IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Styczeń, po Sylwestrze

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
AutorWiadomość
Raika

avatar

Liczba postów : 33
Join date : 27/01/2017

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Pią Sie 25, 2017 9:55 pm


     No i weź kurwa nie leć na taką kobietę. Była seksowna, miała zajebisty charakter i świetny gust. Z uwagą obserwowałem jak bez pardonu wyciąga z barku szklanki i… wódkę? Zaskoczony jeszcze raz przyjrzałem się etykietce na butelce i dwom szklankom, które postawiła na biurku, i napełniła trunkiem. No chyba se kurwa jaja robisz.
     - Pijesz wódkę ze szklanki? – zapytałem, nie mogąc wyjść z podziwu nad wyborem, którego dokonała. Nie spotkałem jeszcze kobiety, która by skusiła się na taki eksperyment. Wolały się ograniczać, zwłaszcza w nowym towarzystwie. Jakby nie zdawały sobie sprawy z tego, że wszystko widać w ich postawie, słowach i sposobie podchodzenia nawet do tych niewielkich ilości alkoholu. Dziewczyna roześmiała się na głos.
     - Szklanka z wódką... To mój ulubiony drink... – uniosłem brew, spoglądając na mimikę jej twarzy. Szukałem jakiegoś sygnału, że sobie stroiła żarty, ale go nie było.
     - Wyjdź za mnie… - rzuciłem w żartach, sięgając po swoją szklankę.
     - Czekaj... Sprawdzę swój terminarz... – odpowiedziała, podejmując moją zagrywkę. Po raz kolejny. - Pasuje Ci przyszła sobota? – mówiła to z wyraźnym rozbawieniem. Uśmiechnąłem się półgębkiem, odstawiłem szklankę i oparłem dłonie na blacie biurka, nachylając się bardziej w jej stronę. Skupiłem wzrok na jej tęczówkach, zdając sobie sprawę z tego, że prawdopodobnie żadne z nas nie będzie się trzymało jej warunku. Przynajmniej jak do tej pory takie odnosiłem wrażenie.
     - Po co czekać tydzień? Mam dzisiaj wolny wieczór…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Momoko
Admin
avatar

Liczba postów : 32
Join date : 28/01/2017

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Sob Sie 26, 2017 1:40 am


     Aya zdecydowała się zgrywać ważniaka i odmówiła chęci zapytania o cel naszej podróży, jak gdyby to zupełnie nie miało znaczenia. Jak gdyby była święcie przekonana, że bez tej wiedzy i tak sobie świetnie poradzi.
     — Słuchaj, nie wiem co sobie myślisz w tej swojej małej, niezbyt bystrej główce, ale nie znajdujesz się na pozycji, w której stać by Cię było na dumę, już nie. Skończyło się to w chwili, w której zdecydowałaś się pobiec za moim wozem jak potulne szczenię, które podąża za swoim panem. Przyjmij do wiadomości, że w tej robocie informacje to Twoje wskazówki. Naprowadzają Cię, pomagają stworzyć w głowie wstępny plan działania, jeszcze zanim staniesz oko w oko z zagrożeniem. Dlatego następnym razem radzę Ci skorzystać z okazji. — odrzekłem z powagą. Profesja, z którą Aya tak uparcie starała się związać swoją przyszłość opiewała w niebezpieczeństwa i całą masę przeszkód. Nieraz dosłownie drobne niedopatrzenie sprawiało, że kończyło się w piachu, a co dopiero, kiedy ktoś w ogóle nie przywiązywał wagi do podstawowych informacji. Ech, jak widzę, to jeszcze długa droga przed nami zanim białowłosa zrozumie że każdy, pozorny niuans w tej fusze może mieć znaczenie.
     Uwagę o podobnych preferencjach odnośnie modeli samochodów starałem się puścić mimo uszu, chociaż nie udało mi się to całkowicie – zupełnie machinalnie zacisnąłem mocniej dłonie na trzymanej przeze mnie kierownicy, czując dziwne spięcie, które wyprostowało mi kręgosłup. Dziewczyna nie wypowiedziała imienia tego „kogoś”, kto niby miałby mieć ze mną coś wspólnego, ale podświadomie wiedziałem o kogo jej chodzi. Aya równie dobrze mogła zachować to dla siebie, bo dzielenie się ze mną takimi… ciekawostkami uważałem za zupełnie, ale to zupełnie niepotrzebne. Poza tym całkowicie wystarczył mi fakt, że już gęby mamy takie same. Kolejne wspólne „rzeczy” były dla mnie niczym dolewanie oliwy do już i tak dobrze trzymającego się ognia.
     Najbliższe kilkanaście minut jazdy spędziliśmy w ciszy, którą mąciły jedynie kolejne utwory sączące się przez głośniki. I – a jakże – taki stan rzeczy mi odpowiadał. Skupiłem swoją uwagę na rozciągającej się przede mną drodze, prawie zapominając, że zaraz obok mnie siedzi to siwe coś, ale dobre chwile w tym świecie mają czas określony, więc po pewnym czasie musiałem przełknąć swoją obrzydliwie dużą niechęć i ponownie zainteresować się doczepionym balastem.
     — Dzisiaj chcę sprawdzić na czym stoimy. Wiem, że jeżeli chodzi o walkę to jesteś bardziej niż beznadziejna, dlatego dzisiaj skupię się na płaszczyźnie, z której kulejesz w największym stopniu. Na początek wezmę pod uwagę czas reakcji, zwinność i celność. Na razie nie wymagam od Ciebie za wiele… wręcz powiem tak – jeżeli trafisz w cel choć raz, uznam, że jest naprawdę dobrze. — skrzywiłem się złośliwie, oczywiście kompletnie nie wierząc w podobny scenariusz, ale jasno chcąc pokazać Ayi co powinna zrobić, abym stwierdził, że to co robimy zmierza we właściwym kierunku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Laurana

avatar

Liczba postów : 52
Join date : 28/01/2017

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Sob Sie 26, 2017 7:51 pm


Jego mimochodem rzucona propozycja totalnie mnie zaskoczyła. Musiałam odczekać chwilę, aż minie początkowy szok, który zamaskowałam głośnym śmiechem, a następnie zaproponowałam by wspomniane przez niego wydarzenie odbyło się w przyszłą sobotę. Nie chciał czekać… Kto by pomyślał, że Aaron jest taki chętny by ożenić się z nowopoznaną kobietą… Ale wiedziałam, że tak naprawdę zależy mu tylko na tym co dzieje się w noc poślubną. Sądziłam, że będzie go zżerać ciekawość i sam zacznie wypytywać o plan, który ułożyłam i o rolę jaką miał w nim odegrać lecz nie… Bardziej interesowało go to co ukrywam pod warstwą ubrań niż kierujące mną motywy. Coraz trudniej było mi utrzymywać w ryzach swoje pragnienia zwłaszcza, że ciemnowłosy dążył z całych sił do tego by się ziściły… Wystarczyło abym dała mu zielone światło i zapomniała o łączących nas więzach krwi. Tylko i aż tyle… Uśmiechnęłam się po czym nalałam sobie kolejną porcję alkoholu, która zniknęła równie szybko co pierwsza.
- Znów masz zamiar się ze mną targować? – zapytałam świdrując siedzącego naprzeciw mnie mężczyznę wzrokiem.
- Niedobrze… Zbyt szybko zorientowałeś się jak marny ze mnie negocjator… - stwierdziłam żartobliwym tonem.

Komplement był szczery… Nawet największy debil świata potrafiłby docenić kunszt i wprawę z jaką brązowowłosa grała na wiolonczeli. No ale cóż Eiichiego tu nie było. Nie zdążyłem jednak udzielić odpowiedzi na jej zaczepkę gdyż do rozmowy wtrąciła się Kyoki. Założyłem ręce na ramiona i spokojnie czekałem na rozwój całej sytuacji, która z mojej perspektywy wydawała się dość dziwaczna. Już nawet nie chodziło mi o to, że dziewczyna uderzyła mnie w bok roszcząc sobie prawo do wymyślonego przeze mnie przezwiska ale o sam wyraz twarzy Junko, która najwyraźniej nie miała pojęcia kim jest przyprowadzone przeze mnie dziewczę… Oho… Zacząłem żałować, że nie zabrałem ze sobą popcornu i coli bo szykowało się niezłe widowisko, które w dodatku miałem okazję obserwować na żywo. Moje brwi automatycznie powędrowały do góry gdy usłyszałem jak dziewczyna zwraca się do Kuranówny, a następnie parsknąłem śmiechem… Serio? Junko-sama…
- Wybaczcie... Taki odruch… - powiedziałem ruszając w stronę ustawionych po boku sali krzeseł by następnie rozsiąść się wygodnie na jednym z nich.
- Nie mogę tego przegapić… - dodałem po chwili uśmiechając się zawadiacko nie zdradzając czy chodzi mi o prywatny recital czy też o coś zupełnie innego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 33
Join date : 27/01/2017

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Nie Sie 27, 2017 10:51 am


    Uważnie obserwowałem jej reakcję, próbując z niej odczytać to, co naprawdę nią targało. Nie miałem takiej możliwości. Była zbyt świetną aktorką, żebym z jej oczu wyczytał targające nią myśli. To wcale mnie nie zniechęcało, wręcz przeciwnie. Samolubnie chciałem, żeby jej myśli były mi dostępny, ale swoim i tak nie miałbym zamiaru się podzielić.
     - Przede mną tego nie ukryjesz… - zażartowałem, przyglądając się jak w mgnieniu oka opróżnia swoją szklankę. Nie chcąc być w tyle wypiłem zawartość mojej i wyminąłem biurko, żeby oprzeć się o nie tyłkiem, przodem do dziewczyny. Na tę chwilę musieliśmy przerwać zabawy. Poza tym ona sama chciała, abyśmy tego nie kontynuowali, a ja miałem zamiar doprowadzić ją do tego, że przyzna się do błędu. Do tego, że przyzna się, że flirtowanie ze mną jest czymś, czego pragnie bardziej niż się do tego przyznaje. – Więc? Jaki masz plan? – zapytałem, przybierając maskę obojętności na jej wdzięki i ciekawości na to, co sobie opracowała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Laurana

avatar

Liczba postów : 52
Join date : 28/01/2017

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Nie Sie 27, 2017 5:19 pm


Nieznacznie przymknęłam powieki… Nic nie wiesz… Takie zdanie cisnęło się na moje usta i z trudem powstrzymałam się by nie powiedzieć więcej niż w tym momencie powinien wiedzieć. Sądził, że tak łatwo mnie rozpracował lecz jego wiedza opierała się głównie na iluzji, którą stworzyłam wyłącznie na potrzeby tego spotkania. Oczywiście pojawiło się kilka nieprzewidzianych przeze mnie okoliczności aczkolwiek wybrnęłam z tego jak potrafiłam najlepiej. Przynajmniej na razie… W końcu też zainteresował się planem, w który zamierzałam go wciągnąć… Mimowolnie zmienił się wyraz mojej twarzy przyjmując pełne skupienie, zaangażowanie i trudną do ukrycia wściekłość.
- Podejrzewam, że moja matka przetrzymywana jest na terenie Waszej rodzinnej rezydencji… To jedyne miejsce na świecie do którego mimo wielu prób nie udało mi się dostać za pomocą swojej astralnej postaci… - odstawiłam szklankę po czym podniosłam głowę by spojrzeć na chłopaka.
- Chroni je jakaś potężna siła, której nie potrafię ominąć… Coś co tam się znajduje sprawia, że nie jestem w stanie przedostać się do środka ale teraz nadarza się ku temu okazja… Twoje urodziny Aaronie… Uwaga Vincenta skupiona będzie na tych wszystkich wielkich rodach, które przybędą podziwiać jego pierworodnego i jest to jedyna dla mnie szansa kiedy będę mogła niespostrzeżenie odnaleźć i uwolnić moją matkę… – wypowiadałam te kłamstwa gładko… Bez żadnych skrupułów i wahania… Moja matka była martwa od wielu już lat, a znaleźć się w rezydencji Marou chciałam tylko w jednym celu… Aby zabić naszego Ojca…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Almarien
Admin
avatar

Liczba postów : 61
Join date : 25/01/2017
Age : 27

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Nie Sie 27, 2017 6:04 pm



Po słowach Keiry podążyłam wzrokiem za jej ręką, sięgającą gdzieś ponad moją głową, a widząc co wyciąga zza szafki zrobiłam wielkie oczy. Potem roześmiałam się, po trochu gorzko, a po trochu z czystego rozbawienia całą sytuacją.
- Słowo się rzekło, zdaje się. Dziękuję za ratunek - powiedziałam, odwracając się do kobiety i zerkając w górę, na jej ciemnoczerwone tęczówki. - Na swoją obronę mogę powiedzieć tylko, że nie przypominam sobie, żeby ktoś informował mnie o takich detalach.
Gdy otworzyła drzwi wyszłam za nią, a na usta cisnęło mi się pytanie na temat ceny, jaką przyjdzie mi zapłacić. Nie ze strachu. Z czystej ciekawości. Ona jednak odpowiedziała zanim zdążyłam znaleźć właściwe słowa, więc przytaknęłam tylko.
- Eiichi uznał, że to będzie przezabawne - odparłam na jej pytanie, a po przejściu kilku kroków przystanęłam. - Jeszcze raz dziękuję. Przyznaję, że nawet nie przyszło mi do głowy, by w ogóle poszukać jakiegokolwiek zapasowego klucza. Co byłoby logicznym posunięciem, nawet biorąc pod uwagę brak wiedzy o istnieniu takowego.
Zdjęłam buty przewieszone przez szyję na związanych sznurówkach i chwyciłam je porządnie w prawą dłoń.
- Czy w ramach owego podziękowania dałabyś się może namówić na kieliszek wina? - zapytałam, po czym dodałam natychmiast - Oczywiście w dodatku do wspomnianej wcześniej... zapłaty.
Rozkładając ręce spojrzałam w dół, na swój strój.
- Potrzebowałabym tylko chwili na przebranie się w mniej upaprane ciuchy - rzuciłam jeszcze, by po chwili zaśmiać się cicho i ponownie spojrzeć jej w oczy.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://immortal-academy.forumpolish.com
Raika

avatar

Liczba postów : 33
Join date : 27/01/2017

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Nie Sie 27, 2017 7:51 pm


   Varya miała wszystko dopracowane w najmniejszych szczegółach. Zdawało się, że już dawno wymyśliła ten plan i częścią jego realizacji było śledzenie mnie i poznanie moich zwyczajów. Czemu od razu nie pojawiła się i nie zapytała o to samo? Czy naprawdę musiała robić takie konspiracje? Na jej miejscu od razu bym podjął kroki w celu uwolnienia porwanej matki, bez zastanawiania się, bez planowania i sięgając po dostępne środki, jakkolwiek marne by nie były. Jej cierpliwość… Skąd ona mogła wiedzieć, że jej matka jeszcze żyła? Czynów Ojca nie dało się przewidzieć. Nie miał nawet nawyków, które by to ułatwiły.
     - Nic dziwnego… - odpowiedziałem, bawiąc się pustą szklanką w dłoni i wpatrując w nią. – Jedną z mocy mojej matki było niwelowanie oryginalnych umiejętności wampirów, nieważne jakiej krwi. Postawiła wokół naszego domu barierę, przez którą żaden… nieproszony gość nie może się przedostać. Ona nie osłabła po jej śmierci – wyjaśniłem i odstawiłem szkło na blat biurka. Sięgnąłem po otwartą butelkę wódki i nalałem naszej dwójce. – Nie ukrywam, że nie jestem szczególnie chętny do uczestniczenia w tym bankiecie na moją cześć, ale skoro to jedyna okazja, żeby uratować twoją matkę to niestety muszę się na nim pojawić. A miałem taki piękny plan, żeby ich wszystkich wystawić do wiatru… Powinienem cię ukarać za to, że mi to uniemożliwiłaś… - uśmiechnąłem się wyzywająco i przystawiłem szklankę do ust, opróżniając jej zawartość. Jednocześnie wpatrywałem się prosto w jej oczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Laurana

avatar

Liczba postów : 52
Join date : 28/01/2017

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Nie Sie 27, 2017 8:51 pm


- Podejrzewałam, że to coś w tym stylu… - odpowiedziałam przyjmując kolejnego drinka, który zniknął równie szybko jak te poprzednie… Zastanawiałam się jak wiele szczegółów z moich obserwacji powinnam mu ujawnić by nie poczuł się zbyt niekomfortowo w moim towarzystwie…
- Cały ten plan… Może Ci wydać się niezwykle chaotyczny ale musisz wiedzieć, że powstał niedawno… W chwili gdy byłam świadkiem Twojej rozmowy z Ojcem… Nie istnieje inna droga, którą mogłabym dostać się na teren Waszej rezydencji… Próbowałam wszystkiego i to moja ostatnia nadzieja… - powiedziałam nieznacznie pochylając głowę jednocześnie zasłaniając włosami twarz…
- Możesz ukarać mnie w jakikolwiek sposób sobie zażyczysz – powiedziałam to tonem twardym niczym stal podnosząc wzrok by przeszyć jego osobę spojrzeniem zimnym niczym syberyjska zima.
- Nie obchodzi mnie to co ze mną zrobisz… Czego zażądasz w zamian za przysługę, o którą Cię proszę.. Jeżeli jest to kolejny krok naprzód uczynię go… Nie istnieje nic co zdolne jest mnie powstrzymać… – mówiąc to podniosłam się z krzesła i stanęłam naprzeciw niego i mimo dzielącej nas różnicy wzrostu czułam, że w tym momencie jesteśmy sobie równi…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Almarien
Admin
avatar

Liczba postów : 61
Join date : 25/01/2017
Age : 27

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Nie Sie 27, 2017 9:41 pm



Proponując Kyoki pozostanie nie sądziłam, że i Shane'a zainteresuje się tą ofertą i chociaż - zważając na jego wcześniejsze słowa - wywołało to miłe odczucia, to z jakiegoś powodu poczułam się też dziwnie zestresowana. Chciałam... chciałam wypaść dobrze i pokazać, jemu i sobie, że jego słowa nie były tylko pustą grzecznością. Nawet jeśli wiedziałam na pewno, że tak właśnie jest.
Było to dziwne uczucie - to pragnienie sprawdzenia się. Nie doświadczałam go nawet, gdy rok temu grałam na scenach w Sydney czy Dreźnie. Wtedy po prostu grałam, a potem ogłuszała mnie burza ludzkich oklasków, na które - byłam przekonana - w pełni zasługiwałam. Teraz, po raz pierwszy, autentycznie chciałam komuś zaimponować.
Gdy ruszył w stronę krzeseł przez chwilę ciężko było mi oderwać od niego wzrok, a obecność czarnowłosej dziewczyny, która wcześniej tak bardzo mnie rozpraszała, jakby straciła na wyrazistości. Potem jeszcze przez kilka sekund miałam pustkę w głowie, w której starałam się zebrać myśli i znaleźć właściwy utwór.
Nie chciałam grać klasycznych dzieł wiolonczelowych, bo choć pozwalały na wykazanie się w kwestii zdolności, bywały oklepane i nudne, nawet jeśli sama osobiście wiele z nich ceniłam za piękno kompozycji. Przez chwilę rozważałam jednak coś z utworów Chopina, bo przeniesienie melodii z pianina na instrument smyczkowy często dawało ciekawe efekty, ale koniec końców, po dłuższej chwili ciszy, ponownie zdecydowałam się na repertuar nowoczesny - połączenie dwóch, dobrze znanych melodii tego samego zespołu. Potem zaczęłam grać, na początku po prostu szarpiąc struny, nadajac tym samym podstawowy rytm, a potem płynnie przechodząc do rozwinięcia. Grając, starałam się wplatać w melodię jak najwięcej pobocznych dźwięków, by całość stała się jak najbogatsza, a choć skupiałam się na tym w wielkim stopniu, nie mogłam wyrzucić z głowy tekstów owych piosenek, które były mi bardzo dobrze znane.
Dokąd chcesz iść? Jak wiele poświęcać? Nie szukam kogoś o nadludzkich talentach. Nie szczęścia z bajki.
Chcę właśnie czegoś takiego.


Nie zdołałam się powstrzymać, by nie zerkać w jego kierunku. Przestałam dopiero pod koniec, gdy oczy mi się zaszkliły pod wpływem tej w cale nie nowej myśli, która teraz jednak była w jakiś szczególny sposób wyjątkowo przytłaczająca. Chciałam czegoś takiego. Nie wiedziałam tylko jak...
W końcu jednak melodia dobiegła końca. Potrzebowałam jednak czasu; chwilki, by dojść do siebie, dlatego zaraz po ostatnich tonach zwolniłam tempa i po płynnym, improwizowanym ozdobniku przeszłam do utworu pochodzącego z bajki pod tytułem "Gnijąca Panna Młoda" - smutnego, ale dostojnego i głębokiego, rozwijającego się prawie jak sztorm. Dopiero potem, gdy i ta melodia dobiegła końca, zakończyłam swój mały występ i otworzyłam oczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://immortal-academy.forumpolish.com
Raika

avatar

Liczba postów : 33
Join date : 27/01/2017

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Nie Sie 27, 2017 10:03 pm


  Pochłaniała wódkę tak, jakby to była zwykła woda albo sok pomarańczowy. Zmuszało mnie to do zastanawiania się, jak wiele styczności miała z alkoholem tego rodzaju i z jakiego powodu jej życie obrało takie tory. Drażniła mnie myśl o tym, co musiała robić, że konsekwencją tego jest tylko jedna, nawet niezbyt wielka torba z rzeczami i motor. Nie byłem, jednak pewien, czy potrzebowałem tych wiadomości. Jasne, interesowało mnie to, co robiła do tej pory, ale w jakiś sposób uznałem, że te informacje mogę poznać w późniejszym czasie. Nie ma co odkrywać na samym początku wszystkich kart.
     Słuchałem jej z uwagą, miarując każde słowo. Przetwarzałem je w głowie, obserwując jej ruchu i czując jak moje zainteresowanie jej osobą zwiększa się z minuty na minutę. Niedobrze. Zaczynała zbyt intensywnie pobudzać moje zmysły, a doskonale wiedziałem, jak to się kończyło. Stąd siedziałem niewzruszony, spokojnie sącząc alkohol i dusząc w sobie pragnienia. O nie, chciała dystansu to go dostanie. To ona pierwsza złamie swoją zasadę, już ja się o to postaram.
     - Pokój numer 18 – powiedziałem, odwracając uwagę od jej słów. Wykorzystam je w innym terminie. Teraz trzeba było się opanować, mimo że to, co powiedziała tworzyło niezliczone możliwości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
altivia

avatar

Liczba postów : 32
Join date : 07/03/2017
Skąd : Z lasu

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Nie Sie 27, 2017 10:39 pm


Potulne szczenię. To określenie było jak wymierzony kuksaniec, delikatny policzek, który bardziej dotykał dumy niż sprawiał ból. Szczerze mówiąc nie wiedziałam jakie stanowisko mam przyjąć. Z natury robiłam wszystko na opak, szczególnie kiedy ktoś wydawał mi rozkazy, mimo że wcale nie powinien. Mimo że wystarczyło dodać zwykłe „proszę”. Mało kiedy się tego używało, więc i ja przyjmowałam buntownicze stanowisko niemal w większości sprawach. Czy była to tylko kwestia tego, by komuś zrobić na złość? Nie… Raczej by po prostu nadal pozostać sobą, by nakreślać, że nie jestem czyjąś marionetką, mimo że zazwyczaj byłam najmłodsza w towarzystwie.
Tutaj sprawa wyglądała trochę inaczej. Starałam się być elastyczna, co na ogół przychodziło mi z łatwością. Może to kwestia częstego zmieniania towarzystwa w przeszłości i aby się dogadać, trzeba było się w pewien sposób dopasować, jednocześnie nadal pozostając sobą. Sam Eiichi określił, że mam robić to, co rozkaże, nawet jeśli nie będę się z tym zgadzała. Samo to sprawia, że muszę być… Dla niego potulnym szczenięciem. Ale czy zawsze?
Nie odpowiedziałam mu nic po jego wykładzie o zdobywaniu informacji, lecz złapałam z nim krótki kontakt wzrokowy, by wiedział że nie ignoruję jego mowy. Miałam ochotę się gorzko zaśmiać, bowiem poczułam dziwne uczucie umysłowego uniesienia, zazwyczaj towarzyszące przy wzbogacaniu swojej wiedzy. Czułam, że miał rację.
Przez kilkanaście minut nie zamieniliśmy ani słowa, w aucie rozbrzmiewały melodie raczej mocnych utworów. Powstrzymywałam się, by do jednej nie zacząć śpiewać, bowiem zaraz musiałabym się spotkać z krytyką od bruneta, uparcie zapatrzonego w drogę przed sobą.
- Hmm… Co będzie moim celem?- spytałam, bo miałam dziwne wrażenie, że nie będzie nim Eiichi. Kto wie, mogłam się mylić. Wkrótce zatrzymaliśmy się w nieznanym mi miejscu, a ja zaczęłam chłonąć oczami każdy element krajobrazu, jakby chcąc zapisać go sobie trwale w pamięci.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Laurana

avatar

Liczba postów : 52
Join date : 28/01/2017

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Wto Sie 29, 2017 6:49 pm


Jak wiele razy w trakcje jednej rozmowy można zmienić swoje nastawienie? Wiedziałam, że wypowiedziane przeze mnie słowa musiały w jakiś sposób pobudzić wyobraźnię stojącego naprzeciw mnie mężczyzny aczkolwiek jego wyraz twarzy w ogóle tego nie odzwierciedlał. Niezwykle ciężko było go rozgryźć… Najpierw sam starał się zniwelować dzielący nas dystans, a teraz sam go tworzył. Zupełnie jakby nie miał pojęcia, która z tych dwóch sytuacji bardziej mu odpowiada. Może potrzebował czasu aby wszystko na spokojnie sobie przemyśleć? Chwyciłam wyciągnięty w moją stronę klucz po czym momentalnie odwróciłam się na pięcie w kierunku drzwi. Złapałam czarną torbę oraz położoną na niej skórzaną kurtkę…
- Spasiba… - powiedziałam cicho rzucając mu przelotne spojrzenie. Miałam zamiar wyjść z pomieszczenia bez większej ilości zbędnych słów ale zatrzymałam się w chwili, kiedy moja dłoń dotknęła klamki. Plan budynku był mi znany więc nie potrzebowałam przewodnika, który oprowadziłby mnie po akademiku aczkolwiek mogłoby to wyglądać dziwnie dla postronnych osób gdyby nieznana nikomu dziewczyna wałęsała się samotnie po korytarzu.
- Zaprowadzisz mnie do sypialni? – zapytałam licząc na to, że dalej ma zamiar odgrywać rolę gentlemana.. Pozory... To właśnie o nie w tym momencie musiałam dbać najbardziej...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 33
Join date : 27/01/2017

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Sro Sie 30, 2017 6:47 pm


 Dopijając wódkę ze szklanki uważnie obserwowałam to, co robiła Varya. Odnotowałem każdy jej ruch, nawet ten szczególnie niepotrzebny, wzrokiem śledząc całe jej ciało. Na dłuższą chwilę zatrzymałem się na pośladkach i długich nogach, rozkoszując się tym widokiem z dystansu. Nie planowałem pozbawiać się przyjemności zdobywania, nie tym razem.
     Słysząc jej pytanie, odstawiłem szklankę na blat biurka i podniosłem się, żeby podejść do drzwi. Będąc w ich pobliżu stanąłem za wampirzycą i przełożyłem rękę przez jej ramię, kładąc swoją dłoń na jej, zaciśniętej na klamce. Nachyliłem się nad jej uchem, uniemożliwiając otwarcie drzwi.
     - Nie powinnaś mówić mężczyźnie, że nie obchodzi cię, co z tobą zrobi. Wyobraźnia wtedy zaskakuje nawet ich samych – szepnąłem, oplatając oddechem płatek jej ucha i przez chwilę trzymałem przy nim usta, sugerując jej, że planuję go nimi dotknąć, ale odsunąłem się od niej, pchając drzwi do przodu i przepuszczając ją. – Kieruj się na drugie piętro – powiedziałem, zamykając swój gabinet i wrzucając klucz do kieszeni spodni. Następnie wyminąłem Varyę i podążyłem w odpowiednią stronę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Laurana

avatar

Liczba postów : 52
Join date : 28/01/2017

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Czw Sie 31, 2017 2:22 pm


Nie kazał mi długo czekać… Usłyszałam jak odstawia szklankę na blat biurka, a w następnej sekundzie poczułam jak pojawia się tuż za moimi plecami jednocześnie kładąc swoją dłoń na mojej. Uśmiechnęłam się nieznacznie gdy dotarły do mnie wypowiedziane przez Aarona słowa. Nawet nie musiałam zgadywać co też takiego podpowiadała mu wyobraźnia. Zbyt wielu mężczyzn opowiadało mi o swoich fantazjach, w których to odrywałam różnego rodzaju role i obiecywało, że po wspólnie spędzonej nocy nigdy w życiu nikogo innego nie zapragnę… Skończyło się wyłącznie na obietnicach ponieważ zawsze znikałam zanim do czegokolwiek doszło. Kreatywność Aarona musiałaby być naprawdę imponująca gdyby wyobraził sobie stosunek z niepełnoletnią dziewicą, która w dodatku jest jego młodszą siostrą…
- Nie zdołasz mnie zaskoczyć… Ale też nie zabronię Ci spróbować gdy nadejdzie na to odpowiedni czas… - powiedziałam zanim ciemnowłosy otworzył drzwi i przepuścił mnie przodem. Na korytarzu zauważyłam dwie rozmawiające ze sobą wampirzyce.
- Zdrastwujtie* - przywitałam się lekko pochylając głowę kiedy je mijaliśmy po czym ruszyłam dalej za przewodniczącym nocnej klasy w kierunku schodów. Przed wejściem na górę zatrzymałam się na chwilę przez kuchnią.
- Zaczekaj chwilę… - rzuciłam w stronę chłopaka, a następnie weszłam do środka, otworzyłam drzwi lodówki i wyjęłam z niej pięć torebek pełnych krwi po czym natychmiast wróciłam do Aarona.
- Świetne zaopatrzenie… - mruknęłam bardziej do siebie niż towarzyszącego mi mężczyzny. Brak regularnych posiłków, nadużywanie umiejętności i brak dostatecznej ilości snu w ciągu ostatnich kilku tygodni sprawiały, że zaczynałam powoli odczuwać zmęczenie.

* Dzień dobry
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 33
Join date : 27/01/2017

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Nie Wrz 03, 2017 1:31 pm


     Na mojej twarzy wciąż igrał szeroki uśmiech, który powiększył się po słowach kobiety. Byłem więcej niż usatysfakcjonowany jej podatnością na głupie, dżentelmeńskie gesty oraz zagrywki. Ciekawiło mnie na co było ją stać w tej kwestii. Miałem zamiar się o tym przekonać, ale nie w najbliższym czasie. Najlepiej było sobie miarować odkrywanie kolejnych kart, zarówno swoich jak i jej. Wciąż chciałem doprowadzić ją do tego, że sama będzie pragnęła zniszczyć ten dystans, który narzuciła. Nieważne, że chodziło jej o zaczekanie, aż uratujemy jej matkę.
     - Podejmuję wyzwanie – odezwałem się, mijając dwie wampirzyce, rozmawiające na korytarzu. Dzisiaj wyjątkowo dużo osób przewijało mi się przed oczami. Zazwyczaj byli w pokojach, albo grupowo w salonie.
     Odprowadziłem Varyę wzrokiem, kiedy odbiła w stronę kuchni, z której wróciła ze sporym zaopatrzeniem. Zdziwiło mnie, że wzięła tyle krwi. Gdybym był na jej miejscu i do tej pory swobodnie przemierzał kolejne miejscowości, nie oszczędziłbym sobie poznania wielu smaków.
     - To tutaj – powiedziałem, kiedy wspięliśmy się na drugie piętro i stanęliśmy pod pokojem numer 18. – Możesz udekorować wnętrze jak ci się podoba – dodałem, przepuszczając ją w stronę drzwi. – Jak będziesz czegoś potrzebowała, wiesz gdzie mnie szukać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
altivia

avatar

Liczba postów : 32
Join date : 07/03/2017
Skąd : Z lasu

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Wto Wrz 19, 2017 1:14 pm

Keira


Kiwnęłam ledwo zauważalnie głową, gdy zdradziła mi powód jej utknięcia w opuszczonym schowku. Już wcześniej z łatwością domyśliłam się, że czarnowłosa padła ofiarą jakiegoś żenującego żartu, a wiadomość, iż za wszystko odpowiedzialny był Eiichi była dla mnie niezwykle wiarygodna. I chociaż nie tylko bliźniaków można było posądzić o infantylność w tej akademii, to właśnie oni przyszli mi w pierwszej kolejności na myśl.
- Trzeba zaakceptować, że niektórzy mają zgoła inne definicje na niektóre zachowania…- powiedziałam, zdając sobie doskonale sprawę, że gdyby sam został zamknięty raczej nie płakałby ze śmiechu.
Utkwiłam błękitne tęczówki w jej twarz, wysłuchując jej podziękowań. Sprawiała wrażenie dojrzałej i dobrze wychowanej niewiasty, której miłe słowa nie były następstwem strachu, czy udawanej uprzejmości. To, co było dla mnie zastanawiające to jej posłuszność i gotowość do spełnienia długu. Nie wydawała się głupia, a w tej sprawie rzadko kiedy się myliłam. Mogła okazać się o wiele bardziej interesującą wampirzycą, niż zakładałam na samym początku…
Przekrzywiłam nieznacznie głowę, wyciągając rękę przed siebie i muskając palcem jej policzek, jakoby znalazł się tam niepożądany paproszek.
- Będę czekać z niecierpliwością- odparłam chłodnym głosem, pozwalając jej wpierw odejść i dopiero samej udać się do salonu. Kiedy nie było w nim ludzi, pomieszczenie wydawało się niezwykle zimne, mimo żarzącego się drewna w kominku i lampki, która minimalnie oświetlała pokój, nadając krawędziom mebli ciepłego odcienia. Przez duże, wysokie okna zaglądał księżyc, niemal w całości zamglony przez zimowe chmury.
Włączyłam radio, z którego już po chwili cicho pobrzmiewała melodia, po czym zbliżyłam się do barku. Wyciągnęłam dwa smukłe kieliszki wraz z winem, decydując się poczekać z napełnieniem ich do przybycia Nymerii. Martell. Rodzina, która jeszcze tak niedawno ucierpiała z powodu straty ważnego członka rodziny, zapewne następcy ich wszelakich działalności. Marou. Mało wiedziałam o sprawie, najwyraźniej dwie strony zechciały zachować jak najwięcej dla siebie…
Poprawiłam bordową suknię, siadając na sofie i przyglądając się iskrom, które powolnie umierały w ścianach kominka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Laurana

avatar

Liczba postów : 52
Join date : 28/01/2017

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Pią Wrz 22, 2017 3:13 pm


- Dziękuję… - powiedziałam otwierając drzwi kluczem i wchodząc do środka. Pierwszą rzeczą jaka przykuła mój wzrok było duże, podwójne łóżko z czystą białą pościelą. Okna zasłonięte były przez długie sięgające podłogi zasłony i prócz kilku podstawowych sprzętów jak dwa krzesła i ustawiona przy ścianie komoda w pokoju nie było niczego. Odwróciłam głowę w stronę chłopaka, a na mojej twarzy po raz kolejny zagościł uśmiech gdy powiedział, że mogę urządzić sypialnię według własnego gustu.
- Dobrze wiesz, że nie zostanę tu na tyle długo… - powiedziałam jednocześnie kładąc dłoń na drzwiach i lekko popychając je w przód.
- Znajdę Cię szybciej niż sam sądzisz…- zapewniłam stojącego na korytarzu Aarona zanim zamknęłam drzwi tuż przed twarzą mężczyzny. To był kres moich możliwości… Po prostu wiedziałam, że nie dam rady dłużej ciągnąć tej rozmowy… A przynajmniej nie w sposób, w który będę zdolna kontrolować buzujące we mnie emocje. Oparłam się plecami o twardą, chłodną powierzchnię ściany czując jak opuszczają mnie wszystkie siły, a moje ciało powoli osunęło się na podłogę. Nie tego chciałam… Nie taki był mój plan… Nigdy wcześniej nie czułam niczego podobnego w stosunku do jakiegokolwiek mężczyzny. Przyśpieszony rytm serca oraz to dziwne napięcie w mięśniach, które powodowała obecność Aarona, jego spojrzenie i jego słowa… Nie chciałam przyznać się sama przed sobą, że najzwyczajniej lecę na swojego starszego brata. Zaśmiałam się gorzko…
- Varya… Ty idiotko – powiedziałam do siebie podnosząc się z posadzki po czym podeszłam do łóżka. Położyłam na nim swoją czarną torbę, a następnie wzięłam pierwszą z pięciu torebek krwi, które wcześniej zwinęłam z kuchni. Rozerwałam zębami plastikowe opakowanie i zaczęłam łapczywie pić życiodajną posokę. W miarę możliwości na swojej trasie starałam się ograniczać spożywanie krwi prosto z ludzi aby nie zostawiać żadnych śladów swojej obecności zwłaszcza, że w niewielkich miasteczkach, w których na ogół się zatrzymywałam nawet pojedyncze zniknięcie osobnika z danej społeczności było dość szybko zauważane. W krótkim czasie opróżniłam wszystkie torebki, a następnie ruszyłam w stronę łazienki po drodze ściągając z siebie warstwę ubrań. Naga wlazłam pod prysznic po czym odkręciłam kurek z gorącą wodą. Podczas kąpieli skorzystałam z udostępnionych dla gości próbek ponieważ sama nie posiadałam żadnego szamponu ani mydła. Po kilkunastu minutach spędzonych w łazience opuściłam pomieszczenie wracając do sypialni. Podniosłam leżące na podłodze skórzane spodnie, a następnie zbliżyłam się do łóżka gdzie zostawiłam swoją torbę z rzeczami. Otworzyłam ją i wyciągnęłam komplet świeżej bielizny oraz bluzkę odsłaniającą pępek. Ubrałam się, a następnie spojrzałam na wielkie łoże. Zdawałam sobie sprawę z tego, że wciąż buzująca w moich żyłach adrenalina uniemożliwi mi zapaść w sen więc zamiast tego postanowiłam przejść się po akademiku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Momoko
Admin
avatar

Liczba postów : 32
Join date : 28/01/2017

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Pią Wrz 22, 2017 7:38 pm


     Po wyrazie jej twarzy z łatwością mogłam zgadnąć, że czysto krwista zdążyła mnie zapomnieć. Nie było to dla mnie zaskoczeniem, ale czy chciałam czy nie, nagle poczułam nieprzyjemne ukłucie, gdzieś w klatce piersiowej, po stronie serca, które zadrżało uniesionymi w uśmiechu kącikami ust. Czego mogłam się spodziewać? Junko–sama była ważną osobistością, niezwykle znaczącą personą w wampirzym świecie. Co dzień zapewne obracała się w coraz to nowym towarzystwie, równie ważnych osób co ona, więc czemu miałaby pamiętać o pewnym incydencie z wampirzycą niższej klasy, mającym miejsce na jednym z wielu przyjęć, w których musiała brać udział? Jednakże nagła fala smutku, która zdążyła lekko zachwiać moim dobrym samopoczuciem odpłynęła w chwili, w której szatynka zaproponowała mi pozostanie w sali i posłuchanie jej drobnego koncertu.
     — Och, tak! Oczywiście! — zawołałam pełna entuzjazmu. Fakt, że będę mogła posłuchać tych cudownych dźwięków poprawił mój humor w mgnieniu oka. Nawet nie zepsuła mi tego wiadomość, że blondyn zostanie razem z nami. Co prawda spędzenie tego czasu we dwójkę byłoby spełnieniem moich marzeń, ale mamy na to jeszcze czas, prawda? Powinnam się cieszyć z tego, co mam. Usiadłam na jednym ze stojących niedaleko krzeseł, ściskając dłonie w piąstki i opierając je o uda, z tej ekscytacji niemal trudno było mi usiedzieć na miejscu, ale jakoś musiałam się opanować.
     Melodia wydobywająca się spod smyczka Junko była niczym ambrozja dla uszu. Dziewczyna tak wczuła się w swój występ, że miałam wrażenie, jakbym każdy akord przeżywała razem z nią. Całość była tak przejmująca i trafiająca w serce, że aż przyłapałam się na tym, że wstrzymuję oddech.
     I wszystko byłoby po prostu IDEALNIE, gdybym nie zauważyła jak czysto krwista… mierzy spojrzeniem obecnego w sali blondyna. Ale to nie było zwykłe spojrzenie… w jej oczach dostrzegłam presję, wyczekiwanie, chęć zaimponowania mu, niepewność… Ze ściśniętym gardłem i szeroko rozwartymi oczami zwróciłam oczy na domniemanego adresata jej zerknięć. Mężczyzna z kolei nie wydawał się na nią patrzeć „tym wzrokiem”, ale… kto wie, być może wkrótce to się zmieni, albo już to się dzieje… na moich oczach. Na moich oczach ta dwójka ze sobą flirtuje! Jedna z dłoni powędrowała do ust, zakrywając je w geście przerażenia i szoku dla swoich własnych odkryć. Muszę działać! Chciałam, żeby moja relacja z Junko–sama rozwinęła się powoli, delikatnie, wręcz samoistnie, ale teraz… teraz wiem, że nie mam na to czasu! Byłam daleko w tyle za tym podstępnym blondynem, daleko w tyle…  a Junko… widać było, że w jakiś sposób była nim zainteresowana. Co robić, co robić?!
     Po skończonym występie byłam bardziej wstrząśnięta swoim odkryciem niż pięknem gry dziewczyny. Gdyby nie spostrzeżenia, które wręcz zachwiały moją idealną wizją przyszłości wraz z siedzącym pośrodku sali aniołem zapewne teraz wygłosiłabym cały poemat na temat jej niebywałych umiejętności. Teraz było mnie stać jedynie na:
     — J–Junko–sama… jesteś cudowna! To było takie… niezwykłe! — wybełkotałam, wstając z siedzenia i nagradzając ją krótkimi, ale i gromkimi brawami.
     — A teraz, oczywiście jeżeli nie masz nic przeciwko, byłabym przeszczęśliwa gdybyś znalazła dla mnie nieco czasu i wybrała się ze mną na… na przechadzkę. — w tym miejscu zrobiłam przerywnik, aby lekko odkaszlnąć. — We dwójkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 33
Join date : 27/01/2017

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Pią Wrz 22, 2017 8:12 pm


    - Tego się właśnie obawiam… - szepnąłem do samego siebie, kiedy zamknęła drzwi przed moim nosem. W tym momencie to była najrozsądniejsza decyzja, bo nie byłem pewien jak potoczyłabym się dalej ta rozmowa. Co więcej, nie chciałem się przekonywać. Doskonale pamiętałem jak kończyło się takie zaangażowanie, jakie przechodziło mi przez myśli, kiedy obserwowałem Varyę. To była ostatnia rzecz, której teraz potrzebowałem. To był najgorszy czas, w którym mogłem o tym pomyśleć.
     Stukot butów, kiedy stawiałem kolejne kroki rozchodził się po korytarzu, brzmiąc dla mnie jak gong, który ostrzegał przed zbliżającym się najazdem. Nawet jak zatrzymałem się w miejscu, dalej słyszałem echo kroków. Prawa. Lewa. Prawa. Lewa. Do cholery, czułem się tak, jakby były dźwiękową wizualizacją emocji, które wstrząsały moim ciałem. Tornado w moim sercu.
     Zupełnie odruchowo sięgnąłem po telefon i wygrzebałem w galerii swoje stare zdjęcie z matką, jakby to miało mi pomóc. Nie wiem po co to zrobiłem, skoro wiedziałem, że to nie zadziała. Chyba, żeby się tylko bardziej wkurwić. Nie tego potrzebowałem. Nie wspomnień, nie rozmyślań, tylko rozmowy. Zwykłej, paradoksalnie ludzkiej rozmowy o uczuciach… Musiałem z kimś porozmawiać o tym, co mnie paraliżowało w środku. Tylko z kim? Nie miałem z kim i przecież doskonale o tym wiedziałem, ale teraz zdało mi się to tak… przytłaczające, że zachwiałem się na nogach.  Aya.. odpada, bo od czasu zerwania zaręczyn nasza relacja była… napięta. Nymeria? Nie mogłem sobie tego wyobrazić. Cyn… Palce mi zadrżały, kiedy zauważyłem, że nieświadomie odnalazłem jej numer na liście kontaktów telefonicznych. Taaa… Jasne.
     Telefon z powrotem zniknął w mojej kieszeni. Zaraz po tym, jak w sekundę pozbyłem się tego dziewięciocyfrowego wspomnienia. Musiałem czymś zagłuszyć te pędzące myśli, a jedynym wyjściem było pozbycie się energii, siły. Skierowałem się więc w stronę wyjścia i oddaliłem od budynku. Im dalej byłem, tym szybciej przebierałem nogami, aż biegłem wykorzystując całą swoją prędkość. I nic. Dalej myślałem. Dalej widziałem te cholerne obrazy każdej kobiety, na której mi zależało, a którą w jakiś sposób straciłem. Musiałem więc wymyślić coś innego i widok roztopionego lodowiska podsunął mi pomysł. Stanąłem na brzegu i przyjrzałem się dziurze. Stawiając stopę na zamarzniętym jeziorze zwiększałem grubość jego lodu, aż znalazłem się na samym środku. Rozejrzałem się dookoła, upewniając że nikogo nie było w promieniu rażenia i kucnąłem. Prawą dłoń położyłem na podłożu, wypuściłem powietrze z ust i zamknąłem oczy. Powoli uspokajałem swój oddech, starając się wyciszyć wszystkie zmysły i bodźce oprócz dotyku na dłoni. Próbowałem poczuć wodę, płynąć pod wierzchnią warstwą lodu. Jej stały prąd, wilgotność i powierzchnię. Te strumienie mroźnego powietrza i śnieg. Zimno. Mróz. Mój żywioł. Próbowałem dotrzeć do jego krańców, odmierzając ile to było, i sięgając dalej, chociaż były drzewa. Nieistotne. Było ich tak dużo, że utrata kilku nie będzie miała znaczenia. A kiedy już miałem pewność, że taka powierzchnia mnie wykończy, skupiłem się jeszcze bardziej, wizualizując w wyobraźni to, co chciałem osiągnąć. Zacisnąłem zęby i wyrzuciłem z siebie mroźne pnącza, oplatając nimi cały teren, który wybrałem. Ziemia zaczęła drżeć pod moimi stopami, jakby dotarło do nas trzęsienie ziemi. Nie wiedziałem jak duży teren ono objęło i z jaką siłą. Widziałem tylko jedno. Widziałem w wyobraźni i starałem się to odwzorować na zewnątrz. Każdą kostkę lodu, każdą ścianę, każdy zakręt. Stworzyłem ślepe zaułki, stworzyłem drogi, którymi można było dotrzeć do samego środka i tworzyłem to. Już w połowie czułem jak wiele mnie to kosztuje. Moje ciało drżało. Kolano oparło się o mroźną powierzchnię, druga dłoń dołączyła do wcześniejszej. Wszystkie mięśnie spiąłem, czując w sobie każdy element mojego dzieła. Jak złośliwego robaka, który swoim ciężarem wgniatał mnie w lód pod moimi stopami. Każda ściana miała co najmniej trzy i pół metra wysokości oraz metr grubości, żeby nie można było tego rozwalić. A wszystko wyrastało z podłoża wokół mnie. Otaczało z każdej strony, aż całkowicie mnie zasłoniło. Mnie, stojącego w samym centrum ogromnego, lodowego labiryntu.
     - Zadziałało… - odezwałem się, siadając na powierzchni jeziora i opierając plecami o jedną ze ścian budowli. Jedyne ruchy jakie mogłem wykonać to zgięcie prawego kolana i swobodne oparcie o niego ręki, żeby przybrać wygodniejszą pozycję. Zdołałem też podnieść wzrok na niebo, z którego zaczął sypać śnieg. Nie miałem siły nawet myśleć, a właśnie o to mi chodziło. O ciszę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Laurana

avatar

Liczba postów : 52
Join date : 28/01/2017

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Pią Wrz 22, 2017 8:30 pm


Nie tego oczekiwałem… Sądziłem, że Junko zaprezentuje jakiś wielki, klasyczny utwór… Jedną z tych górnolotnych melodii, które jakoś nigdy nie robiły na mnie większego wrażenia. Może i ktoś w tej kwestii nazwałaby mnie ignorantem ale nie miałem zamiaru się sprzeczać. Po prostu nie była to muzyka, której słuchałbym z przyjemnością w swoim wolnym czasie. Jednak to co przedstawiła ciemnowłosa przeszło moje wszelkie przypuszczenia. Doskonale znałem zagraną przez wampirzycę melodię, na tyle by móc w myślach słyszeć poszczególne słowa dwóch piosenek, które sprawnie połączyła w jedną całość. Co więcej… Nie mogłem oderwać od niej wzroku widząc pasję i zaangażowanie z jakim wykonywała utwór. Zupełnie jakby każda nuta była tą najważniejszą… I wtedy też zacząłem szczerze żałować swojej decyzji… Mogłem wyjść… Zostawić córkę Kurana z tą nową i opuścić tą salę. Jakie licho mnie podkusiło to nie wiem…

Tak bardzo mi ją w tym momencie przypominała… Te przymknięte powieki, balans całego ciała oraz ten specyficzny cień uśmiechu na twarzy gdy pozwoliła porwać się muzyce. Miały podobną pasję z tą różnicą, że Erin zamiast wiolonczeli wybrała grę na skrzypcach. Widziałem to samo skupienie na twarzy Junko co wtedy gdy na swoim instrumencie grała moja zmarła dziewczyna… Do tego utwór, który wybrała budził we mnie niewiarygodna tęsknotę. Za tym co między nami było... Za tą bliskością z drugą osobą. W jednej chwili utraciłem wszystko na czym mi zależało i do tej pory nie mogłem pogodzić się z tą stratą. Jakaś część mnie umarła razem z nią w tej obskurnej uliczce…

Junko zakończyła występ i otworzyła oczy, a ja… Wciąż wpatrywałem się w jej postać jak zahipnotyzowany. Zdawałem sobie sprawę z tego, iż pewnie oczekuje z mojej strony jakiegoś sarkastycznego uśmiechu lub cynicznego komentarza ale teraz nic nie przychodziło mi do głowy. Siedziałem jak słup nie potrafiąc wykrzesać z siebie żadnego słowa porażony występem jaki dała. Otrzeźwiły mnie dopiero słowa Kyoki, która nagrodziła występ czystokrwistej gromkimi brawami po czym zaproponowała jej wspólną przechadzkę.
- W takim razie wrócę do swojego pokoju… Chyba że masz dla mnie lepszą propozycję… - powiedziałem zwracając się bezpośrednio do panny Kuran.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Almarien
Admin
avatar

Liczba postów : 61
Join date : 25/01/2017
Age : 27

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Pią Wrz 22, 2017 9:13 pm



Oparty o parapet z uwagą przyglądałem się Liamowi podczas tańca i w pewnym momencie uderzyła mnie myśl, że w przeciwieństwie do mnie on... jako wampir się urodził. Było w jego ruchach coś, co mi wcześniej umykało. Więcej obycia z tą wampirzą dokładnością i doskonałością, mniej niepewności - na przykład po tym mostku, kiedy ja zwyczajnie się pogubiłem i dałem za wygraną. Mniej wyrytych w pamięci typowo ludzkich odruchów, jak choćby ruch klatki piersiowej przy oddychaniu. Ja do tej pory oddychałem głęboko, choć moje ciało nie potrzebowało tyle tlenu co dawniej.
Gdy skończył, zaklaskałem powoli. Raz, drugi, trzeci.
- Brawo - powiedziałem, odrywając się od parapetu i podchodząc bliżej - Nie sądzę, bym zdołał to przebić.
Jeszcze bliżej.
Na moje usta wypłynął zadziorny uśmieszek.
- Chylę czoła - mruknąłem, subtelnym ruchem ręki zamykając odtwarzacz muzyczny wewnątrz różowej bariery. Melodia nie ucichła zupełnie, ale w pomieszczeniu nagle zrobiło się znacznie spokojniej.
- Może chwila przerwy? - zapytałem, na moment odwracając wzrok, jakbym się nad czymś zastanawiał. - I szklaneczka whisky. Co ty na to?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://immortal-academy.forumpolish.com
Almarien
Admin
avatar

Liczba postów : 61
Join date : 25/01/2017
Age : 27

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Pią Wrz 22, 2017 9:53 pm



Prychnęłam cicho, tym samym bez słów zgadzając się z jej stwierdzeniem, a potem, gdy jej dłoń dotknęła mojego policzka, zmarszczyłam lekko brwi i posłałam jej pytające spojrzenie, bo był to gest dość nieoczekiwany. Odpowiedziała jednak tylko, że poczeka na mnie, więc po chwili milczenia i zastanowienia udałam się po schodach na górę.
W swoim pokoju zrzuciłam wszystkie ubrania i większość wysłałam do prania, a biedne, zniszczone kabaretki zwyczajnie wyrzuciłam do kosza na śmieci. Pozostając w bieliźnie podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej zwyczajne, niebieskie jeansy oraz szeroki, wełniany sweter w kolorze ecru, który po założeniu beztrosko zsunął mi się z jednego ramienia. Podwinęłam rękawy, założyłam spodnie i te same białe buty, które nosiłam wcześniej. Potem podeszłam do szafki nocnej i wyciągnęłam półsłodkie, czerwone wino i zabrałam je ze sobą na dół.
- Jestem... już - oznajmiłam, wchodząc do salonu i natychmiast zdając sobie sprawę, że Keira też zdążyła już zadbać o właściwy trunek. Uśmiechnęłam się pod nosem, pochylając głowę i odgarniając z twarzy opadające włosy, które pod wpływem wilgoci zdążyły się z powrotem trochę poskręcać.
- Nadgorliwość nie popłaca - powiedziałam, sięgając po butelkę wyjętą przez Keirę.
- Teraz będzie mi głupio zabrać je z powrotem do pokoju - dodałam i omiotłam wzrokiem etykietę wina, stwierdzając szybko, że owszem, z chęcią się go napiję. Oddając, podałam także to, które przyniosłam.
- Przynajmniej będę mieć czyste sumienie, bo to ja zapraszałam na lampkę. Wino jest. Wybór pozostawię tobie - oznajmiłam, zajmując miejsce na jednej z kanap i podwijając nogi pod siebie.
Oba wina były czerwone, ale trochę się jednak różniły - moje było toskańskie, półsłodkie; jej francuskie, półwytrawne, z nutą wanilii.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://immortal-academy.forumpolish.com
Almarien
Admin
avatar

Liczba postów : 61
Join date : 25/01/2017
Age : 27

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Sob Wrz 23, 2017 10:07 pm



Otworzywszy oczy odetchnęłam głęboko i dopiero wtedy odważyłam się ponownie spojrzeć w kierunku moich słuchaczy. Uśmiechnęłam się leciutko, przekładając smyczek z jednej ręki do drugiej, odgarnęłam włosy. Jednak cisza, która zapanowała nie do końca była tym, czego oczekiwałam. Oboje byli jakby nieobecni jeszcze przez chwilę - trochę za długą, by następująca potem żywa reakcja Kyoki zdołała to jakoś zatuszować. Na jej słowa uśmiechnęłam szerzej, dumnie unosząc głowę.
- Dziękuję - odparłam i zrobiłam krótką pauzę nim dodałam, - starałam się - po czym moje spojrzenie powędrowało automatycznie z powrotem do Shane'a, nawet jeśli tylko na ułamek sekundy, bo gdy dziewczyna znów się odezwała, ponownie skupiłam na niej całą uwagę.
- Tak, oczywiście - przytaknęłam, wstając, gotowa odłożyć instrument na miejsce, ale wtedy on się odezwał. A ja zamarłam.

Nasze spojrzenia się skrzyżowały i wpatrywałam się w niego - bez słowa, bez ruchu - oddychając przez usta, rozchylone leciutko pod wpływem szczerego zaskoczenia. Chciał... Czy on chciał spędzić ze mną czas? Czy...
To było coś nowego. Dotąd nasze spotkania były raczej spontaniczne, podyktowane różnorakimi zbiegami okoliczności, jak na przykład dzisiaj - bo wątpiłam, by przyszedł tu w towarzystwie nowej uczennicy od tak sobie. Teraz jednak sugerował...
Zerknęłam na Kyoki, potem na niego i jeszcze raz na Kyoki. Zagryzłam wargę.
- Przepraszam, ale nie w tej chwili - powiedziałam w końcu, choć z niemałym trudem. Nawet jeśli nie miałam pojęcia co mielibyśmy razem robić, jak spędzić wspólnie czas, to z pewnością nie chciałam od tak odrzucać takiej możliwości, ale niestety zdążyłam już zobowiązać się wobec stojącej obok dziewczyny. Nerwowym ruchem poprawiłam białą sukienkę na chwilę pochylając głowę, a potem jeszcze raz odsunęłam z twarzy opadające włosy.
- Zobaczymy się później, dobrze? - dodałam cicho, choć nie brzmiało to do końca jak pytanie o pozwolenie. Bardziej jak deklaracja czy też obietnica. I ciche błaganie o jakiekolwiek potwierdzenie wyrażonych wcześniej chęci.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://immortal-academy.forumpolish.com
Raika

avatar

Liczba postów : 33
Join date : 27/01/2017

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Nie Wrz 24, 2017 6:57 pm


   Zamknąłem oczy. Trzymanie ich na siłę otwartych nie było dobrym rozwiązaniem. Nie potrzebowałem teraz sprawiać pozorów. Nie musiałem grać, ani wkładać na twarz fałszywej maski. Byłem sam. Z resztą to nie było nic nowego. Nie pamiętałem już uczucia, w którym nie musiałem liczyć na samego siebie. Nie pamiętałem uczucia innego od samotności. Niekiedy miałem wrażenie, że nigdy nie miałem styczności z czymś innym, chociaż paradoksalnie do tej pory bardzo wyraźnie widziałem wszystkie miłe wspomnienia. Pamiętałem te czułe i często zawstydzające słowa, które i tak poprawiały mi humor. Te głupie gry, które niekiedy wydawały mi się żenujące, i od których czasami uciekałem.
     - Sometimes we stumble
       Sometimes we even fall. – Otworzyłem oczy i zadarłem głowę, doskonale wiedząc kogo zobaczę, siedzącego na ścianie, o którą się opierałem. Śpiewał. Do jasnej cholery on śpiewał, tak jak zawsze.
     - Jeśli się nie zamkniesz stracisz coś więcej niż język… - odezwałem się, chociaż miałem świadomość, że mężczyzna nie przestanie, a wręcz pociągnie dalej.
     - And we can't find a friend
       Can't comprehend it all – zeskoczył i zwinnie zatrzymał się tuż obok mnie, dalej śpiewając tę przeklętą piosenkę.
     - Rainer… - zwróciłem mu uwagę dużo ostrzej, a on przestał, chociaż wiedziałem, że nie zrobiło to na nim wrażenie. Z moich ust groźby padały w jego stronę więcej razy niż w stronę kogokolwiek. Każda inna osoba, która tak nadszarpnęła moich nerwów była martwa, ale nie on. Ten skurczybyk nadal żył, a ja wcale nie chciałem, żeby to się zmieniało za moją sprawą.
     - Pamiętasz jak to się kończy? – zapytał, chowając ręce do kieszeni skórzanej kurtki, którą na sobie miał. Nie odpowiedziałem, milczałem. – Aaron… Pamiętasz jak to się kończy? – powtórzył stanowczo, zmuszając mnie do przygryzienia wargi. Nie chciałem dołączać do jego gry, ale wiedziałem, że nie odpuści. Im szybciej tym lepiej.
     - Tak – zacząłem, ale w przeciwieństwie do niego nie śpiewałem i nawet nie mówiłem tego tekstu. - Nie zaśpiewam tego - westchnąłem zrezygnowany, widząc ten szyderczy uśmieszek, który pojawił się na jego twarzy. Nachylił się i wyciągnął rękę w moją stronę.
     - Aaron... – zwrócił mi uwagę, spoglądając na mnie. Nie ruszałem się. Nie łapałem go za rękę tylko się w niego wpatrywałem, a on jej nie zabierał.
     - Nie – odpowiedziałem, nie spuszczając z niego spojrzenia.
     - Aaron…
     - Nie zrobię tego – warknąłem, mrużąc oczy, ale nie odstraszyły go.
     - Możesz to zrobić z własnej woli, albo cię do tego zmuszę. Twój wybór.
     - Nie zrobisz tego…
     - Oj tak, zrobię – miałem otępiałe zmysły przez zużycie energii, dlatego nie zauważyłem, kiedy jego ręka złapała moją w mocny uścisk. Razem z tym poczułem mocne uderzenie w płuca i musiałem gwałtownie nabrać powietrza, żeby się oswoić z tym uczuciem. Napłynęła fala energii, którą mężczyzna we mnie odnowił i wszystko stało się wyraźne jak przed zbudowaniem labiryntu.
     - Dlaczego to zrobiłeś? – warknąłem ostro, podnosząc się z zapewne czerwonymi tęczówkami. – Dopiero co się tego pozbyłem – przeklęta moc Rainera. Nienawidziłem tego, że z taką łatwością psuł moje plany. To nie był pierwszy raz kiedy użył na mnie swoich umiejętności. Tym razem, na moje szczęście bądź nieszczęście, zależy jak na to spojrzeć, wykorzystał tę lepszą wersję. Długo dochodziłem do siebie, kiedy wściekły wyssał ze mnie całą życiową energię. Wszystkie moje kości pamiętały jak cholerny to był ból.
     - Ucieczka od problemu to nie jest jego rozwiązanie – odpowiedział mi niemal tak samo groźnie, jak ja się do niego zwracałem.  – To ci nie pomoże, nie na długo.
     - Pomoże na wystarczająco długo – syknąłem, krzyżując ręce na klatce piersiowej. Rainer był typem osoby, której nic ani nikt nie mógł przestraszyć. Jego konfrontacja z Vincentem skończyła się dla niego dobrze właśnie dlatego, że nie wpadł w jego sidła.
     - Jeśli ci to wystarcza… - tym razem to on skrzyżował ręce na klatce piersiowej. - … to dlaczego jeszcze żyję? Przecież się zbuntowałem – udał przestraszonego. – Zrobiłem coś, czego mi zabroniłeś. Z tego co wiem, to wasza rodzina usuwa z drogi każdego, kto nie wykonuje waszych poleceń. Musicie rządzić, musicie być postrachem, musicie rozstawiać wszystkich po kątach – zbliżył się do mnie i rozłożył ręce, otwierając się na cios ode mnie. – No dalej… Daj się ponieść własnej krwi – wysunąłem swoje kły, bo byłem wściekły. Nie, byłem wkurwiony, bo miał rację. Ten cholerny skurwysyn miał rację i doskonale o tym wiedział. Uśmiechnął się zwycięsko i uderzył mnie pięścią w brzuch. Był to na tyle silny cios, że wpadłem na jedną ze ścian, rozwalając ją na drobny mak.
     - Co do… - nie zdążyłem dokończyć, bo znalazł się nade mną i kolanem przygniótł mnie do ziemi, przycisnął nim szyję. Na człowieka by od razu zadziałało, ale nie na wampira.
     - Straciłeś gardę – odezwał się triumfalnie. Złapałem go za buty i przekręciłem jak korkociąg odrzucając w bok. Błyskawicznie poderwałem się z miejsca i podniosłem go nad ziemią za gardło, mocno zaciskając na nim palce i jego plecy opierając o lodową ścianę. Nie miał gruntu pod stopami, ale się nie bał. Uśmiechał się, znowu tak samo. Puściłem go, bo nawet jakbym chciał nie potrafiłbym go zabić. Oparł się o ziemię i chwilę łapał oddech, by po jakimś czasie podnieść się i poważnie na mnie spojrzeć.
     - Weź się w garść – rzucił ostro, rozmasowując obolałą szyję. Ile to już razy musiał to przeze mnie robić? – Ciągłe rozpamiętywanie przeszłości nic ci nie da – podszedł bliżej. – Boli? Trudno. Niejedna rzecz w życiu cię jeszcze zaboli. Nie znaczy to, że wiecznie masz jojczyć jak jakaś stara babcia, która nie zdążyła na wyprzedaż beretów. Nie podoba ci się na czym teraz stoisz? To kurwa to zmień! Zamiast iść trasą, którą wyznaczył twój ojciec, wyznacz swoją własną – dodał i wzruszył ramionami. – A teraz idziemy pić, bo mam przez ciebie chujowy nastrój, a mam jeszcze zamiar wygrać nasze zawody – uśmiechnął się, odwrócił i puścił przodem. Zatrzymał się po kilku krokach i rozejrzał podczas gdy ja kalkulowałem w głowie to, co mi powiedział. Miał rację, tylko jak kurwa miałem to zrobić? – Powiesz mi jak stąd wyjść? Piękne kobiety na mnie czekają… - przerwał mi, wyglądając zza ściany.
     - Jesteś poniżej oczekiwań każdej z nich.
     - Oj no wiesz? Nie podzielisz się z przyjacielem?


Ostatnio zmieniony przez Raika dnia Pią Gru 01, 2017 6:59 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
altivia

avatar

Liczba postów : 32
Join date : 07/03/2017
Skąd : Z lasu

PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   Pon Wrz 25, 2017 11:36 pm

Keira
Stonowany zapach perfum Nymerii w salonie wyrwał mnie z zamyślenia kilka sekund przed usłyszeniem jej kobiecego głosu. Nie odwracałam się specjalnie w jej stronę, czekając cierpliwie aż brunetka podejdzie do mojej osoby z delikatnym zakłopotaniem. Przeniosłam spojrzenie na butelkę półsłodkiego wina, zgadując, że właśnie tego typu pije najczęściej.
Martell zdążyła się przebrać w nieco wygodniejsze ubrania, których osobiście nie preferowałam, lecz na niej wyglądały atrakcyjnie. Jasny sweter kierował uwagę na jej długie, czarne włosy, a jeansy nienagannie opinały uda i jędrne pośladki, których widok szybko zniknął mi z oczu.
- Nie dostrzegam większego problemu, ale skoro mnie przypadł wybór, nalegam na to… Tamto z chęcią przyjmę przy następnym spotkaniu- powiedziałam, sugerując jej, że wizja jednorazowego delektowania się winem nie wchodzi w grę.
- Mówisz więc, że twoja relacja z Eiichim kwitnie, a jego niepokój, iż mogłabyś nawiązać z kimś innym bliższą więź sprawiła, że zamknął Cię w schowku… Chociaż sądziłam, że mimo wszystko ma większy takt i postara się zapewnić jakiś godny Ciebie komfort…- powiedziałam, zakładając włosy za ucho, by następnie otworzyć butelkę i napełnić kieliszki.
Nagle zdałam sobie sprawę z czegoś niezwykle oczywistego, a Nymeria nie była już tylko nową znajomą, czy ewentualną przyszłą… Towarzyszką. W chłodnych, błękitnych oczach mogło się pojawić coś nieuzasadnionego, myśl bowiem przyszła tak nieoczekiwanie, że sama nie byłam w stanie zachować kompletnej obojętności.
Nymeria Martell… Dziewczę, które mogło mi pomóc.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Styczeń, po Sylwestrze   

Powrót do góry Go down
 
Styczeń, po Sylwestrze
Powrót do góry 
Strona 5 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Część główna :: Wątki-
Skocz do: