. – odpowiedziała obdarzając mnie delikatnym uśmiechem, który odwzajemniłem. Podejrzewałem, że to właśnie ona była inicjatorką tego całego zamieszania.
- Chyba muszę Ci podziękować. – powiedziałem patrząc prosto w niezwykle, jasnoniebieskie tęczówki, a na jej twarzy zauważyłem lekkie zdumienie. Nie miałem jednak zamiaru wyjaśniać dziewczynie co dokładnie miałem na myśli. Wyprostowałem się, a moja dłoń odruchowo powędrowała do kieszeni jeansów w poszukiwaniu telefonu. Wyciągnąłem urządzenie i szybkim ruchem palca odblokowałem ekran jednocześnie uruchamiając aparat. Zanim którakolwiek z nich się zorientowała co zamierzam uczynić cyknąłem kilka zdjęć.
- To do szkolnej kroniki. – stwierdziłem z szerokim uśmiechem na twarzy. Sekundę później już pisałem wiadomość do pierwszej osoby, która przyszła mi do głowy, a mianowicie mojego brata. Nie interesuje mnie gdzie się szlajasz głąbie ale wysyłam próbkę tego co Cię właśnie omija.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
altivia

avatar

Liczba postów : 54
Join date : 07/03/2017
Skąd : Z lasu

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Nie Mar 25, 2018 5:35 pm

Keira

Podrapałam delikatnie swój policzek długimi, matowymi paznokciami, które kolorystycznie wpasowywały się w noszoną przeze mnie suknię... Domyślałam się, że długo w niej nie zastanę, biorąc pod uwagę ułożenie kart, jednak nie odczuwałam z tego powodu większej przegranej... W międzyczasie jedna z dziewcząt puściła muzykę, która zapełniła ostatnie chwile bezwzględnej ciszy, wprawiając nas w nastrój zabawy i zdrowej, słodkiej rywalizacji...
Czas leciał zaskakująco szybko, a ja nie zwracałam większej uwagi na taktykę i karty... Bardziej interesowały mnie same uczestniczki, które przegrywały z widocznym niezadowoleniem, lecz gdy nadciągała chwila pozbycia się odzieży, robiły to niezwykle wprawnie, niby subtelnie, a jednak niesamowicie seksownie. Zatrzymałam wzrok na Roxanne i Nymerii, które cieszyły się swoim towarzystwem, nie wiedziały jednak że swoją bliskością sprawiają przyjemność również mnie. Spoglądałam na ich piękne twarze spod wachlarzu czarnych rzęs, wyobrażając sobie jak gładką skórę mają... Która pierwsza zadrżałaby pod moim ciężarem i dotykiem upojonych już warg? Z początku to Nymeria przyciągała większość mojej uwagi, jeszcze przed rozpoczęciem gry. Charakterystyczne rysy twarzy i ciepłe spojrzenie przyciągały do jej osoby, a mnie osobiście ciekawiło, jaką mimikę by przybrała w chwili wpojenia się w jej gładką, łaskotaną przez czarne kosmyki szyję.
Roxanne przyjęła ciekawą taktykę, subtelnie dając Martell znać o jej zainteresowaniu. Flirtowała delikatnym dotykiem, prosząc również o pomoc... Po chwili jej pośladki zostały uwolnione ze skóry, jaką wcześniej nosiła... Towarzyszyły im jedynie cienkie paseczki stringów, których, w mojej opinii, również mogłaby się pozbyć. Przed oczami stanęła mi wizja, jak moje palce stykają się z jej wypukłościami, a blada, jak porcelana skóra na chwilę przybiera zaczerwieniony odcień.
Odłożyłam własne karty na stół, wiedząc, że i ja muszę pozbyć się częsci garderoby. Zerknęłam na kupkę zgromadzonych już ubrań, wychwytując tam wzrokiem swoje buty i biżuterię, podzieloną sprytnie na kolejki, bez której już zapewne zostałabym bez niczego... A wolałam jednak nie przyciągać uwagi najwcześniej z obecnych tu kobiet. Wstałam, chwytając za suwak, w tym samym czasie, gdy do salonu wpadł nieproszony gość... Zmarszczyłam brwi, widząc jego rosnące zainteresowanie i podniecenie w błękitnych tęczówkach. Wybrałyśmy dosyć dostępny pokój, jak na taką zabawę, jednak...

Dźwięk robionego zdjęcia jakoś przełamał furtkę spokoju w moim umyśle... Bezczelne szczenię... Zaczęłam odpinać suwak, uspakajając się w duchu, by nie podbiec do niego i nie zrobić mu krzywdy. Działał na mnie trochę jak płachta na byka, co mnie irytowało, wiedząc, że jakaś część mojej kontroli się ułamała.
Czerwona suknia spłynęła z mojego ciała, ujawniając czarną, codzienną bieliznęi rzuciłam delikatnie ubranie na stertę.

- Drogie Panie... Wasz kolega zapragnął Wam zrobić sesję zdjęciową bez odpowiedniego wynagrodzenia... Chyba pora się o nie upomnieć- powiedziałam, czując jak świerzbią mnie palce. Upiłam do końca wino, po czym przełamałam podstawkę od naczynia i rzuciłam nim z dużą siłą w kierunku blondyna. Szkło wbiło się w ścianę kilka centymetrów od jego oczu.

- Czy może jednak grzecznie oddasz telefon?- spytałam, nie ukazując na twarzy większych emocji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Laurana

avatar

Liczba postów : 78
Join date : 28/01/2017

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Nie Mar 25, 2018 7:08 pm


Nie dało się nie zauważyć malującego się na twarzy Keiry niezadowolenia, które pojawiło się w tej samej sekundzie gdy tylko moja stopa przekroczyła próg pomieszczenia. Do tego najwyraźniej karty, które otrzymała w tym rozdaniu nie mogły zapewnić czystokrwistej zwycięstwa i chwilę później miałem okazję obserwować jak rozpina suwak,, a następnie zdejmuje długą, czerwoną sukienkę i rzuca ją na leżącą pośrodku stertę. Zacząłem poważnie się zastanawiać czy przypadkiem nie umarłem i trafiłem do swojego osobistego nieba. W sumie szanse na moją rychłą śmierć były dość spore zwłaszcza gdy dotarły do mnie słowa jakie wypowiedziała Keira.
- Ooh… Widzę postępy Mademoiselle. Zamiast bezceremonialnie przywłaszczać sobie moją własność usłyszałem coś co można by nazwać prośbą. – powiedziałem uśmiechając się do niej zawadiacko zawieszając wzrok na jej piersiach o kilka sekund dłużej niż pierwotnie zamierzałem. Podniosłem głowę na wysokość jej oczu po czym schowałem telefon do przedniej kieszeni spodni.
- Naprawdę chciałbym spełnić Twoje życzenie ale ściągnąłem sobie ostatnio trzydzieści nowych piosenek i nie zdążyłem jeszcze wszystkich przesłuchać. – odpowiedziałem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
altivia

avatar

Liczba postów : 54
Join date : 07/03/2017
Skąd : Z lasu

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Nie Mar 25, 2018 7:28 pm

Aya

To, co z siebie wtedy wydałam było coś na granicy pomruku, a zdławionego jęku. Dopiero po chwili, gdy zacisnęłam mocniej zęby udało mi się pozostać w ciszy. Jego tęczówki, choć czerwone, [przybrały głębszego koloru, a ja czułam się co najmniej dziwnie. Na plecach miałam dziwne dreszcze, z tyłu głowy nadal tańczył mi strach, ze którekolwiek z nich tutaj powróci...
Eiichi pił szybko, jego kły były twardo i głęboko wbite w moją skórę, niemalże paraliżując mi rękę. Jego język spijał każdą, co do wyjątku kroplę krwi... Jednak czułam wyraźną różnicę od ugryzienia sprzed paru lat. Teraz czułam odchodzące ze mnie siły, tak jak w czasie niesprecyzowanego treningu... Wtedy uchodziło ze mnie całe życie. Z mojego ciała i umysłu, każda komórka i narząd, im bardziej unerwiona, tym bardziej paliła od środka, pozostawiając na koniec uczucie zwęglonego i zużytego ścierstwa.
Posłuchałam brata, gdy odzyskał siły, zaciskając dłoń na drugim nadgarstku. Po drodze wypatrywałam wampirów, jednak to, kogo ujrzałam byli ku mojemu zaskoczeniu, garstka łowców... Nie spodziewałam się.
- Wiedzieli, że nam nie idzie, czy jak?- spytałam, lecz na to już nie dostałam odpowiedzi. Może zapytalam za cicho... Nie, pewnie uznał, że dostanie się do auta jest teraz kluczowym zadaniem. Pognałam za nim, czując jak błoto i woda drażnią moje ciało, które pewnie cuchnęło czymś całkowicie nieprzyjemnym.
- Nigdy nie sądziłam, że będę się tak cieszyć z pobytu z Tobą w jednym aucie- mruknęłam, zagryzając wargę i zerkając w jego stronę. Zdawał się przez chwilę nawet nie reagować na złośliwą uwagę... Tak jakby nic się nie stało. Ciekawe, czy takie sytuacje to dla niego norma, czy też nie...
- Ymm uuuh- mruknęłam, widząc jak rzuca gdzieś telefonem i naciska mocniej gazu. Aż tak nie może się pogodzić z porażką?
Droga powrotna minęła dwa razy szybciej, i nie to że mi się tak zdawało, ale rzeczywiście taka była. Eiichi jechał co najmniej jakby go cisnęło na kibel... Westchnęłam, widząc, jak wjeżdża do garażu, po czym przełknęłam gęstą ślinę. Wyszłam z auta, zastanawiając się co powiedzieć.
- Ymmm Eiichi... Dziękuję, mimo wszystk...
Jego ostatnie słowa doszły do mnie w tym samym czasie, w którym się zmył. Zszokowana patrzyłam w przestrzeń... Nie wierzę. Jednak chuj pozostanie chujem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Momoko
Admin
avatar

Liczba postów : 47
Join date : 28/01/2017

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Nie Mar 25, 2018 11:37 pm


         Po przejechaniu kilkudziesięciu metrów, poczułem wibracje w kieszeni spodni. Oho, już czekam na smsowy wywód jednego z pachołków rady z wrzutami co do niepowodzenia misji. Tsk, prawdziwy wrzód na dupie. Będą mnie znów wlec do tego przeklętego budynku o złożenie raportu i wyjaśnienia czemu poszło tak, a nie inaczej. Jak do tej pory moje zirytowanie było duże, tak teraz czułem się wręcz nim przepełniony od stóp do głów. Ręką, która i tak nie spoczywała na kierownicy, bo wszelki ruch nią sprawiał mi ból, wyciągnąłem komórkę, chcąc jedynie się upewnić o swoim przeczuciu.
         Gdy ekran się podświetlił, ujrzałem coś, czego bym się nie spodziewał. Nad powiadomieniem o wiadomości wyświetliło mi się imię Shane’a. Zmarszczyłem brwi. Czego ten pierdziel ode mnie chce?
Po kliknięciu na powiadomienie na ekranie pojawiła się krótka notka, po której miałem jeszcze większe wtf. Ale wtedy… zjechałem niżej. Moje oczy rozwarły się szeroko niczym nogi akrobatki przy szpagacie a szczęka zluzowała się o kilka centymetrów. Cycki, dupy, koronki, gładkie, długie, ogolone nogi… Nym, Rox, Keira… Mój wzrok skakał jak szalony z jednej postaci na drugą, nie wiedziąc co o tym wszystkim myśleć. Co się stało, czemu wszystkie były niemal gołe? A później moje wewnętrzne, męskie „ja” pierdolnęło mnie w mózg i zrozumiałem… Czy to było w tej historii ważne? Nie, nie sądzę! Liczyły się tylko widoki, a te były przednie.
         Nie wiedziałem ile zajęło mi podziwianie tego jednego, 6,5x4,4cm zdjęcia, ale zdążyłem zapomnieć, że siedzę za kółkiem, co w niedługim czasie poskutkowało zjechaniem z trasy i wyjechaniu na jakiś pierdolony pagórek, który postanowił pojawić się znikąd i wybić samochód do góry jak w jakimś filmie Need For Speed.
         — KURWWWWWW — wybełkotałem, kiedy wóz zatrząsł się przy upadku, prawie całkowicie budząc mnie z amoku. Zamrugałem kilkukrotnie, robiąc kilka głębszych wdechów i korzystając z chwili na drobną przerwę, wystukałem krótką wiadomość: ZARZ BD. Wsunąłem telefon na swoje dawne miejsce i przecierając z czoła niewidzialne krople potu, wcisnąłem pedał gazu i powracając na  trasę, z piskiem opon zacząłem pokonywać następne kilometry.
         Po zaparkowaniu, niemalże wyskoczyłem z fury jak na skrzydłach, zupełnie zapominając o Ayi i tym, że jeszcze przed chwilą pokładałem się na ziemi z bólu. Ostatnie metry, dzielące mnie od dormitorium pokonałem w podskokach radości. Najlepszy spóźniony prezent urodzinowy od losu ever!
         Z grzmotem drzwi wpadłem do środka, zastając widok dokładnie taki, jak na wiadomości. Niemal hiperwentylując się podszedłem do Shane’a i tyrpnąłem go z wyrazem niedowierzania na twarzy.
         — ONE TAK SERIO. TO NIE BYŁ PHOTOSHOP. FAK. OMG. JEŻELI TO SEN TO MNIE NIE SZCZYP, BO ODGRYZĘ CI PALCE.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Almarien
Admin
avatar

Liczba postów : 104
Join date : 25/01/2017
Age : 27

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Pon Mar 26, 2018 1:36 am



Kiedy Shane zjawił się w salonie, zrobiłam wielkie oczy, jednak nie skomentowałam tego w żaden sposób. Z jednej strony niby można było czuć jakieś skrępowanie obecnością mężczyzny pośród półnagiego, wyłącznie damskiego grona i jakaś cześć mnie nawet chciała się speszyć, ale z drugiej strony nie obchodziło mnie to aż tak bardzo, bym faktycznie miała udawać cnotkę niewydymkę. Być może miał tu znaczenie fakt, że po dwóch butelkach wzmocnionego wina byłam już minimalnie podchmielona, a może podświadomie zdążyłam oswoić się z myślą, że, jakby nie było, gramy w salonie i wleźć tu mógł każdy i w każdej chwili, ale zamiast peszyć się w jego obecności, po prostu siedziałam dalej wygodnie na oparciu kanapy, popijając ciemnoczerwony trunek. Nawet zrobione przez niego zdjęcie specjalnie mnie nie ruszyło - zaśmiałam się tylko cicho na widok jego podjaranej twarzy. Najwyraźniej jednak nie każda z dziewcząt to odpowiadało.
Nie zareagowałam, kiedy Keira doskoczyła do niego, żądając oddania komórki tonem, którego chyba tylko głuchy nie uznał by za jadowity i obserwowałam tę dwójkę, spokojnie pociągając papierosa, ale kiedy Shane odpysknął się, jak to miał w zwyczaju, uznałam, że warto wtrącić swoje trzy grosze. Jeśli można było w ten sposób zapobiec rozlewowi krwi, który wisiał w powietrzu, to dlaczego nie?
- Daruj mu, Keira - powiedziałam. Nie odrywając wzroku od blondyna wsunęłam sobie papieros do ust i zaciągnęłam się głęboko.
- Raczej mu się z żadną nie poszczęści, więc niech ma chociaż tyle. Nie będzie się czuł rano taki samotny - dodałam, wypuszczając dym z ust, by potem posłać mu pewny siebie uśmiech i spojrzenie lekko przymrużonych oczu. Jeszcze raz zaśmiałam się cicho.

Sytuacja uległa jednak zmianie jakiś czas później, gdy do pokoju wparował Eiichi, najwyraźniej poinformowany o tym, co się tu działo. Podobnie, jak wcześniej, zrobiłam wielkie oczy, ale tym razem poczułam też, że chyba jednak wolałabym mieć na sobie nieco więcej ubrań, a w następnej chwili poczułam, jak po plecach przebiega mi zimny dreszcz.
Cholera jasna — syknęłam, podenerwowana i zaskoczona. Bez namysłu wrzuciłam niedopałek do wina, a kieliszek postawiłam z impetem na stoliku. Na pierwszy rzut oka wyglądał, jakby go ktoś dopiero co wyciągnął go z żelaznej dziewicy. Chociaż nie, poprawka. Wtedy pewnie wyglądałby lepiej…
Podeszłam bliżej, czując, jak rosnące powoli zażenowanie walczy we mnie z autentycznym zmartwieniem o jego stan zdrowia. Wygrało to drugie – zamiast zasłonić się jakoś, stanęłam na palcach, by lepiej widzieć. Odruchowo wyciągnęłam dłoń w kierunku rany ziejącej na ramieniu, ale na szczęście szybko zdałam sobie sprawę, że może nie był to najlepszy pomysł, wiec cofnęłam rękę, zamiast tego po prostu marszcząc brwi.
- Jakim cudem ty się jeszcze na nogach trzymasz? – zapytałam. W pierwszej chwili na usta cisnęło mi się klasyczne „wszystko w porządku”, ale zmieniłam front, bo było kurwa bardzo NIE w porządku. Nie powiedziałam nic więcej, ale ostanie pytanie, jakie chciałam zadać, chyba jasno dało się wyczytać z mojej twarzy. Co się do jasnej cholery stało?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 51
Join date : 27/01/2017

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Pon Mar 26, 2018 9:43 am


Uśmiech na mojej twarzy sie poszerzył, kiedy Nym odpowiedziała czynami na moją prośbę. Kobieta delikatnie i subtelnie muskała moją skóre doskonale wiedząc i zapewne pamiętając, że to wystarczyło, aby atmosfera pomiędzy nami weszła na te tory, na których ją chciałyśmy. Samokontrola w tym momencie była u mnie na granicy i właśnie dlatego tak cholernie mi się to podobało. Dreszcze zdobiły moją skórę, a czerwień rozświetliła oczy. Nymeria mnie kontrolowała. Nie byłam w stanie przewidzieć tego, co nastąpi dalej, co tylko bardziej mnie podniecało. Byłam ciekawa jak to się potoczy, ale pojawił się Shane. Nie przeszkadzał mi i mogłabym ciągnąć tę zabawę i w jego obecności, ale Keirze ona przeszkadzała. Zastanawiało mnie to, bo czy przyjemnym urozmaiceniem nie byłoby dołączenie blondyna do pokera? Też na pewno miał nam co do pokazania.
- Keira... - zwróciłam się do kobiety i na dłuższą chwilę skupiłam swój wzrok na jej ciele, zwłaszcza na ponętnym biuście. Zaczęło mnie zastanawiać, czy w dotyku był tak samo jędrny, na jaki wyglądał w staniku. Czy łatwo byłoby ją doprowadzić do granicy wytrzymałości czy może to ona pierwsza doprowadziłaby mnie? Musiałam się o tym przekonać. - Jestem więcej niż zachwycona tym, że moje ciało uzyskało od niego taką aprobatę. Twoje też, więc przyjmij to jako komplement. - Miałam zamiar do niej podejść i przekonać się o tym, co miała do zaoferowania, ale to pojawienie sie drugiego z bliźniaków wywołało teraz większe poruszenie. Nic dziwnego. Nie dość, że wpadł do salonu z hukiem, to jego ręka nie była w najlepszym stanie. Widać było, że to nie profesjonalista zajmował się jej opatrzeniem, chociaż amator również. Rana dodatkowo była w trudno dostępnym miejscu, jakby ten ktoś nie atakował go od przodu. To byłby w stanie uniknąć. Jako łowca pracował od dawna, był w tym doświadczony, byle przeciwnik by go nie zranił w taki sposób.
Podczas gdy Nym (co mnie nieprzyjemnie uświadomiło, że nasza gra dobiegła końca i wcale mi się to nie spodobało) i reszta była skupiona na otoczeniu czarnowłosego i dopytywaniu o jego stan zdrowia, który przecież było widać gołym okiem, ja mignęłam do kuchni, do lodówki. Wtedy pojawił się pewien problem. Która grupa krwi najbardziej smakowała Eiichiemu? Bardziej gorzka czy może słodka? Cholera... I czy to miało znaczenie jak był w takim stanie? Przygryzłam wargę i zamknęłam drzwiczki, żeby szybko zdecydować. Uniwersalna. Otworzyłam ponownie, ale jednak sięgnęłam po jedną z rzadszych. Eiichi wyglądał, jakby nie lubił przeciętności. Następnie wróciłam do salonu i wyciągnęłam rękę z woreczkiem krwi w jego stronę.
- Może nie pomoże w takim stopniu jak prosto z żyły, ale w jakimś na pewno - odezwałam się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
altivia

avatar

Liczba postów : 54
Join date : 07/03/2017
Skąd : Z lasu

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Wto Mar 27, 2018 3:36 pm

Keira


W salonie, w którym zazwyczaj dominowało świeże, chłodne powietrze delikatnie ocieplane z oparów z kominka, teraz unosił się szary dym papierosowy, który zagęszczał otoczenie i nieznacznie przysłaniał obraz na pozostałe wampiry.
- Jak zdążyłeś zauważyć, nawet po dobroci nie chcesz usłuchać... Rościsz się o moją bezwzględność, lecz czasem nie ma korzystniejszej wariacji... W Twoim przypadku.
Nim zdążyłam dodać parę słów lub uczynić w jego kierunku coś więcej, odezwały się dziewczęta, jednomyślnie proponujące, by blondynowi darować. O tyle, o ile słowa Nymerii przypadły mi do gustu, inteligentnie wpasowane pomiędzy jego korzyścią, a poddaniem wątpliwości o jego atrakcyjności, czy sztuki podrywu. Westchnęłam niezwykle cicho, ponownie siadając na miękkim, bordowym fotelu, czując jak ogień z kominka grzeje wyciągnięte w jego stronę, nieprzysłonięte materiałem sukienki, łydki.
- Nie każde zachwycenie i podniecenie można odbierać jako komplement, Roxanne... Do tego potrzebna jest choć odrobina szacunku- dopowiedziałam w jej stronę, sięgając po kolejny kieliszek. Wszakże na zdjęciu moja osoba nadal była w miarę ubrana, więc postanowiłam odpuścić.
Bardziej ciekawiło mnie, czy przybycie Kiryuu oznaczało koniec naszej rywalizacji...
Uniosłam wzrok, gdy do salonu wkroczył, a raczej wbiegł drugi z braci, dziwnie podniecony i pobudzony, jak na to, w jakim stanie się znajdował... Rox udała się do kuchni po porcję krwi, a ja obserwowałam tylko rozwój wydarzeń...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Laurana

avatar

Liczba postów : 78
Join date : 28/01/2017

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Wto Mar 27, 2018 9:39 pm


Czy odmiennego mógłbym spodziewać się zakończenia niż to które właśnie nastąpiło? Czy kiedyś zdolny będę zrozumieć motywy dla których brat mój tak nieustępliwie odmawiał akceptacji wiadomości, iż bycie przyszłym spadkobiercą jednego z najpotężniejszych rodów nakłada na jego osobę dużo większy zakres obowiązków aniżeli przywilejów związanych z posiadanym tytułem. Coraz poważniejsze odnosiłem wrażenie, że gdy odpowiedni nadejdzie czas ogrom nałożonych na Aarona zadań doszczętnie zniszczy jego psychikę. Pomimo upływu tak wielu lat wciąż nie potrafił uporać się ze śmiercią matki, despotyzmem naszego ojca oraz moją wewnętrzną izolacją uczuć o czym nieustannie przypominał przy niemalże każdej konwersacji jaką przeprowadzaliśmy. Dlaczego więc to ja miałem być tym, który usiłuje odwołać się do głęboko w nim ukrytego rozsądku. Ja… Alec Marou… Teatralny rekwizyt… Bezwolna marionetka… Według jego opinii to prezentowana przeze mnie postawa w społeczeństwie uchodziła za ułomną aczkolwiek żadnych dla potwierdzenia swej tezy nie potrafił przedstawić argumentów prócz jednego: Nie zrozumiesz, bo nie posiadasz uczuć. A czy kiedykolwiek, choćby kilka sekund poświęcił refleksji kim była by postać posiadająca wachlarz identycznych co prezentowane przez moją osobę umiejętności jednocześnie pozbawiona zdolności ich kontrolowania? Poddająca się afektom, zdatna na emocjonalne zranienie… Czy świat gotów był by gościć na swym padole potwora, który pod wpływem złości i gniewu unicestwił by wszystko co znalazłoby się w zasięgu jego wzroku? Jak wiele istnień musiało by zginąć z mej ręki by Aaron w końcu zrozumiał, iż to co uznaje za największą z mych słabości ja odczytuję w zgoła odmienny sposób… Jako moją największą siłę…

Kilka godzin trwała moja wędrówka po terenie należącym do Akademii i tylko jeden raz zatrzymałem się na dłuższą chwilę… W miejscu gdzie trzy miesiące wcześniej z mej przyczyny przerwany został szkolny turniej. W miejscu gdzie odebrałem życie Nicholasowi Martell… O tym, że kiedykolwiek tu był przypominała przytwierdzona do jednego z odłupanych głazów pamiątkowa tablica. Zbliżyłem się do niej i przejechałem dłonią po gładkiej powierzchni marmuru ścierając z niej cienką warstwę śniegu. Inskrypcja głosiła: Nicholas Martell, ukochany syn i brat, żył lat 19 . Poniżej podana również została dokładna data urodzenia oraz śmierci mężczyzny. Relacje jakie łączyły mnie ze starszym bratem Nymerii uznać można było za poprawne i tylko bezpośredni rozkaz ze strony mego Ojca powodem był zaistniałej sytuacji. Czy Aaron zdolny byłby do podjęcia analogicznej decyzji? Czy dla dobra naszego rodu potrafiłby podjąć środki, które pozostawałyby w sprzeczności z jego usposobieniem? Nieśpiesznym krokiem wracałem w stronę budynków mieszkalnych wraz z milionem różnego rodzaju pytań jakie w myślach mych się kłębiły, a na które nie potrafiłem jednoznaczniej udzielić odpowiedzi. Zbliżając się do akademika pojawiło się jeszcze jedno nurtujące moją osobę zagadnienie. Drzwi prowadzące do garaży były otwarte, a docierająca do mnie woń świeżo przelanej krwi zatrważająco znajoma. Przekroczyłem próg w środku zastając najmłodszą z latorośli rodziny Kiryuu. Ubranie jakie miała na sobie, w wielu miejscach postrzępione, splamione było posoką, która w większości zdążyła już przybrać ciemnoszkarłatną barwę. Ten sam kolor odnalazłem w jej blond włosach oraz na bladej skórze. Czerwień była również dominującym motywem w otaczającej jej postać aurze co oznaczać mogło wzburzenie albo złość.
-Zechcesz zdradzić mi kto jest za Twój stan odpowiedzialny? zapytałem patrząc jasnowłosej prosto w oczy.  
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
altivia

avatar

Liczba postów : 54
Join date : 07/03/2017
Skąd : Z lasu

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Sro Mar 28, 2018 2:17 pm

Aya


    Przez całą drogę zastanawiałam się, jak powiedzieć bratu o tym, co wydarzyło się przez te niespełna parę minut, w których mnie zostawił. Eiichi był wyraźne zaskoczony, tylko nie do końca rozumiałam czym. Że przeżyłam, pod cielskiem jednego z level E, że nie skończyłam, nawet w śmiertelnym stanie tuż po tym, jak się na mnie rzucił i był gotowy rozszarpać na małe kawałeczki... Tylko przez sekundę, jeszcze w tamtym miasteczku nawiedziła mnie myśl, że może na to liczył, może chciał pozbyć się zbędnego balastu... Teraz na tą samą myśl robiło mi się głupio. Obronił mnie... Miałam tak nieodpartą ochotę go przytulić, opatrzyć i przytulić, jednak musiałam to w sobie zgasić, bo czarnowłosy zniknął, praktycznie od razu po wyjściu z samochodu. On go w ogóle zamknął?  
    Pociągnęłam za klamkę.  
    Zamknął. Westchnęłam, przejeżdżając zewnętrzną częścią dłoni po policzku, chcąc chociaż trochę pozbyć się brudu, choć zapewne tylko pogorszyłam sprawę. Marzył mi się w tej chwili ciepły prysznic, puchaty szlafrok, ciepłe tosty z ciągnącym serem i łóżko.
Z garażu można było dojść do schowka, a stamtąd nie było już tak daleko do schodów. W wampirzym tempie bez problemu mogłabym dobiegnąć do pokoju, nie wywołując pytań, jeśli nie spotkam nikogo bezpośrednio na korytarzu... Ani Nymerii, Aarona... Ani Shane'a.  
Wciągnęłam głęboko powietrze, modląc się w głębi serca, by nie trafić na blondyna. Resztę przekonam do bezwzględnej ciszy, choć zapewne rożnymi sposobami ale on...
    Zrobiłam jedynie dwa kroki w kierunku drzwi, gdy poczułam nagle czyjąś obecność, która wywołała dziwne uczucie małych kamyczków w gardle... Moje przeczucie się sprawdziło, gdy usłyszałam słowa Aleca... Jego... Się nie spodziewałam.  
  - Dlaczego chcesz wiedzieć? Złożysz mu wizytę z groźbą, czy pogratulujesz i zachęcisz?- spytałam,  unosząc brwi ku górze. Czułam się doskonale, mogąc stać przed nim w kreacji godnej czerwonego dywanu i zapewne pachnąć jak śmietnik. Zresztą, wszystko jedno...
    Co jego to obchodzi?  
    Odwzajemniłam jego spojrzenie. Nie może mnie wydać...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Laurana

avatar

Liczba postów : 78
Join date : 28/01/2017

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Czw Mar 29, 2018 9:53 pm


Zdecydowanie to nie był mój dzień… Zawiesiłem się na dłuższą chwilę przypominając sobie wszystko co się dziś wydarzyło odkąd wstałem z łóżka. Najpierw przegrałem z Ayą grając na konsoli co normalnie już by wystarczyło by mieć zjebany humor. Spotkałem nową uczennicę i miałem okazję wysłuchać prywatnego koncertu Junko. Nie chciałem tego przyznać, nawet przed sobą samym ale jej muzyka dogłębnie mnie poruszyła przywracając bardzo bolesne wspomnienia. Poprosiłem Kuranównę o wspólne spędzenie reszty wieczoru… Dostałem kosza… Spotkałem na korytarzu Juliettę, która delikatnie mówiąc też totalnie mnie olała. Trafiłem do salonu, który jeszcze kilka minut temu uznałem za osobiste niebo, a teraz… Eeh… To raczej przedsionek piekła. Wyciągnięcie telefonu i zabawa w paparazzi też wyszła mi bokiem. Na początku ucieszyłem się z tego, ze Eiichi tak szybko zareagował na wysłaną przeze mnie wiadomość lecz mina mi zrzedła gdy tylko pojawił się w salonie… Mój brat był cały we krwi… Najwyraźniej zamiast balować w jednym z wielu nocnych klubów jakie znajdują się w okolicy postanowił udać się na misję. I podejrzewałem, że to właśnie mój sms sprawił, iż stracił koncentrację i pozwolił by jakiś lvl E zrobił sobie z niego deser. Coś ścisnęło mnie w środku, a od barku wzdłuż prawego ramienia przebiegł jakiś dziwny dreszcz. Rzuciłem przelotne spojrzenie w stronę Nym i Rox, które natychmiast wstały z miejsca aby podejść do szatyna podczas gdy ja nie potrafiłem się ruszyć. Nawet nie odpowiedziałem na wcześniejsze zaczepki ze strony Martellówny. Co gorsze nie dlatego, że w arsenale chamskim odzywek nie znalazłem takiej, którą mógłbym w tym momencie użyć. Po prostu wiedziałem, że ma rację… W końcu zdałem sobie sprawę z tego, że podczas gdy ja wręcz desperacko poszukuję czyjegoś towarzystwa nikt nie ma najmniejszej ochoty spędzić ze mną swojego czasu. Opuściłem nieznacznie głowę po czym odwróciłem się na pięcie, a wtedy mój wzrok zatrzymał się na stojącym pod ścianą barku. Podszedłem do niego i otworzyłem go oceniając jego zawartość. Uśmiechnąłem się lekko pod nosem sięgając po Jack’a Daniels’a i nalałem sobie pokaźną ilość bursztynowego płynu do szklanki. Najwyraźniej nie wszyscy przyjaciele mnie opuścili… Wypiłem duszkiem całą zawartość po czym nalałem sobie jeszcze raz, a następnie zerknąłem w stronę Keiry, która jako jedyna wydawała się być kompletnie niezainteresowana tym zamieszaniem. W sumie tak naprawdę tylko ona w tym pomieszczeniu faktycznie mogła żywić do mnie urazę. Zwłaszcza po tym co wydarzyło się między nami w Wigilię. Westchnąłem ciężko… W sumie co mi szkodzi i tak gorzej nie będzie. Powoli zbliżyłem się do wampirzycy zatrzymując tuż obok fotela, na którym siedziała.
-Przyznaję, że… Należą Ci się moje przeprosiny. – powiedziałem tym razem bez głupich uśmieszków. Sięgnąłem do kieszeni spodni i wyciągnąłem telefon. – Proszę… Możesz z nim zrobić co ze chcesz. Usuń zdjęcia, które zrobiłem… Zniszcz go… Wrzuć do kominka… Wszystko mi jedno… - – powiedziałem podając wampirzycy swój telefon.

Następne dwie partie gry sprawiły, że musiałam pozbyć się butów oraz skarpetek. Niewiele już zostało elementów garderoby, które znajdowały się na moim ciele ale nie specjalnie się tym przejmowałam dopóki w pomieszczeniu znajdowały się wyłącznie przedstawicielki płci pięknej. Niestety kilka minut później sytuacja diametralnie się zmieniła wraz z pojawieniem się w salonie wysokiego, jasnowłosego mężczyzny. Miałam nadzieję, że któraś z wampirzyc przepędzi intruza informując go, że jest to typowo BABSKI wieczór lecz nic takiego nie nastąpiło. Blondyn bez żadnych oporów przekroczył próg salonu kierując się w moją stronę. No tak… Przecież byłam nowa więc nawet zachowując pozory uprzejmości należało się przedstawić.
- Varya Siergiejewna – powiedziałam uśmiechając się do wampira, który następnie powiedział coś czego nie potrafiłam zrozumieć, a chwilę potem wyciągnął z kieszeni telefon i zaczął robić naszej grupie zdjęcia. Odruchowo odwróciłam głowę i ukryłam twarz za zasłoną długich, gęstych włosów. Zacisnęłam dłoń w pięść próbując jakoś zapanować nad narastającą we mnie wściekłością. Przecież nie mógł wiedzieć, że całe życie jak ognia unikałam kamer i aparatów fotograficznych ponieważ mój Ojciec z łatwością zdołałby mnie odnaleźć gdyby posiadał chociaż jeden obraz przedstawiający mój wizerunek. Miałam ochotę rzucić się na chłopaka, siłą odebrać mu telefon, a następnie roztrzaskać urządzenie rzucając nim o ścianę lecz wiedziałam, że nie mogę zrobić czegoś takiego na oczach wszystkich. Kibicowałam Keirze, którą również oburzyło zachowanie blondyna lecz na moje nieszczęście słowa pozostałych dziewcząt dość szybko ostudziły jej zapędy. Starałam się jak mogłam nie okazywać tego jak bardzo nie jest mi to na rękę. Do tego najwyraźniej nie była to ostatnia niespodzianka jaka miała mnie spotkać dzisiejszego wieczoru. Zebrałam ze stołu wszystkie karty i zaczęłam je tasować przygotowując do następnego rozdania lecz zanim zdążyłam je rozdzielić w salonie pojawił się kolejny mężczyzna. Ucieszyłam się w duchu, iż na tle pozostałych dziewcząt wciąż miałam na sobie zestaw ubrań, które zakrywały większość mojego ciała ponieważ wypowiedź bruneta nie pozostawiała żadnych wątpliwości odnośnie przyczyny jego pojawienia się w salonie. Obserwowałam w milczeniu Nymerię, która ruszyła w kierunku wampira głośno zastanawiając się jakim cudem wciąż trzyma się na nogach oraz Roxanne, która zniknęła na kilka sekund, a następnie ponownie się pojawiła przynosząc chłopakowi woreczki z krwią. Uśmiechnęłam się lekko…
-A sądziłam, że szkoła jest nudna… - mruknęłam cicho sama do siebie.

Dlaczego? - powtórzyłem w myślach wcześniej wypowiedziane przez jasnowłosą słowo ani na sekundę nie spuszczając spojrzenia z błękitnych tęczówek. Moja obecność w tym miejscu stanowiła dla wampirzycy znaczne zaskoczenie, które zaobserwować mogłem nie tylko w otaczającej blondynkę aurze lecz również w tonie jej głosu oraz dyskretnej mowie ciała. Odpowiedź zaś jaką usłyszałem niepodważalny stanowiła dowód, iż zna sprawcę lecz z niezrozumiałego dla mnie powodu zadecydowała się nie ujawniać jego tożsamości. Tłumaczenie zaś mego zachowania jakie wybrała Aya stanowiło najbardziej irracjonalną opcję, o czym już wkrótce miała się dowiedzieć.
- Przypuszczam, iż nie będzie dla Ciebie zaskoczeniem fakt, że podczas nieobecności na terenie akademii mego starszego brata nałożony został na moją osobę obowiązek dbania o całkowite bezpieczeństwo znajdujących się tu uczniów. – powiedziałem robiąc krok w jej kierunku. Nie miałem intencji nakłaniać jasnowłosej do jakichkolwiek wyznań. Zbyt dobrze zdążyłem już poznać prezentowaną przez niebieskooką krnąbrność.
- Z posiadanych przeze mnie informacji wynika również, iż nie otrzymałaś ostatnio upoważnienia na samowolne opuszczenie szkoły… Zatem popraw mnie o ile niewłaściwy jest zaprezentowany przeze mnie tok dedukcji. Niemożliwa jest perspektywa, w której zaatakowana zostałaś poza murami Akademii, a zatem odpowiedzialny za ten stan rzeczy musi być wyłącznie ktoś kto znajduje się na jej terenie. – rzekłem stając naprzeciw Ayi po czym wyciągnąłem rękę w jej stronę ujmując palcami opadający na ramię dziewczyny poznaczony krwią warkocz, a następnie przesunąłem swoją dłoń wzdłuż całej jego długości. Moje spojrzenie zatrzymało się na znajdującym się na szyi blondynki medalionie jednakże powstrzymałem się by wykorzystać ten przedmiot do uzyskania informacji. Przynajmniej na razie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   

Powrót do góry Go down
 
Styczeń, po Sylwestrze
Powrót do góry 
Strona 7 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 6, 7, 8, 9, 10, 11  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Część główna :: Wątki-
Skocz do: